Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Maj 2019
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31
 
Czerwiec 2019
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2019
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Sierpień 2019
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31

wśród przyjaciół...

2018-03-27


zdj:flickr/jlslaney/Lic CC
(J 12, 1-11)
Na sześć dni przed Paschą Jezus przybył do Betanii, gdzie mieszkał Łazarz, którego Jezus wskrzesił z martwych. Urządzono tam dla Niego ucztę. Marta usługiwała, a Łazarz był jednym z zasiadających z Nim przy stole. Maria zaś wzięła funt szlachetnego, drogocennego olejku nardowego i namaściła Jezusowi stopy, a włosami swymi je otarła. A dom napełnił się wonią olejku. Na to rzekł Judasz Iskariota, jeden z Jego uczniów, ten, który Go miał wydać: "Czemu to nie sprzedano tego olejku za trzysta denarów i nie rozdano ich ubogim?" Powiedział zaś to nie dlatego, że dbał o biednych, ale ponieważ był złodziejem i mając trzos, wykradał to, co składano. Na to rzekł Jezus: "Zostaw ją! Przechowała to, aby Mnie namaścić na dzień mojego pogrzebu. Bo ubogich zawsze macie u siebie, Mnie zaś nie zawsze macie". Wielki tłum Żydów dowiedział się, że tam jest; a przybyli nie tylko ze względu na Jezusa, ale także by ujrzeć Łazarza, którego wskrzesił z martwych. Arcykapłani zatem postanowili zabić również Łazarza, gdyż wielu z jego powodu odłączyło się od Żydów i uwierzyło w Jezusa.


Mili Moi…
Właśnie wróciłem z godzinnego dyżuru w konfesjonale w naszej katedrze. Dziś taki amerykański dzień pokutny. W większości diecezji księża czekają na penitentów. A że nie często się to w tym kraju zdarza, to radość z faktu wielka… No i podczas godziny (kościół katedralny, piąta po południu) wyspowiadałem cztery osoby… Jakiś w tym wszystkim niedosyt, ale to niestety efekt wysiłków duszpasterskich… Do komunii wszyscy obecni w kościele biegną… Do spowiedzi bardzo nieliczni…

Dziś nadeszły z Polski ostateczne poprawki od mojego promotora. Kosmetyka właściwie… Ale to oznacza, że praca jest już w troskliwych rękach redaktora (a właściwie redaktorki), które to ręce przygotują ją do druku. Od dziś ani jedna jota, ani jedna kreska się już tam nie zmieni. A w przyszłym tygodniu druk, rozsyłanie do recenzentów, składanie w dziekanacie… I niech się dzieje…

A patrząc na Jezusa dziś, widzę Boga-człowieka, który w obliczu czekających Go trudnych wydarzeń, pragnie pobyć w gronie przyjaciół. Tak zwyczajnie potrzebuje ludzi – dobrych, serdecznych, przyjmujących Go takim, jakim jest. Chwil śmiechu i rozmów – poczucia bezpieczeństwa. Musze przyznać, że dawno w swoim życiu nie czułem tak głęboko tej Ewangelii i tej Jezusowej tęsknoty. Spotkać się z życzliwymi ludźmi, którzy mają dla ciebie czas, posiedzieć, ucieszyć się sobą, wiedzieć, że to przyjaciele – to rzadki luksus w moim obecnym życiu. I bynajmniej nie chodzi o to, że otaczają mnie ludzie źli… Uchowaj Boże… Powiedziałbym raczej, że żyję wśród ludzi zajętych swoim własnym życiem… Przyjaciół zostawiłem w Polsce. Mam nadzieję, że jeszcze tam są…  I nie piszę tego, żeby komukolwiek zrobić przykrość… To po prostu głos człowieka… Bardzo samotnego człowieka…