…dziewczynka w różowej kurtce. Jezus leczy jej oczy…

DSC_2830_840


DSC_2830_840

 

Jestem mamą Hani, której Jezus uzdrowił oczka na Mszy 2. marca 2014, a więc właśnie minął rok. Wtedy, na Czarnej, padło słowo poznania, które odniosłam do Hani:
„… dziewczynka w różowej kurtce, Jezus leczy jej oczy…”
Może pamiętasz, że jej wada nie chciała się korygować, a na wizycie kilka tygodni przed TAMTĄ Mszą ponownie okazało się, że nie ma poprawy. 4 tygodnie po modlitwie badanie wykazało poprawę, wszystko było już niemal w normie i lekarz zmniejszył szkła i dał nadzieję, że okulary będą potrzebne jeszcze prawdopodobnie kilka miesięcy.
Piszę, ponieważ chciałam jakby dokończyć tamto świadectwo i potwierdzić, że OCZY HANI SĄ ZDROWE i od listopada 2014 r. już nie nosi okularów.
Chwała Panu!

Zastanawiałam się czy wspomnieć Ci jeszcze o pewnym doświadczeniu związanym z Hani oczami – chyba jednak krótko o tym napiszę… Wiesz, mam wrażenie jakby o Hani oczka stoczyła się walka… Dziwne, trudne doświadczenie stało się Hani udziałem, a i ja i mąż też bardzo to przeżyliśmy. Kilka tygodni przed listopadową wizytą u okulisty, podczas której miało się wyjaśnić czy odstawiamy okulary, Hania zaczęła bardzo łzawić, towarzyszył temu wodnisty katar. Wszystko wskazywało na nasilenie objawów alergii, z którą miewała wcześniej problemy. To były takie silne ataki kataru i łzawienia, po kilka razy w ciągu dnia. Zastanawiające jednak było to, że leki, które powinny łagodzić objawy alergii w ogóle nie działały. Czekaliśmy na wizytę do alergologa, ale najpierw wypadła wspomniana, zaplanowana dużo wcześniej wizyta u okulisty podczas której okazało się, że… Hania ma w oczku jakieś ciało obce. Lekarze dziwili się, że nie odczuwała bólu. Ten przedmiot nosiła w oczku przez kilka tygodni… Nie będę już wszystkiego dokładnie opisywać, ale byliśmy wiele razy u okulisty i kilka razy w szpitalu na próbach wyjęcia, było to utrudnione ponieważ częściowo wrosło w rogówkę oka. Groziła narkoza i zeskrobywanie tego z oczka, ale w końcu udało się to usunąć „na żywca”. To był prawdopodobnie półcentymetrowy skrawek taśmy klejącej lub czegoś podobnego. Ponieważ to było przyklejone do oczka bardzo długo i wrosło, pozostała blizna, ale dzięki Bogu w żaden sposób nie wpływa na widzenie.
Przyznaję, że były momenty, że trudno było ufać.. Było jedno mocne doświadczenie, gdy to Hania dodała mi otuchy swoją postawą jednocześnie zadziwiając mnie swoją ufnością i spokojem mimo cierpienia. Gdy nie udało się oczyścić oczka i mieliśmy jechać do szpitala na kolejne „podejście” wzięłam do ręki Pismo Święte, które u nas jest zawsze w zasięgu ręki i chciałam przeczytać fragment, szukając jakiegoś pocieszenia w obawach jakie mi towarzyszyły… Wtedy Hania zapytała czy ona może otworzyć – otworzyła „przypadkowo”, a ja przeczytałam – o uzdrowieniu niewidzącego od urodzenia… Była zadziwiona (ja nie mniej…) i „uczepiła się” tego Słowa, miała taki pokój i ufność, że Jezus się o wszystko troszczy i wierzyła, że chce jej pomóc rękami lekarzy… I tak się stało…
Pozdrawiam serdecznie
Danusia

Hania bez okularów

Hania już nie musi nosić okularów.