Świadectwo Ewy – grudzień 2012 r.

Świadectwo Ewy
     Przychodząc na rekolekcje nie miałam w sercu żadnych konkretnych oczekiwań. Powiedziałam Panu: „Rób, co chcesz, Boże.”
     Od trzech miesięcy przeżywałam jeden z trudniejszych okresów w moim życiu. We wrześniu przeprowadziłam się do Gdańska z woj. lubelskiego. Straciłam pracę. Musiałam zostawić rodzinę, którą bardzo kocham, przyjaciół, wszystko, co było mi bliskie. Trudne rozstania, łzy. Nigdy nie chciałam mieszkać w dużym mieście. Mimo tego, że decyzję o przeprowadzce podjęliśmy z mężem świadomie, rozeznając, że jest to wolą Bożą, nie mogłam odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Miałam wrażenie, że Bóg mnie zostawił. Skarżyłam się na modlitwie jak małe dziecko, że mi się tu nie podoba. Sama sobie stawiałam pytania: „Co ja tu robię?” Brak mi było najbliższych. Byłam wykończona pośpiechem, hałasem, setkami ludzi w tym mieście. Dodatkowo czułam się fatalnie fizycznie z powodu astmy (na tle alergicznym – uczulenie na kurz, roztocza), która została zdiagnozowana w 1998r.. Miałam nadzieję, że zmiana klimatu wpłynie korzystnie na moje zdrowie. Było odwrotnie. Profilaktycznie brałam codziennie leki (zazwyczaj jedną dawkę dziennie), natomiast od września, żeby normalnie funkcjonować musiałam brać poczwórną dawkę i tabletki. Byłam ciągle zmęczona, czułam pieczenie w klatce piersiowej, miałam problemy z oddychaniem, kaszel, często musiałam brać leki w nocy, żeby mieć drożny nos, w miarę „normalnie” oddychać  i móc spać. W okolicach serca czułam ból. Mówiłam o tym lekarzowi, sugerował, że może to być niedotlenienie serca.
     Na modlitwie wstawienniczej poprosiłam o umocnienie. W trakcie uwielbienia poczułam w sercu ogromną radość i pokój, zaczęłam śmiać się na głos, nie mogłam przestać, a jestem osobą raczej powściągliwą i  panuję nad emocjami. Osoby, które modliły się nade mną, śmiały się również. Chciałam im powiedzieć, co wy robicie, ale wiem, że to Pan Bóg przyszedł z darem radości. Pan Bóg dotknął mojego serca, umocnił mnie duchowo i psychicznie, dał łaskę akceptacji mojego życia, aktualnej rzeczywistości, taką, jaka jest. Wlał wewnętrzną radość i pokój. Dostałam łaskę nowego spojrzenia na moje życie. Zaczęłam widzieć „dalej” i „szerzej” z większym optymizmem, a wcześniej nie widziałam sensu mojego życia.
W sobotę padły również słowa poznania, że Pan Bóg chce uzdrowić kobietę między 30-tym, a 40-tym rokiem życia chorującą na astmę. Pomyślałam, słysząc to, że te wszystkie informacje pasują do mnie. Powiedziałam nawet do męża, że to może ja…
Ufam, że Pan Bóg mnie uzdrowił. Nie miałam jeszcze możliwości skonsultować tego z lekarzem, ale faktem jest to, że od 3 tygodni, dokładnie od poniedziałku po rekolekcjach, nie biorę żadnych leków od astmy, śpię bardzo dobrze, mogę normalnie oddychać, zwłaszcza, że jesienią i zimą objawy chorobowe zawsze się nasilały, ponieważ roztocza gromadzą się w wilgotnym powietrzu itp.. Czuję się bardzo dobrze, jestem szczęśliwa. W przeciągu tych trzech tygodni spędziłam już wiele godzin w kurzu podczas prac remontowych i porządkowych w mieszkaniu, malowałam ściany bez leków, żadnej nocy nie budziłam się z powodu duszności. Poza tym ból w sercu minął.
     Bóg jest najlepszym lekarzem. Chwała Panu!
Dziękuję ks. Waldemarowi Grzyb za przeprowadzenie rekolekcji i wszystkim organizatorom, dzięki którym one mogły się odbyć.  

Ewa, Gdańsk