Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Maj 2019
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31
 
Czerwiec 2019
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2019
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Sierpień 2019
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31

sam...

2019-04-02


Photo by Jonathan Rados on Unsplash
(J 5, 1-16)
Było święto żydowskie i Jezus udał się do Jerozolimy. W Jerozolimie zaś znajduje się sadzawka Owcza, nazwana po hebrajsku Betesda, zaopatrzona w pięć krużganków. Wśród nich leżało mnóstwo chorych: niewidomych, chromych, sparaliżowanych. Znajdował się tam pewien człowiek, który już od lat trzydziestu ośmiu cierpiał na swoją chorobę. Gdy Jezus ujrzał go leżącego i poznał, że czeka już długi czas, rzekł do niego: Czy chcesz stać się zdrowym? Odpowiedział Mu chory: Panie, nie mam człowieka, aby mnie wprowadził do sadzawki, gdy nastąpi poruszenie wody. Gdy ja sam już dochodzę, inny wchodzi przede mną. Rzekł do niego Jezus: Wstań, weź swoje łoże i chodź! Natychmiast wyzdrowiał ów człowiek, wziął swoje łoże i chodził. Jednakże dnia tego był szabat. Rzekli więc żydzi do uzdrowionego: Dziś jest szabat, nie wolno ci nieść twojego łoża. On im odpowiedział: Ten, który mnie uzdrowił, rzekł do mnie: Weź swoje łoże i chodź. Pytali go więc: Cóż to za człowiek ci powiedział: Weź i chodź? Lecz uzdrowiony nie wiedział, kim On jest; albowiem Jezus odsunął się od tłumu, który był w tym miejscu. Potem Jezus znalazł go w świątyni i rzekł do niego: Oto wyzdrowiałeś. Nie grzesz już więcej, aby ci się coś gorszego nie przydarzyło. Człowiek ów odszedł i doniósł żydom, że to Jezus go uzdrowił. I dlatego żydzi prześladowali Jezusa, że to uczynił w szabat.

Mili Moi…
Trwam na rekolekcjach w Miedzichowie. Zakładałem, że to niewielka parafia, ale rzeczywistość nieco przekroczyła oczekiwania. Dziewięćset dusz… Tyle liczy sobie parafia. Ale jeśli na niedzielnych Mszach było 200 osób, to chyba max. Przyznam szczerze, że od początku kapłaństwa mam taką zasadę, że nie „wybieram” parafii. Jeśli przychodzi zaproszenie, a ja mam termin, to po prostu przyjmuję, nigdy nie pytając o wielkość i inne szczegóły. Postanowiłem sobie dawno temu, że jedynym kryterium, które mnie interesuje jest głoszenie Słowa, a nie choćby kwestie „opłacalności”. Jestem temu postanowieniu wierny. Ale przyznam szczerze, że to mi bardzo dobrze robi na pokorę. Kiedy tu przyjechałem, powziąłem takie postanowienie, że właśnie dlatego, że parafia maleńka, zrobię wszystko najpiękniej jak potrafię. I wierzcie mi, że jest to trudne… Kiedy wychodzę głosić na porannej Mszy, a w kościele… piętnaście osób, z czego większość w takim wieku, że zastanawiam się, czy w ogóle mnie słyszą. Ale przypominam sobie wówczas, że człowiek jest drogą Kościoła. Każdy człowiek. Poszczególny człowiek. Choćby jeden… Człowiek.

Z drugiej strony przeżyłem miłe zaskoczenie świadomością, że jest coraz więcej ludzi, którym zależy na duchowym kierownictwie, na spowiedzi. Zgłosiła się do mnie kilka dni temu pewna Boża dusza prosząca o pomoc w tej sprawie. No cóż, ja na wyjeździe. Ale, mówię, jeśli masz samochód i ochotę na wycieczkę, to możesz mnie tu odwiedzić – pogadamy, ustalimy szczegóły. Okazało się, że samochód, czas i ochota jest, więc dziś miałem gościa, który dołączył do gromadki korzystających z mojej posługi. Nie udało mi się jej nawet zniechęcić opowieściami, że czasem spowiadam o szóstej rano, jeśli nie ma już innego wyjścia… Witaj więc A na pokładzie… Niech Pan nas prowadzi.

Jutro wracam do domu, a w czwartek przedostatnie Wieczory dla Zakochanych. Kiedy to wszystko minęło? W piątek prawdopodobnie nagrywanie kilku pozostałych odcinków naszych rekolekcji internetowych. Współpraca z chłopakami to prawdziwa przyjemność, a reżyser deklaruje kolejny pomysł medialny po krótkim odpoczynku. Wyspowiadam jeszcze po drodze dwa klasztory sióstr i będę mógł spokojnie wyruszyć w sobotę na ostatnie w tym Wielkim Poście rekolekcje do Niepokalanowa. W niedzielę osiem nauk. Chyba padnę na pyszczek…

Dzisiejsza Ewangelia zaś wpisuje się w moje ostatnie rozmyślania o samotności. Od miesięcy doświadczam jej w sposób znacznie głębszy, niż dotychczas i cały czas pytam Boga o jej sens, bo on z pewnością istnieje. Ale ta moja pewnie nijak się ma do samotności miejscowego proboszcza, który w maleńkiej wiosce, bez prawa jazdy i samochodu, zasiada w kuchni w fotelu i słucha radia… A dziś w Ewangelii chromy człowiek, który mówi – nie mam człowieka… I znów odpowiedzią okazuje się sam Jezus. Choćby człek nie wiem jak dojmującej samotności doświadczał, zawsze może schronić się w Jego towarzystwie. On jest tym, który podaje rękę i potrafi zmienić rzeczywistość w mgnieniu oka. Wierzyć i trwać przy Nim to chyba jedyny sposób, żeby nie traktować samotności jak przekleństwa, ale żeby zobaczyć w niej mimo wszystko przestrzeń spotkania. Jeśli nie z człowiekiem, to z pewnością z Bogiem…