Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Czerwiec 2019
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2019
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Sierpień 2019
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31
 
Wrzesień 2019
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30

wstęp wzbroniony...

2018-03-05

zdj:flickr/Matt/Lic CC
(Łk 4, 24-30)
Kiedy Jezus przyszedł do Nazaretu, przemówił do ludu w synagodze: "Zaprawdę, powiadam wam: Żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie. Naprawdę mówię wam: Wiele wdów było w Izraelu za czasów Eliasza, kiedy niebo pozostawało zamknięte przez trzy lata i sześć miesięcy, tak że wielki głód panował w całym kraju; a Eliasz do żadnej z nich nie został posłany, tylko do owej wdowy w Sarepcie Sydońskiej. I wielu trędowatych było w Izraelu za proroka Elizeusza, a żaden z nich nie został oczyszczony, tylko Syryjczyk Naaman". Na te słowa wszyscy w synagodze unieśli się gniewem. Porwawszy się z miejsc, wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na urwisko góry, na której zbudowane było ich miasto, aby Go strącić. On jednak, przeszedłszy pośród nich, oddalił się.


Mili Moi…
No i kolejny rok mojego życia minął… Urodziny to taka chwila, która zawsze we mnie wzbudza mieszane uczucia…  Z jednej strony smutne, bo kocham życie ziemskie, a ono z każdą taką rocznica staje się krótsze. Z drugiej – sporo radości, bo chcę być z moim ukochanym Bogiem, a to z każdym dniem perspektywa coraz bliższa. Radością są też dla mnie serdeczne i dobre słowa, które w tym dniu zwykle słyszę… Ci, którzy je wypowiadają, nie muszą tego robić, więc mam takie przekonanie, że towarzyszy im szczerość. A we mnie jest wdzięczność, że są wokół mnie życzliwi ludzie…

Wczoraj miałem ciekawe doświadczenie… Zostałem zaproszony po raz drugi na zakończenie Nabożeństwa Czterdziestogodzinnego do Newarku i poproszony o wygłoszenie kazania. W tym roku miałem głosić po polsku u boku przewodniczącego tej liturgii kardynała Tobina, który był kaznodzieją anglojęzycznym. W ubiegłym roku zauważyłem, że w spotkaniu tym bierze udział bardzo wielu okolicznych kapłanów. Kiedy więc w tym roku otrzymałem zaproszenie, od samego początku świtała mi myśl, że muszę spróbować przemówić do ich serc. A to nie jest łatwe, wiem coś o tym, bo sam jestem kapłanem… Chciałem więc dotknąć naszej, kapłańskiej pobożności eucharystycznej, ale modliłem się, żeby Bóg pozwolił mi tego dokonać na sposób prorocki (czyli tak jak to Jezus uczynił w dzisiejszej Ewangelii) – z mocą, a jednocześnie z ogromną troską o tych, do których będę mówił, z życzliwością i miłością. Wiedziałem, że to się wielu nie spodoba, dlatego prosiłem moich parafian wczoraj, żeby się modlili za mnie i za moich słuchaczy, żeby Słowo do nich dotarło…

Powiedziałem… I według przewidywań nie było kapłańskich „ochów i achów”, a zaprzyjaźnieni słuchacze ze śmiechem mówili, że moje kazanie wśród słuchających mnie duszpasterzy wywoływało chwilami „mruczando” niezadowolenia… Jeśli w czymkolwiek przesadziłem, niech Pan będzie dla mnie miłosierny. Jeśli nie, niech Słowo nie pozostanie bezowocne…

Najcenniejszą uwagą były dla mnie słowa pewnej siostry zakonnej – ojcze, wreszcie ktoś tego dotknął męską, ciepłą, dobrą ręką, a nie przez watowane rękawiczki… Poniżej zamieszczam tekst… Może komuś do czegoś…

48 Jam jest chleb życia. 49 Ojcowie wasi jedli mannę na pustyni i pomarli. 50 To jest chleb, który z nieba zstępuje: kto go spożywa, nie umrze. 51 Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życie świata". 52 Sprzeczali się więc między sobą Żydzi mówiąc: "Jak On może nam dać [swoje] ciało do spożycia?" 
53 Rzekł do nich Jezus: "Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. 54 Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym.  58  J 6, 48-58.


Jezusowi tak bardzo zależało na tym, żeby uzmysłowić słuchaczom, to co zamierza zrobić. Jego plan jest szalony – pozostać wśród ludzi i karmić ich w najprawdziwszy sposób swoim Ciałem i Krwią.

Kiedy zaczyna o tym mówić używa prostego, zwykłego greckiego określenia na spożywanie posiłków – phagete. Ale oni coraz głośniej wyrażają swoje wątpliwości – przecież kanibalizmu nie akceptujemy do dziś…

Czy był lepszy moment, żeby im wytłumaczyć, żeby ich złapać, żeby złagodzić przekaz? Przecież to właśnie wówczas Jezus powinien powiedzieć – to jest symbol, ja mówię o mojej męce, o moim krzyżu, o moim słowie, to taka przenośnia – zrozumcie mnie dobrze…

Zamiast tego, w dalszej części wypowiedzi, Jezus zaczyna używać innego słowa – trogon, które oznacza coś znacznie mocniejszego i często było używane do opisywania świata zwierząt – kąsać, rozrywać posiłek zębami, żuć, kruszyć zębami, miażdżyć zębami, czy wreszcie… żreć. Takie są słownikowe znaczenia wyrażenia trogon.

A więc owszem, tłumaczy im, żeby rozumieli dobrze. Tłumaczy nam, patrzącym na białą hostię – to właśnie będzie się działo w życiu chrześcijan, będą miażdżyć zębami Ciało swojego Boga. Taki jest Jego plan.

Wspominam to, bo to przełomowy moment, wielu przestało za Nim chodzić. Rok temu przypominałem wam pytanie Jezusa – czy i wy chcecie odejść. Dziś, po roku, chcę je nieco sparafrazować – po co, dlaczego zostaliście?

I nie jest to pytanie bezzasadne, bo pośród tych, którzy zostali wtedy przy Jezusie był również Judasz – uczeń miłowany jak każdy inny, nazywany przez Niego przyjacielem. A więc przyjaciele Jezusa – po co przy Nim trwamy? Dlaczego wciąż za Nim chodzimy?

Jeden z moich profesorów w seminarium powiadał – czytajcie tylko bardzo dobre książki, na dobre szkoda czasu. Tym bardziej szkoda go na byle co. Ale dla potrzeb tego kazania oddałem się szerokiej lekturze materiałów internetowych, wcale nie szukając kontrowersyjnych treści, wpisując w wyszukiwarkę – dlaczego Kościół wierzy w Eucharystię…?

Bluźnierstwo na bluźnierstwie, niektóre ohydne, nienawistne, diabelskie… Kto to pisze? Kto głosi? To często nasi bracia, ochrzczeni, a kto wie, czy nie uczęszczający również do naszych Kościołów. Nasi bracia, którzy utracili wiarę w realną obecność naszego Pana w Eucharystii, co więcej, zastąpiła ją szczera nienawiść…

Skąd się wzięła? Można tylko gdybać… Ale czy niewiara ludu nie jest zwykle jakoś związana z niewiarą pasterzy, podobnie jak rozkwit wiary wiąże się często z pasterską gorliwością?

Wielki Post także nas, duszpasterzy musi skłaniać do eucharystycznej refleksji. Bo być może to nasza niedbałość w sprawowaniu Misteriów, nasze rubaszne zachowania w zakrystiach, czy w samym kościele, kiedy jesteśmy w szerszym gronie kapłańskim, nasze drętwe kolana, które nie zginają się już przed tabernakulum, nasz brak odwagi w upominaniu – nie wolno ci przyjmować komunii bo popełniasz świętokradztwo; nie wolno w kościele zachowywać się jak w pubie; nie wolno dzieciom pozwalać na wszystko – może właśnie to staje się jedną z wielu cichych przyczyn niewiary wierzących.

Demon pracuje na to latami, to powolny proces erozji, w tych sprawach nie można działać gwałtownie, z pośpiechem. Ważne, żeby działać skutecznie…

A jaki jest najskuteczniejszy sposób uderzenia w pobożność eucharystyczną – usunąć krzyż sprzed oczu wierzących. Niech nie patrzą na udręczone Ciało Jezusa, niech im nic nie przypomina, że Eucharystia to Jego ofiara uobecniana na ołtarzach świata, niech zapomną o ranach, opluciu, wzgardzeniu i odrzuceniu ich Pana – niech ich to już nie boli…

Świat czyni to nader skutecznie – wystarczy wspomnieć aferę o francuski pomnik JPII. Ale że my sami??? A gdzie podziały się krzyże z naszych ołtarzy? Dlaczego sprawując Eucharystie jako kapłani nie wpatrujemy się w Jego udręczone oblicze? Dlaczego pozwoliliśmy sobie na uznanie tego znaku przed naszymi oczami za nieważny? I czy w istocie dzięki temu eucharystyczny znak Jego obecności stał się ważniejszy?

Abp Fulton Sheen wspomina: Pewnego dnia byłem w żydowskim sklepie jubilerskim w Nowym Jorku; znałem tego jubilera od dwudziestu lub dwudziestu pięciu lat. Powiedział do mnie: "Mam dla ciebie trochę srebrnych krucyfiksów." Podał mi torbę wypełnioną srebrnymi krucyfiksami, było ich ponad sto. Spytałem: "Skąd je wziąłeś?". "Och" - odpowiedział - "od zakonnic, przyniosły je i powiedziały: nie będziemy już nosić krucyfiksu, za bardzo oddziela nas od świata. Ile nam za nie zapłacisz? " Jubiler powiedział: "Odważyłem im trzydzieści srebrnych monet". Później spytał mnie: "Co jest nie tak z twoim Kościołem? Myślałem, że krucyfiks coś dla was znaczy."

Przed chwilą gorliwie śpiewaliśmy: Jezu, srogim krzyża ciężarem * Na kalwaryjskiej drodze zmordowany,
Jezu, do sromotnego drzewa * Przytępionymi gwoźdźmi przykowany,
Jezu, w swej miłości niezmiernej * Jeszcze po śmierci włócznią przeorany,

Wielu Jemu najbliższych nie widziało tego na własne oczy, bo umierali wówczas ze strachu o własne życie. Jeden z najbliższych nie widział, bo już umarł – odbierając sobie to życie. Ale my? Żyjący dwadzieścia wieków później, wciąż na tyle wolni, żeby nosić krzyżyk na szyi, mający na tyle zdrowe oczy, żeby czytać o licznych cudach eucharystycznych, mający zdrowe nogi i garść pieniędzy, aby jechać i zobaczyć…
Bo kiedy stoimy w Lanciano patrząc na tkankę mięśnia sercowego umieszczoną ponad pięcioma grudkami krwi, to nie sposób nie myśleć o krzyżu, a kolana zginają się same… Bo to ten rodzaj cudów Jezusa który chyba najbardziej plącze plany demonom…

A przecież ten cud mamy codziennie na ołtarzu… Wracam więc do pytania – po co zostaliśmy? Dlaczego przy Nim trwamy? I co dla nas – wierzących, oznacza spotkanie z naszym Panem w Eucharystii…

Od kilku miesięcy przygotowuję do sakramentów siedemdziesięcioletniego metodystę, który od 40 lat przychodzi z katolicką żona do naszego kościoła. Kiedy ostatnio podszedł do błogosławieństwa podczas komunii zobaczyłem blask w jego oczach, a na moje błogosławieństwo Jezusem Eucharystycznym szepnął z głęboką tęsknotą – już niedługo ojcze…

Bracia i siostry – tej tęsknoty wam życzę, bo już niedługo, może już jutro będziemy miażdżyć zębami naszego Pana. Niech jutrzejsze spożywanie będzie świadome i pełne miłości…

Bądź pozdrowiony, bądź pochwalony, *
Dla nas zmęczony i krwią zbroczony. *
Bądź uwielbiony! Bądź wysławiony! *
Boże nieskończony!