Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Lipiec 2019
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Sierpień 2019
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31
 
Wrzesień 2019
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Październik 2019
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31

no to połowa...

2019-10-02


Photo by davisco on Unsplash
(Mt 18,1-5.10)
W tym czasie uczniowie przystąpili do Jezusa z zapytaniem: Kto właściwie jest największy w królestwie niebieskim? On przywołał dziecko, postawił je przed nimi i rzekł: Zaprawdę, powiadam wam: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. Kto się więc uniży jak to dziecko, ten jest największy w królestwie niebieskim. I kto by przyjął jedno takie dziecko w imię moje, Mnie przyjmuje. Strzeżcie się, żebyście nie gardzili żadnym z tych małych; albowiem powiadam wam: Aniołowie ich w niebie wpatrują się zawsze w oblicze Ojca mojego, który jest w niebie.


Mili Moi…
Moje amerykańskie wojaże już za mną… Piękny czas, choć urlopem bym tego jednak nie nazwał. Liczne spotkania, wiele dobrych rozmów, mało snu… Odpoczynek chyba nastąpi teraz. Dziś pierwszy kosz grzybów przyniosłem do domu. Nawet rzęsisty deszcz nie mógł mi w tym przeszkodzić… Jutro kolejna wyprawa…

Wspominałem, że wizyta w USA nieco mnie ostudziła… Na razie nie rozwijam tematu, ale chcę znów napisać kilka słów o tym, co fascynuje mnie w tym kraju… Siedzimy w restauracji, przychodzi kelner, pyta mnie czy jestem bratem, czy księdzem. On sam cieszy się, że mnie rozpoznał i wie co to habit – do końca wieczora nie tytułuje mnie inaczej, niż „father” (ojcze). Żegna się ze mną, ściska mi rękę, dziękuje, że zjadłem u nich w restauracji… Wracam do Polski, rozmawiam z wieloma ludźmi po drodze, stoję przed nimi w habicie – nikomu przez gardło nie przejdzie „ksiądz”, czy „ojciec”. Z uporem maniaka mówią mi „pan”. Taki drobiazg, który dla mnie wiele zmienia…

Na lotnisku w Nowym Jorku mam nadbagaż. Miły Hindus, który mnie odprawia (a dodam, że leciałem LOTem) obwieszcza, że 130 dolarów muszę zapłacić za dodatkowe kilogramy. Niepokoi mnie to bardzo. Pan konsultuje się z miłą panią Hinduską i opracowują plan – idź tam, gdzie owijają taśmą bagaż i zapytaj tego człowieka o torby, on ci sprzeda, weźmiesz ją na pokład. Za torbę zapłaciłem 27 dolarów. I tak problem się rozwiązał. Ale nie trafiłem po raz drugi do uśmiechniętych Hindusów, tylko do naburmuszonej Polki, która nie raczyła nawet na mnie spojrzeć przy odprawie, podczas gdy owa urocza Hinduska przybiegła pod koniec spytać czy wszystko w porządku. Pomyślałem sobie – kiedy my się nauczymy być dla siebie mili i serdeczni. To tak niewiele kosztuje.

Leciałem, jak wspomniałem z polskim przewoźnikiem. Samolot Air Belgium (sic!) godzinę opóźniony na starcie. Wiedziałem już w punkcie wyjścia, że nie mogę zdążyć na przesiadkę w Warszawie. I rzeczywiście nie zdążyłem. Trzy godziny czekania na kolejny samolot, voucher na obiad i znudzony głos – przepraszamy za niedogodności…

W dzień wyjazdy natomiast doświadczyłem czegoś, o czym dotąd czytałem tylko w książkach. Z moim przyjacielem M, który odwoził mnie na lotnisko, szukaliśmy restauracji, żeby jeszcze chwile posiedzieć, zjeść, pogadać… Nagle zatrzymał nas młody, elegancki człowiek i poprosił… o włączenie klimatyzacji. Na początku nie wiedziałem o co chodzi, ale po chwili zrozumiałem, że to Żyd  - wytłumaczył nam, że mają wielkie święto i gości w domu, a im nie wolno „pracować”. M wysiadł i włączył panu w chałupie klimę, ratując życie około 40 osobom, które były bliskie ugotowania…

Nie chcę, żeby to wyglądało jak narzekanie… Ale jednak są pewne zaoceaniczne światła, które w Polsce są znacznie rzadziej osiągalne. A szkoda, bo życie mogłoby być znacznie milsze i prostsze…

Może to i jakoś związane z postawą dziecięctwa, o której dziś znów mówi Jezus. Uderza mnie Jego zwrot – jeśli się nie odmienicie i nie staniecie się jak dzieci… Ta postawa nie przyjdzie sama, ona musi zostać wypracowana, a to z pewnością kosztuje. Tym bardziej, że trudno wytrwać w byciu dzieckiem wśród tak wielu „dorosłych”, zwłaszcza jeśli samemu do niedawna było się jednym z nich. Ale jeśli dorosłość ma polegać na byciu ponurym, niegrzecznym, złośliwym, wulgarnym, przebiegłym, egoistycznym – to ja jestem zdecydowanie za tym, żeby nie kontynuować procesu dorastania. Może bycie dzieckiem nie jest modne, ale jest z pewnością zdrowsze – przynajmniej dla mojego ducha…