W jednej chwili okazało się, że moja kilkunastoletnia choroba stawów zniknęła, ot tak po prostu …

spring-2148581_640

W 2011 r. przypadkowe badanie wykryło  u mnie przewlekłe wirusowe zapalenie wątroby HCV oraz krioglobulinemię, która przez wiele lat niszczyła moje stawy. Zakażenie HCV  bardzo często powoduje rozwój krioglobulinemii. W związku z obecnością krioglobulin może dochodzić do rozwoju wielu schorzeń poza wątrobą: zespołów reumatoidalnych, uszkodzenia nerek, przewodu pokarmowego i innych narządów. Do zakażenia doszło prawdopodobnie podczas porodu w 1989 r. kiedy miałam wykonywana transfuzje krwi. Do tego roku, w Polsce, nie badano krwi na obecność wirusa typu C.  Wystąpiło już zwłóknienie wątroby i zaproponowano mi leczenie Interferonem.

Nie zgodziłam się gdyż, przerażały mnie  ewentualne skutki uboczne, przy małej szansie na wyleczenie ( ze względu na wiek 60+). Powiedziałam, że zaczekam, może kiedyś pojawi się inny lek, mniej inwazyjny.

Pojawił się, ale… za 200 tys. Można było też kupić go sobie w  Indiach za 1000 $. W 2014 r lek stał się dostępny na NFZ, jednak kolejka zrobiła się bardzo długa (ponad tysiąc osób). Praktycznie nie miałam szans. Dostrzegłam szansę – jest przecież Bóg, który powiedział „Proście, a otrzymacie”!Od kilku lat proszę o wzrost wiary i nie mam wątpliwości, że moja wiara rośnie. Postanowiłam nadal prowadzić zdrowy tryb życia i modlić się o cud, chociaż tkwiło we mnie przekonanie, że cuda uzdrowienia spełniają się  tylko innym.

Tyle Mszy św.o uzdrowienie – i nic…

Może Bóg ma wobec mnie inne plany? Ogłosiłam bezsilność, zgodziłam się z tym, że moje życie jest w Jego rękach i jak Bóg zechce to pożyję z tym długo, a jak ma inny plan- to ja się zgadzam na wszystko.

Poczułam się spokojna i bezpieczna. Jednocześnie obudziło się we mnie pragnienie, żeby prosić, a wręcz żądać rzeczy niemożliwej!

10 czerwca 2017 r, w Parafii pw. Świętej Barbary w Gdańsku, odbyła się  Msza św. o uzdrowienie i kolejny raz uzdrawiani byli inni.

Może ja następnym razem? …I wtedy, jako ostatnie , padły słowa poznania:

„Jest tu obecna kobieta w średnim wieku, która ma chorą wątrobę. Jezus ją teraz uzdrawia”.

Potem była modlitwa wstawiennicza i łzy spływające ciurkiem po twarzy. Więcej nie pamiętam. Ja???…

W nocy po raz pierwszy, wątroba mnie tak bolała, że nie mogłam spać.

Po małym niedowierzaniu, pojawiło się pragnienie i silne przekonanie, że będę zdrowa.

„Jezus nigdy nie wycofuje się ze swoich obietnic”- powtarzałam sobie. Zaczęłam już z całego serca dziękować za uzdrowienie.

Po tygodniu stawiłam się w szpitalu na wyznaczone wcześniej badania. Potem czekałam na wyniki kolejne trzy tygodnie. A potem lekarka powiedziała, że… jeden wynik jest nieprawdopodobny, nie potrafi go racjonalnie wytłumaczyć bo w osoczu nie wykryto krioglobulin (to nieprawidłowe, niszczące organy wewnętrzne białka), że te białka nieleczone, nie mogły zniknąć same.

W jednej chwili okazało się, że moja kilkunastoletnia choroba stawów zniknęła, ot tak po prostu. To umożliwiło zakwalifikowanie mnie na pilne  leczenie mojej wątroby tym niedostępnym dotąd lekiem, być może, że już na jesień. Z wątrobą z moimi parametrami, mam szansę na całkowite wyleczenie bez skutków ubocznych, w ciągu 12 tygodni. Leczenie Interferonem miało trwać dwa lata, a skutkiem mogło być m in. szybkie starzenie organizmu, dwa lata depresji i leczenie psychiatryczne, samopoczucie- jak przy trwającej dwa lata grypie, szansa na poprawę – ok. 30%. Jestem otoczona Bożą miłością. Jestem świadkiem cudu!  Chwała Panu!!!

Małgosia

wynik-1wynik2