Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Maj 2019
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31
 
Czerwiec 2019
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2019
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Sierpień 2019
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31

świeżo...

2017-07-07

zdj:flickr/Vic/Lic CC
(Mt 9,1-8)
Jezus wsiadł do łodzi, przeprawił się z powrotem i przyszedł do swego miasta. I oto przynieśli Mu paralityka, leżącego na łożu. Jezus, widząc ich wiarę, rzekł do paralityka: Ufaj, synu! Odpuszczają ci się twoje grzechy. Na to pomyśleli sobie niektórzy z uczonych w Piśmie: On bluźni. A Jezus, znając ich myśli, rzekł: Dlaczego złe myśli nurtują w waszych sercach? Cóż bowiem jest łatwiej powiedzieć: Odpuszczają ci się twoje grzechy, czy też powiedzieć: Wstań i chodź! Otóż żebyście wiedzieli, iż Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów - rzekł do paralityka: Wstań, weź swoje łoże i idź do domu! On wstał i poszedł do domu. A tłumy ogarnął lęk na ten widok, i wielbiły Boga, który takiej mocy udzielił ludziom.

Mili Moi…
Kolejny tydzień minął niepostrzeżenie. Tak niepostrzeżenie, że to aż przerażające. Dziś jest 4058 dzień mojego kapłaństwa i 1031 dzień pracy w Ameryce. Jest to także „nasty” dzień od mojego powrotu z Polski. Przez te ponad dwa tygodnie robiłem tu z pewnością wiele ważnych rzeczy, ale nawet palcem nie tknąłem tego, co miało wypełnić czas po moim powrocie, czyli pisania pracy doktorskiej. Mój nastrój pogarszał się z każdym dniem, bo coraz wyraźniej odczuwam, że tych dni do dyspozycji codziennie jakby mniej… Mój serdeczny przyjaciel Maciej, przedostatni z naszego rocznika, złożył właśnie swoją prace doktorską w dziekanacie, co oznacza, że czeka tylko na termin obrony. A ja… Ostatni z ostatnich… Czekam na przełom? A może sam nie wiem na co…

Podejrzewałem, że dzisiejszy dzień będzie podobny do wszystkich poprzednich… Upewniał mnie o tym rozkład spotkań i obowiązków w kalendarzu pod dzisiejszą datą… Ale… Stało się coś niezwykłego…

Wczoraj wieczorem gościliśmy księdza Pawła, koordynatora Odnowy w Duchu Świętym diecezji siedleckiej, który przemawiał do nas głownie na temat tego, czym różnią się wspólnoty Odnowy od wszystkich innych wspólnot w Kościele, co miało pomóc nam odnaleźć na nowo naszą tożsamość wspólnotową. Oczywiście nie mogło zabraknąć tematu uwielbienia, o którego mocy usłyszeliśmy wczoraj sporo. Jakoś szczególnie we mnie utkwiło przesłanie, że uwielbiając przywracam Bogu pierwsze miejsce w moim życiu i niejako „pozwalam” Mu objawiać Jego chwałę. A to wpływa na wszystko…

Wróciwszy do domu… postanowiłem spróbować. Tym bardziej, że mam takie poczucie, że moja osobista modlitwa znalazła się w dokładnie takiej samej ślepej uliczce, co mój doktorat. Wieczorem niewiele byłem już w stanie zrobić – uwielbiłem Boga tylko we wszystkich trudnych dla mnie ludziach. Ale dziś od rana wszedłem w modlitwę uwielbienia ze zdwojoną energią. I stała się rzecz niezwykła… Nie mogłem przestać! A treści do tej modlitwy po prostu same pchały mi się do głowy. Nie mogłem wprost nadążyć, żeby je wszystkie wyrazić. Uwielbiałem Boga we wszystkim – w zakupach, które musiałem zrobić, w sprzedawcach w sklepie, w ludziach jadących obok mnie samochodami, w panu w okienku bankowym, w przyrodzie, i w milionie innych rzeczy… Błogosławiłem Go za Jego dobroć i ogłaszałem Jego chwałę, Jego zwycięstwo nad tym światem…

Efekt? Wiele ostatnich dni, to zmęczenie, przygnębienie, rozczarowanie… Dziś? Zrobiłem wszystko, co kalendarz przewidywał, napisałem pięć stron doktoratu, czasu i energii wystarczyło nawet na siłownię, a entuzjazmem mógłbym obdzielić pewnie kilka osób… A uwielbienie trwa… Nucę, mamrocze pod nosem, uśmiecham się… Dobrze, że mnie nikt nie widzi… Zaraz zamierzam zakończyć dzień przed Najświętszym Sakramentem, bo to zdecydowanie najlepsze miejsce…

I kiedy dziś rano spojrzałem w Słowo i zakończyłem lekturę widokiem tłumów, które wielbiły Boga, to zdałem sobie sprawę, że Biblia pełna jest podobnych opisów, sytuacji, w których podkreśla się uwielbienie Najwyższego w dziełach, których dokonuje wobec tego świata. Gdzie ja jestem wobec tego wszystkiego? Jak to możliwe, że w codzienności tak niesłychanie ważne wskazówki, które Duch szepcze mi do ucha, tak często nie trafiają do mojego serca…? No więc chwała Najwyższemu za dzisiejszy dzień, pierwszy dzień całej reszty mojego życia… Zupełnie nowy dzień…