Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Maj 2019
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31
 
Czerwiec 2019
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2019
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Sierpień 2019
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31

to niemożliwe...

2017-08-08

zdj:flickr/texaus1/Lic CC
(Mt 14,22-36)
Skoro tłum został nakarmiony, Jezus zaraz przynaglił uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzili Go na drugi brzeg, zanim odprawi tłumy. Gdy to uczynił, wyszedł sam jeden na górę, aby się modlić. Wieczór zapadł, a On sam tam przebywał. Łódź zaś była już sporo stadiów oddalona od brzegu, miotana falami, bo wiatr był przeciwny. Lecz o czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze. Uczniowie, zobaczywszy Go kroczącego po jeziorze, zlękli się myśląc, że to zjawa, i ze strachu krzyknęli. Wtedy Jezus odezwał się do nich: „Odwagi, Ja jestem, nie bójcie się”. Na to odpowiedział Piotr: „Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie”. A On rzekł: „Przyjdź”. Piotr wyszedł z łodzi i krocząc po wodzie, przyszedł do Jezusa. Lecz na widok silnego wiatru uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął: „Panie, ratuj mnie”. Jezus natychmiast wyciągnął rekę i chwycił go, mówiąc: „Czemu zwątpiłeś, małej wiary?” Gdy wsiedli do łodzi, wiatr się uciszył. Ci zaś, którzy byli w łodzi, upadli przed Nim, mówiąc: „Prawdziwie jesteś Synem Bożym”. Gdy się przeprawili, przyszli do ziemi Genezaret. Ludzie miejscowi, poznawszy Go, rozesłali posłańców po całej tamtejszej okolicy, znieśli do Niego wszystkich chorych i prosili, żeby przynajmniej frędzli Jego płaszcza mogli się dotknąć; a wszyscy, którzy się Go dotknęli, zostali uzdrowieni.

Mili Moi…
Moich kilka refleksji zdrowotnych sprawiło, że stałem się adresatem licznych porad i diagnoz. Jest coś z prawdy w tym przekonaniu, że Polacy to medycy z urodzenia i dwa, trzy objawy, pozwalają nam z całą pewnością orzekać o schorzeniach sąsiada. Po wysłuchaniu wszystkich rad rzeczywiście poczułem się chory… Oczywiście nieco żartuję. Doskonale wiem, że wszystkie dobre słowa płyną z życzliwości i wierzę głęboko, że mój doktor tu na miejscu będzie równie dociekliwy i niczego z góry nie będzie wykluczał. Na razie zaczęliśmy od badania snu. Wkrótce czeka mnie nocna diagnostyka. I zobaczymy czy w tym właśnie jest „pies pogrzebany”. Ale wszystkim życzliwym z serca dziękuję i jak zawsze polecam się modlitewnym westchnieniom…

Rzeczywistość przywitała mnie życzliwie, ale stanowczo… Trzeba się brać za robotę. Nie wspominając o mojej pracy doktorskiej, przede mną projekt budżetu parafialnego na przyszły rok. To kolejna różnica między Polską, a USA. Tu działania finansowe się planuje, rozpisuje, przewiduje. Nie wyrokując o słuszności takich działań, z całą pewnością wiążą się one z większym nakładem pracy każdego proboszcza. A poza tym wyraźnie czuć nadchodzący koniec wakacji. Spotkania związane z planowaniem całorocznej pracy naszych przyparafialnych instytucji bez wątpienia o tym mnie przekonują.

Mam nadzieję, że sił na to wszystko wystarczy, a kiedy ich brakuje, źródło dla ich uzupełnienia może być tylko jedno. Patrzę sobie dziś na Piotra kroczącego po falach i po raz kolejny myślę – Jezus jest Panem rzeczy niemożliwych. Problem jest zawsze tylko jeden – droga do przejścia wydaje się zbyt długa, a okoliczności zbyt przerażające. I nawet jeśli człek wyjdzie z tej łajby i stanie z niedowierzaniem w tych wzburzonych falach, i nawet jeśli uda mu się zrobić jakieś dwa kroki, to rad byłby, gdyby burza nagle ucichła, a on spokojnie, nawet wpław mógłby dotrzeć do celu. A tu żadnych zmian.

Wiele razy już to przerobiłem. Entuzjazm u początku, wszystko wydaje się iść właściwie, kontakt wzrokowy z Jezusem jest, burza szaleje, ale co nam tam burza! Ale po jakimś czasie ta burza staje się taka uciążliwa, nic się nie zmienia, taki kawał drogi do przejścia – to się przecież nie może udać! A niech się człek jeszcze potknie, niech się jakiegoś szalonego powiewu wiatru wystraszy… I nagle oczy Jezusa znikają z horyzontu, a to, co dotąd było możliwe, znów niemożliwym się staje. Nic tylko utonąć, bo usiąść i się rozpłakać nie ma gdzie…

No i dziś znów sobie przypomniałem, że bez ustawicznego patrzenia w Jego oczy ani łatwe, ani trudne sprawy mojego życia udać się nie mogą. O niemożliwych już nie wspominając. Źródło mocy jest jedno i nie mam co do tego żadnych wątpliwości. A meteorolodzy powiadają, że z pogodą może być bardzo różnie…