Walka duchowa

Ks. Andrzej Brzozowski

Aby błogosławić, trzeba wierzyć z pasją!

Kiedyś wydawało mi się, że nie można wierzyć w Boga bez entuzjazmu. Jednak zawsze jest mi trudno się pozbierać, gdy na „duchową anemię” zapadnie moja wiara. Wiara może być jak trzęsienie ziemi, a nie drzemka. Jak wulkan, a nie jak rutyna. Może być pasją, a nie tylko obojętnym przyzwoleniem. Jak można myśleć o Chrystusie beznamiętnie? Jak ksiądz może mówić o Bogu mniej entuzjastycznie niż mąż o żonie czy ojciec o swoich dzieciach? Dlaczego wierzący mniej radości znajdują w kościołach niż klienci w hipermarketach? Czyżby przypadkiem Bóg był nudniejszy niż zakupy?

Jakże trudno jednak spotkać wierzących pełnych wiary. I jaką przyjemność sprawia spotkanie z kimś, kto z błyskiem w oku mówi o swojej wierze, a zza każdego jego słowa wyłania się Chrystus!

Młodzież przyznała mi się, że w kazaniach najbardziej przeszkadza im nuda, tzn. gdy ktoś „nie czuje” tego, o czym mówi. Trzeba lubić mówić do ludzi o tym, w co się wierzy. Jakże cudownie jest słyszeć chrześcijanina mówiącego z pasją, że „życie przeżywane z Bogiem jest porywające”, „Chrystus to mój Oblubieniec”, „chrześcijaństwo daje mi radość”, „Bóg, kochając człowieka do szaleństwa, stał się człowiekiem”.

A my mówimy i słyszymy ciągle o poświęceniach, jakie wiążą się z faktem bycia chrześcijaninem, o rezygnacjach, jakich wymaga od nas wiara. Czy kochanie Boga może być tylko poświęceniem? Tak. Wiem, że trzeba wziąć krzyż, ale jeśli krzyż nie jest dla mnie źródłem szczęścia, to jak my możemy mówić, że wierzymy w jego odkupieńczą moc? Jeżeli błogosławię, to Bóg nie jest dla mnie ciężarem, Bóg nie nuży. Jeżeli błogosławię, to Bóg daje mi wewnętrzną równowagę i pokój serca, którego nie traci się nawet wobec tragicznych wypadków na zewnątrz.

Lubię być chrześcijaninem, jestem szczęśliwy, ze nim jestem. Wstydzę się też, że jestem nim w sposób tak niedoskonały. Ale cóż, moja niedoskonałość zawsze jest nieskończenie mniejsza od miłosierdzia Boga.