Świadectwa uczestników Rekolekcji Odnowy w Miłości Boga – Gdańsk Oliwa- wiosna 2014 r.

 

 

140506-REO-Oliwa-Swiadectwa-036

140506-REO-Oliwa-Swiadectwa-038

 

 

 

 

 

 

 

 

Zdjęcia Ady, jej cioci Pauliny i Ani, która 25.11.2012 r. przekazała słowo poznania dotyczące uzdrowienia małej dziewczynki.

Świadectwo Ali Byliny, dnia 01.12.2012 r.
Nasza grupa w niedzielę 25.11.2012 r. modliła się wstawienniczo nad osobą, która uważała, że jedno ze słów poznania dotyczy jej 10 miesięcznej siostrzenicy. W słowie poznania było, że Pan Jezus uzdrawia chore niemowlę mające ciemne plamy na ciele.
Ciocia tego dziecka powiedziała, że to jest dziewczynka ma na imię Adrianna. Leży w szpitalu jest chora na sepsę. Przy tej chorobie są wybroczyny pod skórą i są koloru ciemnego.  Modlimy się nadal w intencji Adrianny. Mamy kontakt z ciocią tej dziewczynki Pauliną. Lekarze nie dawali nadziei na przeżycie. Od poniedziałku Adrianna czuje się lepiej ustało krwawienie do mózgu.
Bogu niech będą dzięki!

Kochani, wszyscy, którzy czytacie to świadectwo. Dziewczynka żyje. Jej stan jest bardzo ciężki. Proszę was wszystkich o modlitwę za Adriannę. – 8.12.2012 r.

Świadectwo Pauliny w sprawie uzdrawiania Adrianny
Od piątku Adrianna jest poza OIOMem, na oddziale nefrologii dziecięcej w akademii medycznej.
Jej stan jest stabilny choć wciąż poważny, jednak ostatecznie minęło już zagrożenie życia.
Jest dializowana otrzewnowo. Z powodu niedotlenienia ma uszkodzony mózg, ale lekarze nie są
w stanie określić dokładnych skutków tego uszkodzenia, tak samo jak nikt nie umie nam
powiedzieć jak długo jeszcze będzie w szpitalu. Na pewno czeka ja długa rehabilitacja
i mamy nadzieję wróci do pełni zdrowia, ale na pewno nieprędko, sepsa bardzo mocno
spustoszyła jej organizm. Jedno jest pewne, to że w ogóle żyje to na pewno zasługa modlitwy.
Ogromnie dziękuję za całą modlitwę, pamiętam też o Was w mojej modlitwie.
Pozdrawiam, Paulina, ciocia Adrianny 17.12.2012 r.

 

 

 

 

 

Doznałam łaski przebaczenia wreszcie sobie, kiedy codziennie zalewała mnie niepojęta wcześniej czułość i miłość Jezusa, Matki Bożej, Ducha Świętego i na końcu Boga Ojca – już wreszcie jako tatusia. Jestem w tej chwili w życiowym rozkładzie, nie umiem nic skończyć, zwolniłam tempo życia, ale jestem SPOKOJNA i RADOSNA, bo nie ja, ale Bóg prostuje moje ścieżki w najdrobniejszym szczególe i układa hierarchię wartości.
Ania

Bardzo Wam dziękujemy za te rekolekcje. Był to czas łaski, czas bliskości Boga.
Wasza strona internetowa jest skarbcem, z którego będziemy czerpać.
Chwała Panu za to, jak się Wami posługuje.
Aleksandra i Piotr

W zeszłym tygodniu, kiedy modliliśmy się o uzdrowienie, łzy lały się strumieniami po moich policzkach. Teraz, wybaczcie mi wszystkie panie, obiecałem sobie, że nie będę płakał jak baba. I tak było aż do końca modlitwy kiedy dziękowałem animatorkom za ich trud. To co teraz powiem nie jest w stanie oddać tamtej chwili w pełni. Dostałem swoje słowo z Pisma Świętego i siadłem w ławce, żeby się modlić. Wtedy naprawdę poczułem obecność Boga Ojca, Syna Bożego, Ducha Świętego i Maryi Matki Bożej. Ich obecność była niemal wyczuwalna. To było jak jakiś stan uniesienia, trudno to opisać. Płacz (mówiłem kilka minut wcześniej, że to tylko był początek), łkanie, ale jednocześnie szczęście, że Bóg jest ze mną. Pierwszy raz w swoim dorosłym życiu poczułem coś takiego, nawet nie wstydziłem się tych łez. Ciągle powtarzałem: dziękuję Ci za to, że jesteś ze mną Boże, Jezu, Duchu Święty, Matko. Chciałem trwać w tej modlitwie. Pragnąłem jej, nie chciałem przerywać tego błogiego stanu. Ten dziwny stan trwał przez całą moją osobistą modlitwę. Zacząłem mówić słowa, których wcześniej bym się po sobie, niedowiarku, nie spodziewał:
Jestem zraniony, Ty leczysz
Jestem słaby, Ty jesteś mocny
Jestem zamknięty, Ty otwierasz serce
Jestem grzeszny, Ty przebaczasz
Jestem zagubiony, Ty jesteś drogą
Jestem samotny, Ty jesteś miłością
Na koniec pożegnałem się i wstrząsnął mną dreszcz, naprawdę poczułem, że te słowa mają moc, że mają znaczenie. I mimo tego, że nadal mam mnóstwo pytań, że nadal grzeszę, że nie potrafię się tak modlić, to wierzę, że Bóg jest ze mną, wierzę, że Bóg jest z nami. Amen.
Artur

Przed rozpoczęciem modlitwy usłyszałam słowo poznania mówiące o kobiecie z chorym żołądkiem i bólem prawej stopy, którą Pan chce uzdrowić. Ta dziwna kombinacja pasowała jak ulał do mnie. Oświadczam, że według subiektywnego odczucia zostałam na spotkaniu w ramach Rekolekcji REO, w dniu 22 kwietnia 2014 r., uzdrowiona z ostrego nawrotu choroby wrzodowej żołądka.
B.

Przyjęłam Pana Jezusa cierpiącego na krzyżu za mnie osobiście – całą sobą. Uświadomiłam sobie swój bunt wobec woli Bożej dla mojego życia. Otrzymałam ogromną łaskę przebaczenia swojemu ojcu sytuacji zakrytej w mojej pamięci sprzed 30 lat.
Ewa

Od czasu Mszy Świętej 2.III.2014 r. z ks. W. Grzybem w kościele kolegiacie Najświętszego Serca na ul. Czarnej rozpoczął Jezus uzdrawianie mojego kręgosłupa i choć na 100% nie mogę jeszcze powiedzieć, że jestem całkowicie zdrowa, to czuję, że jest dużo lepiej. Nie muszę już mieć poduszki pod plecami przy siedzeniu (a od prawie 2 lat tylko tak mogłam siedzieć i musiałam mieć sztywną podpórkę pleców). Nie noszę już plastrów rozgrzewających, mogę spać na plecach, a do tej pory tylko na prawej stronie! Ufam Panu, że dalej proces uzdrawiania kręgosłupa przebiega według Woli Bożej i zakończy się całkowitym uzdrowieniem. Proces uzdrawiania mojego kręgosłupa trwa i jest coraz lepiej.
Ewa 2

Spowiedź święta po prawie 7 latach przerwy.
Ewa 3

W ustawicznej gonitwie dnia codziennego zapomniałam o wszechobecności Boga w moim życiu. Pan był dla mnie odległy, zajęty sprawami świata. Wszak nie można zawracać Bogu głowy, nie należy nadwyrężać Jego dobroci. Jakże myliłam się w swoim podejściu do Pana pokazały te rekolekcje. Niespodziewanie bez oczekiwań z mojej strony. Każdy wtorek był inny, ale pełen wrażeń. Z niecierpliwością czekałam na każde spotkanie. A Pan jak puste naczynie napełniał mnie swoją miłością. „Jezu Ty jesteś PANEM mojego życia i Panem wszystkiego czego nie rozumiem”.
Gosia

Nie chciałem przyjść, doczytałem, że będzie 8 tygodni i przestraszyłem się. Do końca myślałem, że tylko na mszach z konferencjami będzie to polegać. Co więcej wtorki to ciężkie dni na uczelni na moim roku. Bóg poprowadził mnie, zabrał mi (ukradziono) laptopa, który był przeszkoda. Bez tego siedziałbym przed nim i nie poszedł na rekolekcje. Ta strata spowodowała, że poszedłem „z braku laku”. DZIĘKUJĘ PANU za te rekolekcje. Co więcej laptop został mi zwrócony (co prawda niekompletny, nie można mieć najwyraźniej wszystkiego), co jest jasnym znakiem prowadzenia przez PANA. Dzień kradzieży był szczególnie niepomyślny, ale dostawałem znaki np. jadąc pociągiem zobaczyłem znak ewangelizacyjny typu „Jezus Cię kocha, zaufaj Mu”. ZOSTAŁEM PORUSZONY trafnością słowa poznania z Pisma Świętego. Oczywiście, niedługo potem postąpiłem całkowicie odwrotnie. Nich to będzie znakiem, że wiele jeszcze przede mną, by stać się takim, jak Chrystus. Czuję już jednak jakieś zmiany, jakiś następny krok w drodze ku pełnej chrześcijańskiej dojrzałości. Ważnym jest też to, że moja koleżanka też poszła na rekolekcje i jakby w tle śledzenie jej losów, śledzenie chorej Eweliny, które są ważnymi częściami wspólnotowego charakteru rekolekcji dodatkowo mnie umacniało. Bardzo istotne było też oczywiście dzielenie w mojej grupie i ciekawe świadectwa oaz znajomości jakie nawiązałem.
Grzegorz

Podczas modlitwy animatorów przed Najświętszym Sakramentem czułam najpierw ogromną ciężkość nóg jakby były słupami betonowymi, a za chwilę dotyk przenikający do wnętrza jakby ktoś wkładał rękę w okolicy kręgosłupa, za chwilę drugi taki sam dotyk. (Jakby to był jeden dotyk pewnie bym pomyślała, że mi się zdawało, wierzę a jednak jakim jestem niedowiarkiem). Dziękuję Panie Jezu i Tobie Najczystsza Dziewico Maryjo, że uczestniczyłam w REO i za uzdrowienie kręgosłupa, dziękuję za cudownych kapłanów i animatorów. Dzięki nim możemy przytulić się do Twojego kochającego Serca Dobry Boże.
Halina

Jedną z intencji, z którymi przyszłam na rekolekcje była prośba za mojego wnuczka, Krystiana, u którego, po wizycie 1 marca u neurologa, powstało podejrzenie raka mózgu. Zrobione kilka tygodni później badanie rezonansem magnetycznym pokazało, że guza nie ma. Chwała Panu.
Helena

Wyjście z duchowego impasu zaczęło się spowiedzią generalną po której wysłuchaniu kapłan nazwał moje nawrócenie cudem zwracając moją uwagę na fakt, że Bóg działał, aby wezwać mnie do siebie. Było to dla mnie o tyle poruszające, że żyłam zawsze w poczuciu osamotnienia i konieczności działania na własną rękę. Na drugi dzień po spowiedzi uznałam Jezusa swoim Panem i opuścił mnie wszelki lęk o przyszłość. Wiem, że nie jestem sama, a Jezus mój Pan chroni mnie i daje mi wszystko czego potrzebuję, by pełnić Jego wolę. Kolejnym etapem zmian była modlitwa o uzdrowienie podczas której doznałam łaski przebaczenia sobie, a ksiądz Paweł wypowiedział proroctwo, które brzmiało mniej więcej: Nie byłaś sama kiedy cierpiałaś. Ja byłem wtedy z Tobą i cierpiałem razem z Tobą. Te słowa bardzo mną poruszyły i nie patrzę już na historię mojego życia jako historię jednej wielkiej samotności. W moim sercu pomnożyły się pokój i radość. Jest mi teraz bardzo lekko. Chwała Panu za te rekolekcje, wszelkie udzielane podczas nich łaski i ludzi zaangażowanych w ich organizację!
Iwona

Mniej więcej dwa tygodnie przed modlitwą o uzdrowienie nasza 11 miesięczna córka, Julia zaczęła wykonywać bardzo niepokojące ruchy głową. Wyglądało to tak jakby przy wykonywaniu tych ruchów miała momenty bycia poza świadomością. Bardzo szybko zaczęła tez wzrastać częstotliwość tych zachowań. Najpierw była 3 dniowa przerwa między nimi, potem dwudniowa, potem już występowało to codziennie, potem kilka razy na dzień. Pediatra skierował nas na konsultacje do neurologa ponieważ wyglądało to poważnie. Cala nasza rodzina modliła się gorąco za Julię. Te ruchy ustały tuż przed modlitwą o uzdrowienie. Zdecydowaliśmy przyjść z Julią na tę modlitwę i usłyszeliśmy słowo poznania mówiące o chorej dziewczynce , którą Pan Jezus uzdrawia wysłuchując modlitwy jej rodziców. Co prawda nie zgadzało się imię ze słowa poznania ale byliśmy chyba jedynymi rodzicami w kościele z małą dziewczynką. Do dziś Julia nie wykonała ani jednego niepokojącego ruchu głową. Pod koniec maja będziemy mieli wizytę u neurologa.
Chwała Panu
Gdańsk, 9 maja 2014
Joanna

Moje uzdrowienie to przede wszystkim uzdrowienie duchowe. Wybaczyłam wszystkim, którzy wyrządzili mi krzywdy i zadali rany. Wybaczyłam również sobie moje winy i grzechy i oddałam je Chrystusowi i Jego miłosierdziu. Modlę się o wiele więcej i modlę się także za tych, którzy mi zadali ból. Modlę się za mojego męża, który ode mnie odszedł zadając mi wielką ranę. Będę się modlić w intencji jego nawrócenia i powrotu do Jezusa. Łatwiej rozpoznaję znaki Pana i łatwiej podążam drogą, którą mnie prowadzi.
Jola

Uważam, że nikt nie czuł się anonimowy, jak często bywa w niedzielne Msze Św., ale dzięki tylu inicjatywom z Waszej strony można było poczuć przedziwną wspólnotę Kościoła.
Karol

Byłam na wszystkich spotkaniach, wysłuchałam chyba wszystkich nagrań jakie macie na stronie internetowej. Bardzo mocno przemawiały do mnie słowa do rozważania na każdy dzień – czasem jedno, czasem kilka słów, akty strzeliste do powtarzania w ciągu dnia – potem „nosiłam” je przez cały dzień. Dodam, że akty strzeliste do tej pory wydawały mi się sztuczne. Przez czas rekolekcji czułam modlitwę i ochronę wspólnoty. Pan przez Was działa, przez Was jako wspólnotę, razem jesteście Armią nie do pokonania. Działajcie dalej na chwałę Pana.
Kobieta lat 35.

Panie Jezu zbliżyłem się do Ciebie kilka kroków. Dziękuję.
Leszek

Po modlitwach wstawienniczych odczułam ogromny wewnętrzny spokój mej duszy, nie denerwuję się i nic nie jest w stanie wyprowadzić mnie z równowagi, gdyż wiem, że Jezus jest blisko, że mnie kocha. Odczułem również ulgę w cierpieniu moich chorych nóg. W ostatnim okresie ból był nie do zniesienia, gdy poruszałam się idąc. Chodziłam „jak na szczudłach”, ból zwłaszcza w stopach dawał się mocno we znaki. Zauważyłam, że po kilku dniach po modlitwie o uzdrowienie nastąpiła duża poprawa. Nie mam już bólu w prawej stopie, a ból w lewej jest mniejszy.
Longina

W marcu dostałam wiadomość emailem od 2 znajomych. Potem jeżdżąc codziennie ul. Polanki widziałam 2 banery na płotach. Stwierdziłam, że skoro jest Wielki Post to pójdę na te rekolekcje. Myślałam, że to są zwykłe rekolekcje wielkopostne. Okazało się, że są „trochę dłuższe” i do tego w grupkach, a ja nie jestem za bardzo „wspólnotowa”. Po pierwszym dniu nie miałam najmniejszej ochoty iść do grupek, chociaż Ksiądz mówił dla mnie z sensem :). Trzy dni później odebrałam wyniki rezonansu mózgu mojego syna i okazało się, że ma wznowę nowotworu po 10 latach od operacji guza mózgu. Poczułam się trochę przyciśnięta do muru przez Pana Boga, jakby mnie pytał o moją decyzję, gdzie w moim życiu jest miejsce dla niego. Nie miałam ochoty iść już na żadne rekolekcje odnowy w miłości Boga, skoro On mnie i mojego syna nawet nie lubi…
Ale w odruchu rozpaczy napisałam do Was z prośbą o modlitwę. I obcy ludzie zareagowali, za co bardzo dziękuję.
Dotarło do mnie, że dopiero w sytuacji kryzysowej trochę spokorniałam i otworzyłam się na wspólnotę. Dopiero na trzecim spotkaniu dołączyłam do grupki. Znajome wolały mnie do swojej grupki, ale powiedziałam sobie, że pójdę tam, gdzie mi wyznacza miejsce :). Nauka pokory trwała. Lider grupki był niewiele starszy od mojego syna. Pomyślałam, o tym, że był chyba w przedszkolu, kiedy ja się modliłam nakładając na innych ręce ponad 20 lat temu w mojej starej wspólnocie, która niestety zeszła na manowce, pozostawiając po sobie wiele poranionych osób, w tym mnie. Po moich doświadczeniach nie mam złudzeń co do kondycji człowieka (również mojej) i jego zachowań w grupach „religijnych”. Ale ze względu na chorego syna chciałam „dać Bogu szansę”, żeby mnie przekonał, że może być inaczej niż w moim czarnym scenariuszu.
W sumie nie wiem jakim cudem dotrwałam do końca rekolekcji, bo jeszcze parę razy miałam serdecznie dosyć „nadzwyczajności”, kiedy w moim sercu było totalne zwątpienie. Nie wiem jak skończy się choroba syna (czekamy na wyniki badań kontrolnych), ale doszłam do tego, ze to nie ma już decydującego znaczenia dla mojej wiary. Zdrowie nie jest już przed Bogiem. On jest pierwszy i posługuje się ludźmi, takimi jacy są i może się też posłużyć mną, taką jaka jestem jeśli do końca Mu zaufam.
Jestem Wam bardzo wdzięczna za trud, który podjęliście prowadząc te rekolekcje i wierzę, że przyniosą wiele dobrych owoców, chociaż na pewno nie o wszystkich się dowiecie i nie tak szybko jak byście chcieli. Ziarno jednak zostało zasiane :).
Magda

Przyszłam tylko na mszę świętą, a okazało się, że to pierwszy dzień Rekolekcji Ewangelizacyjnych Odnowy w Miłości Boga. Z radością zostałam do końca. Dzięki tym spotkaniom poznałam pięknych ludzi ze Wspólnoty Źródło Wody Żywej. Mogłam się poczuć częścią żywego kościoła, co jest zawsze niezwykłym doznaniem.
Małgorzata

Rekolekcje w Miłości Boga pozwoliły mi uspokoić duszę, zauważyć drugiego człowieka. Wykorzystuję każdą chwilę na rozmowę z Jezusem. Nie lękam się jutra wiem, że nie jestem sama. Wiele moich problemów uleciało jak bańka mydlana. Po raz pierwszy przeżyłam Święta Wielkanocne pełna wiary i nadziei. Jezus jest ze mną i moją rodziną. W ostatnich kilku tygodniach wydarzyło się bardzo dużo dobrego wokół mojej rodziny. Jestem szczęśliwym człowiekiem, a jeszcze niedawno miałam depresję.
Małgosia
W czasie, kiedy już wszyscy wspólnie się modliliśmy, pomyślałam, że Rekolekcje dały mi większy spokój i większe zaufanie do Boga. Ledwo to zdążyłam pomyśleć, ogarnął mnie straszliwy lęk, który wręcz mnie sparaliżował. Wcześniej może ze dwa razy w życiu coś podobnego przeżyłam. Od razu pomyślałam o moim synku, że może coś złego mu się stało. Jakaś siła mówiła mi: „Wyjdź z kościoła i natychmiast zadzwoń do męża”. Przeżyłam coś w rodzaju rozczarowania, że ja tu czekam na coś niezwykłego, pozytywnego, pięknego, a spotyka mnie coś zupełnie odwrotnego. Dopiero po chwili coś (Ktoś) podpowiedziało mi – „zacznij się modlić”. Jedyna modlitwa, która wtedy przychodziła mi do głowy, to „Jezu ufam Tobie” i tak modliłam się przez cały czas patrząc na figurę JEZUSA Zmartwychwstałego na ołtarzu. Po jakimś czasie trochę się uspokoiłam, choć to, co się działo wokół (śpiewy, modlitwy, głośne wypowiadanie słów) nie pozwalało mi w pełni się uspokoić. Potem kilkukrotnie poczułam zawroty głowy, aż musiałam się rękami przytrzymać ławki. Kiedy podeszłam do Was i zaczęłyście się modlić o uwolnienie mnie od lęku, po chwili poczułam spokój i ulgę. W domu jeszcze raz przeczytałam fragment Listu do Rzymian. Próbowałam to wszystko zrozumieć. Wpisałam w google „Jezu ufam Tobie” i kliknęłam którąś z kolei opcję. Przeczytałam, że Koronka do Bożego Miłosierdzia odmawiana regularnie (co czynię od dłuższego czasu) ma ogromną moc. Jest tylko jeden warunek – trzeba ją odmawiać mając absolutne zaufanie do Boga. Wtedy te wszystkie puzzle zaczęły mi się układać w sensowną całość. Ten lęk, który mi się przydarzył, był dziełem złej siły, która próbowała mi wyrwać to, co Pan Bóg dobrego dla mnie przygotował. Lęk i zaufanie zawsze będą się nawzajem wykluczać. Tak jak w ćwiczeniu, które wykonywałam z dzieciakami w szkole. Dwie osoby stają jedna za drugą w odległości około metra. Pierwsza z nich musi stanąć „na baczność”, naprężyć ciało i opadać do tylu, aż ta druga osoba ją chwyci. Jeżeli pierwsza osoba jest pełna lęku nigdy nie opadnie do tyłu. Natomiast, jeśli ma zaufanie do tej drugiej osoby – lęk nie ma prawa bytu. Zrozumiałam wtedy, że lęk nie pozwalał mi w pełni zaufać Panu Bogu, i że tylko absolutne zaufanie do Niego pozwoli mi pozbyć się lęku. Takie trochę „błędne koło”, ale wiem już jak je wyprostować. Długo nie mogłam zasnąć tej nocy. Kiedy rano się obudziłam sięgnęłam po książeczkę z seminarium i przeczytałam modlitwę do powtarzania z poprzedniego dnia: „Chwalę Ciebie Jezu, za Twoje zwycięstwo nad złem”. Nic dodać nic ująć. Ostatni puzzel został ułożony. Obraz, który powstał w mojej głowie i sercu jest piękny jak obraz Jezusa Miłosiernego. Chwała Tobie Panie i Matce Przenajświętszej.
Serdecznie dziękuję Tobie Małgosiu i Klaudio za to, że wprowadziłyście mnie w ten nowy świat głębokiej wiary. Życzę Wam Wielu Bożych łask i opieki Matki Boskiej.
Marzena

Te rekolekcje są niesamowitym przeżyciem! Eucharystia, spotkania w grupach, rozmowa indywidualna, MODLITWA… Wszystkich emocji i doświadczeń towarzyszących przeżywaniu poszczególnych spotkań nie da się opisać prostymi słowami. Podczas modlitwy o uzdrowienie doświadczyłam prawdziwej Bożej obecności i przeogromnej Miłości uzdrawiającej wewnętrznie, zabierającej lęki, kojącej rany i dającej niesamowitą radość. Przyjechałam szukając Boga w moim życiu. Kończę te rekolekcje pełna wiary, nadziei, ale przede wszystkim radości i wdzięczności za wszystko co się wydarzyło.
Monika

Już w drugim tygodniu rekolekcji pojawiły się wielkie emocje i płacz. Słowa „potraktuj Łaskawego Boga jak zwykły okład, połóż Go na chorej części samego siebie” przeniknęły mnie tak bardzo, że zrobiłam to dosłownie. Nie umiem tego wytłumaczyć, ale było to tak realne, że łzy płynęły i płynęły a wraz ze łzami spływały wszystkie smutki. Poczułam wielką ulgę i radość, że nie jestem sama w swoich smutkach i problemach, że Bóg naprawdę mnie kocha i chce mi przynosić ulgę.
Monika 2

Na drugiej mszy św., gdy ks. Jerzy powiedział: dzisiaj pomódlmy się modlitwą o przebaczenie ojcu. Gdy zaczęliśmy wszyscy powtarzać słowa modlitwy wypowiedziane przez księdza, zaczęło się coś dziwnego ze mną dziać. Płakałam, pojawił się jakiś duszący kaszel i paraliżujący ból gardła, jakby ktoś kłuł szpilkami. Z siłą wypowiadałam słowa modlitwy, płakałam, dusiłam się i tak przez prawie całą mszę św. przepłakałam i przeplatał się żal z radością i jakąś ulgą.
Tadzia

Kościół teraz nie potrzebuje męczenników, potrzebuje świadków. Kiedy zobaczyłam tylu „wariatów” zakochanych w Panu Jezusie uradowałam się. Ja też jestem „wariatką” zakochaną w Panu Jezusie. Radość, że wierzę. Radość, że kocham Pana Jezusa zawdzięczam Wam, którzy „traciliście” dla nas czas i siły.
Teodozja, lat 80

Dziękuję Ci za uzdrowienie moich relacji w małżeństwie!
Tomasz

W czasie czwartego tygodnia i przyjęcia Jezusa za swego Pana doznałam uzdrowienia duchowego polegającego na nagłym pozbyciu się z mieszkania wszystkich przedmiotów związanych z ezoteryką. Przez 15 lat gromadziłam przedmioty takie jak karty tarota, horoskopy, książki o wróżbach itp. Interesowałam się wróżbami nie widząc w tym nic złego. Następnego dnia po wspólnym wyrzeczeniu się praktyk okultyzmu (w czasie mszy św.) poczułam nagłą potrzebę pozbycia się tych rzeczy z domu i umysłu. Spaliłam karty tarota i inne akcesoria wróżbiarskie (o znacznej wartości pieniężnej). Poczułam wielką ulgę i działanie Ducha Świętego. Ponieważ ezoteryką interesowała się przez ok. 15 lat, a porzuciłam to zainteresowanie w jednym momencie, przypisuję to tylko łasce Bożej.
Zofia

W pierwszej chwili gdy dowiedziałam się o rekolekcjach zapytałam w sercu Pana Jezusa dlaczego z Tczewa mam dojeżdżać na rekolekcje do Gdańska. Podczas rozważań ostatnich dni w drugim tygodniu doznałam uzdrowienia wewnętrznego. Pan Jezus przyszedł z łaska, że mogłam przebaczyć tacie i młodszej siostrze z całego serca. Uczestniczyłam na innych rekolekcjach i przebaczałam tatusiowi i siostrze aktem woli i posłuszeństwa rekolekcjoniście powtarzając przebaczenie. Tym razem stało się to czego pragnęłam sercem. Pan Jezus zwrócił mi godność dziecka kochanego. Uczucie, które wywoływane było przedtem gdy wspominałam siostrę, jej zachowania wobec mnie. Doznałam uzdrowienia tego bólu.
Zosia

Szczęść Boże. Możesz być człowiekiem wierzącym lub nie; w to wszystko nie wierzyć – ale jest faktem to, że Bóg zmienia życie, zmienia losy, krzywe drogi prostuje i wyczerpanym daje siły. Moje świadectwo pokazuje prawdziwe spotkanie z Bogiem, kiedy zdarza się to co nazywamy narodzeniem po raz drugi, kiedy w serce wchodzi Chrystus. Dwa lata temu dowiedziałam się że mam problemy ze zdrowiem, lekarze nie mogli znaleźć przyczyny początku mojej choroby i dlatego nie wiedzieli jak mnie leczyć. Moja mama poddała mnie akupunkturze. Denerwowałam się na Boga że nie ma odpowiednich lekarzy, po pół roku było gorzej. Moja rodzina też przejęła się moim zdrowiem. Mój dziadek ojciec mojej mamy był alkoholikiem, źle życzył naszej rodzinie – teraz obiecał Bogu, że nie będzie pił bylebym tylko wyzdrowiała; obietnicy dotrzymuje i z tego się cieszę. Zobaczyłam, że przez moją chorobę Bóg ratuje dziadka, że to wszystko ma sens, że potrzebne jest moje wybaczenie za krzywdę jakiej doznaliśmy. Wybaczenie ojcu, który nas opuścił przez moją babcię kiedy mama była w ciąży ( złorzeczyła nam – to mama mojego taty ) , wybaczenie mojej mamie, która chciała mnie zabić przed urodzeniem ( piła jakieś środki żebym się nie urodziła) – w ten sposób straciłam dwoje rodzeństwa, a to wszystko za przyczyną strachu, osób związanych z magią tzn. wróżki, czy członków naszej rodziny którzy poddali się hipnozie. Nieprzebaczenie i złorzeczenie moich dziadków i pradziadków miało na pewno na mnie wpływ. Udało mi się uczestniczyć w rekolekcjach w parafii św. Stanisława Kostki w Oliwie prowadzonych przez ks. Jerzego i wspólnoty z Gdańska. Dzięki tym rekolekcjom zobaczyłam swoje życie, dzięki modlitwie o uzdrowienie wybaczyłam tym przez których byłam skrzywdzona, oddałam Bogu mój strach że wszystko mi zabierze. Po modlitwie poczułam się jakby ktoś ze mnie to wszystko zdjął, zabrał, – tego się nie da opisać. Kolejny raz dziękowałam Bogu za swoją chorobę – nauczyłam się z nią żyć i ufać Bogu. Poznałam pewną osobę do której mogę w dowolnym czasie zadzwonić czy napisać i powiedzieć co mam na sercu, wiem że ona zawsze będzie za mnie się modliła. Po rekolekcjach pojechałam do domu i tam nareszcie udało mi się skontaktować z lekarzem, który zmienił mi lekarstwa – teraz czuję się dobrze. Mam nadzieję, że w przyszłości nie będę już potrzebować tych leków. Zrozumiałam dużo w tym czasie, nauczyłam się cenić swoje zdrowie i życie. Chwała Bogu!
PS. Czasami Bóg nie zmienia naszych trudnych sytuacji bo próbuje zmienić nasze życie. Pomóż Mu w tym a zobaczysz jak otrzymasz to co będziesz cenił do końca życia.
Kobieta, młoda – W.