Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Maj 2019
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31
 
Czerwiec 2019
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2019
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Sierpień 2019
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31

ja, prezbiter...

2017-04-13

zdj:flickr/Roman Catholic Archidiocese of Boston/Lic CC
(J 13,1-15)
Było to przed Świętem Paschy. Jezus wiedząc, że nadeszła Jego godzina przejścia z tego świata do Ojca, umiłowawszy swoich na świecie, do końca ich umiłował. W czasie wieczerzy, gdy diabeł już nakłonił serce Judasza Iskarioty syna Szymona, aby Go wydać, wiedząc, że Ojciec dał Mu wszystko w ręce oraz że od Boga wyszedł i do Boga idzie, wstał od wieczerzy i złożył szaty. A wziąwszy prześcieradło nim się przepasał. Potem nalał wody do miednicy. I zaczął umywać uczniom nogi i ocierać prześcieradłem, którym był przepasany. Podszedł więc do Szymona Piotra, a on rzekł do Niego: Panie, Ty chcesz mi umyć nogi? Jezus mu odpowiedział: Tego, co Ja czynię, ty teraz nie rozumiesz, ale później będziesz to wiedział. Rzekł do Niego Piotr: Nie, nigdy mi nie będziesz nóg umywał. Odpowiedział mu Jezus: Jeśli cię nie umyję, nie będziesz miał udziału ze Mną. Rzekł do Niego Szymon Piotr: Panie, nie tylko nogi moje, ale i ręce, i głowę. Powiedział do niego Jezus: Wykąpany potrzebuje tylko nogi sobie umyć, bo cały jest czysty. I wy jesteście czyści, ale nie wszyscy. Wiedział bowiem, kto Go wyda, dlatego powiedział: Nie wszyscy jesteście czyści. A kiedy im umył nogi, przywdział szaty i znów zajął miejsce przy stole, rzekł do nich: Czy rozumiecie, co wam uczyniłem? Wy Mnie nazywacie Nauczycielem i Panem i dobrze mówicie, bo nim jestem. Jeżeli więc Ja, Pan i Nauczyciel, umyłem wam nogi, to i wyście powinni sobie nawzajem umywać nogi. Dałem wam bowiem przykład, abyście i wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem.


Mili Moi…
Tak trochę nieoczekiwanie dla mnie samego końcówka Wielkiego Postu stała się czasem „postu” również od pisania na moim blogu. Na szczęście pojawił się tylko jeden głos od człowieka, któremu tego brakowało, więc ufam, że niewiele osób dostrzegło tę przerwę. Mnie trochę tych wizyt tutaj brakowało, jak zresztą wielu innych rzeczy, których zaczyna mi brakować w pędzie życia… Wielki Czwartek dziś, może czas na decyzję o nawróceniu i powrocie do życia. Ale tego prawdziwego, zakonnego, pełnego pokoju i zmierzającego w ściśle określonym kierunku…

Przeżyliśmy wiele różnych wydarzeń… jednym z ważniejszych były pewnie rekolekcje wielkopostne. W tym roku głosił je o. Tadeusz z Kenii. Powiedzieć o nim „człowiek dynamit” to pewnie mało. Poruszył nas wszystkich. Przede wszystkim swoim entuzjazmem wiary, gorliwością świadka, a mnie osobiście również swoim zaangażowaniem w modlitwę. Patrzyłem z podziwem na jego rozkład dnia, w którym było miejsce i na lekturę i na zadbanie o sport i swoje zdrowie, a nade wszystko baaardzo dużo czasu na modlitewne trwanie przed Panem. Bardzo mi potrzeba takich świadków, którzy dowodzą, że można. Dlatego to były ważne dni również dla mnie…

Od niedzieli mamy kolejnego gościa, o. Piotr, który przybył z Polski i spędza z nami święta. Pracowaliśmy razem w Gdyni tuż po moich święceniach, rozumiemy się świetnie, tematów nam nie brakuje. No i oczywiście trzy dni zwiedzania Nowego Jorku za nami. Mam szczególną radość w pokazywaniu tych wszystkich pięknych miejsc ludziom, którzy potrafią się nimi ucieszyć. A o. Piotr do takich należy. Podobało mu się bardzo, a ja miałem dużo radości z pełnienia funkcji przewodnika.

Poza tym doroczne przygotowania do liturgii tych świętych dni… Co my byśmy zrobili bez tych wszystkich wspaniałych ludzi, którzy nam pomagają uczynić kościół pięknym, przygotować ciemnice, grób, zadbać o liturgię… Tak strasznie się cieszę, że ich mamy, że im się zawsze chce… Że znajdują czas… Mam szczerą nadzieję, że wiele osób skorzysta z tej pracy i od dzisiejszego wieczora będą przybywać do naszego kościoła, aby w tych świętych i najtrudniejszych zarazem dniach towarzyszyć Jezusowi… W takich chwilach tak bardzo czuję, że jesteśmy parafialną rodziną, że jesteśmy zjednoczeni wokół Niego…

No i jak zawsze Wielki Czwartek budzi moje myśli dotyczące tego daru, który zupełnie bez mojej zasługi stał się moim udziałem. Kapłaństwo… Wiele życzeń, tak pięknych i głębokich, które nadchodzą od samego rana, każe mi myśleć o tych wszystkich, którzy kochają kapłanów i towarzysza nam na drogach, które dla nas, jak dla wszystkich innych, są niejednokrotnie mocno wyboiste… Kochani, przede wszystkim chcę podziękować Wam za to, że chcecie korzystać z naszej posługi. Bóg nie powołał nas tylko po to, żebyśmy służyli Jemu, ale rozesłał nas, abyśmy służyli Jego ludowi. Robimy to bardzo różnie. Czasem z większym entuzjazmem, czasem zupełnie bez… Mamy wiele sił i pomysłów, a bywa, że jesteśmy całkiem złamani na duchu… A wielu z Was przychodzi i poprzez swoja otwartość, szczerość, święte pragnienia budzi nas na nowo do życia. Chcę Wam dziś powiedzieć, że bardzo, ale to bardzo się Wami cieszę… Każdym krokiem w wierze, który wykonujecie, a na który mogę patrzeć, każdym pytaniem o Jezusa, na które mogę odpowiedzieć, każdym świętym, sakramentalnym pragnieniem, które mogę zaspokoić w Jego imię…

Kocham moje kapłaństwo… Niczego chyba w życiu tak bardzo nie kocham… I absolutnie nie wyobrażam sobie życia bez niego… Wybaczcie mi jednak moją niecierpliwość i to, że chciałbym czasem dać Wam więcej, niż możecie wziąć… Wybaczcie mi, że czasem nie potrafię czekać i chciałbym widzieć owoce, które muszą jeszcze długo dojrzewać… Wybaczcie mi, że czasem powiem coś za mocno na ambonie, albo nie przytulę wówczas, kiedy uczynić to powinienem… Wybaczcie mi, jeśli zraniłem Was jako proboszcz… Uczę się – pokory, służby, cierpliwości, dyspozycyjności, dyscypliny… I wielu, wielu innych rzeczy… Dziękuję Wam, że towarzyszycie mi, mimo tak wielu moich słabości…

Moim parafianom życzę w tym dniu, żebyście w naszym kościele czuli się jak w domu… I żebyśmy razem kochali Jezusa… Ja więcej od Was, a potem Wy więcej ode mnie… I znowu ja bardziej… i Wy… Takie święte współzawodnictwo zalecał wszystkich święty kapłan o. Maksymilian Maria Kolbe… Prześcigajmy się w tej miłości… Bo cel jest tego wart…