Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Lipiec 2019
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Sierpień 2019
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31
 
Wrzesień 2019
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Październik 2019
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31

poprowadź ten lud...

2016-09-11

zdj:flickr/Moyan Brenn/Lic CC
(Łk 15,1-32)
Zbliżali się do Jezusa wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać. Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie. Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi. Opowiedział im wtedy następującą przypowieść: Któż z was, gdy ma sto owiec, a zgubi jedną z nich, nie zostawia dziewięćdziesięciu dziewięciu na pustyni i nie idzie za zgubioną, aż ją znajdzie? A gdy ją znajdzie, bierze z radością na ramiona i wraca do domu; sprasza przyjaciół i sąsiadów i mówi im: Cieszcie się ze mną, bo znalazłem owcę, która mi zginęła. Powiadam wam: Tak samo w niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia. Albo jeśli jakaś kobieta, mając dziesięć drachm, zgubi jedną drachmę, czyż nie zapala światła, nie wymiata z domu i nie szuka staranne, aż ją znajdzie. A znalazłszy ją, sprasza przyjaciółki i sąsiadki i mówi: Cieszcie się ze mną, bo znalazłam drachmę, którą zgubiłam. Tak samo, powiadam wam, radość powstaje u aniołów Bożych z jednego grzesznika, który się nawraca. 


Mili Moi…
Przepraszam, że tak dawno mnie tu nie było, ale tydzień był bardziej, niż zapracowany. Wszystko to związane z dwoma wydarzeniami. Pierwsze to przyjazd naszego nowego organisty, który już niemal od tygodnia przebywa u nas. Oczywiście zagospodarowanie nowego człowieka na tej ziemi nie jest proste. Mieszkanie, konto, samochód… Dzięki Bogu jest wielu dobrych ludzi, którzy pomagają w takich sytuacjach, więc prawie wszystko jest już dopięte na ostatni guzik. Ale najważniejszy jest fakt, że człek zasiadł na organach i pokazał nam wszystkim jak można na nich grać. Przyznam szczerze, że bardzo tęskniłem za dobrym prowadzeniem śpiewu w naszym kościele i doczekałem się. Myślę, że naszym parafianom też dziś się z kościoła nie chciało wychodzić, kiedy usłyszeli te wszystkie dźwięki… Chwała Najwyższemu! I oby się Marcinowi u nas spodobało.

Po wtóre, trwa proces przygotowań treści rekolekcyjnych na forum charyzmatyczne w Chicago. Wszystko idzie dość powoli, ale nie mogę powiedzieć, że opornie. Myślę o tym czasie, który mnie czeka z dużą przyjemnością. Mam też szczerą nadzieję, że treści, które uda mi się tam wygłosić staną się pomocą dla słuchaczy i jeszcze bardziej zbliżą ich do Jezusa. Wszak o to w tym wszystkim chodzi.

W minionym tygodniu zmarła również mama najstarszego współbrata z naszej wspólnoty, Amerykanina, o. Georga. Miała 98 lat. Jutro więc czeka nas pogrzeb i pewnie sporo gości, bo zwyczajem zakonnym okoliczni bracia przybywają na pogrzeby rodziców swoich współbraci…

A poza tym? Ruszyła nauka religii po wakacjach i nauka w polskiej szkole. Trwają przygotowania do naszego parafialnego odpustu. I dzieje się mnóstwo innych rzeczy, których nie będę wymieniał, bo wpis musiałby być baaaaardzo długi…

Urzeka mnie dziś czułość Boga. Urzeka i napełnia moje serce wielką nadzieją. A jednocześnie doświadczam wielkiego smutku. Bo tak wielu wokół mnie jej wciąż nie zna. To jest dla mnie ogromna zagadka codzienności. W jaki sposób o niej mówić, żeby ludzie za nią zatęsknili? Czy rzeczywiście jest tak, że musimy zejść aż do chlewa naszego grzechu, niczym syn marnotrawny, żebyśmy przypomnieli sobie mocne i kochające ramiona Ojca? Czy w zabieganej codzienności ich nie potrzebujemy? A przecież one mogłyby stać się dla każdego z nas miejscem odpoczynku i wytchnienia. Zanurzenie się w nich, przylgnięcie do Jego serca, wsłuchanie się w jego bicie… Przecież tak bardzo nam potrzeba chwili, w której ktoś znacznie potężniejszy od nas otuli nas swoją miłością, zapewni nas o tym, że jesteśmy bezpieczni, dźwignie nas z upadku i poniżenia, wprowadzi nas na nowo w życie, które gdzieś nam się zagubiło… Jak mówić, żeby wzbudzać tęsknotę?

Nie wiem… Kręcę się czasem w kółko i coraz częściej zaczynam modlić się słowami Mojżesza - 11 Rzekł więc Mojżesz do Pana: «Czemu tak źle się obchodzisz ze sługą swoim, czemu nie darzysz mnie życzliwością i złożyłeś na mnie cały ciężar tego ludu? 12 Czy to ja począłem ten lud w łonie albo ja go zrodziłem, żeś mi powiedział: "Noś go na łonie swoim, jak nosi piastunka dziecię, i zanieś go do ziemi, którą poprzysiągłem dać ich przodkom?"  14 Nie mogę już sam dłużej udźwignąć troski o ten lud, już mi nazbyt ciąży. 15 Skoro tak ze mną postępujesz, to raczej mnie zabij, jeśli darzysz mnie życzliwością, abym nie patrzył na swoje nieszczęście». (Lb 11)

Może to moja nieumiejętność blokuje nawrócenie wielu… Może Pan mógłby posłać kogoś innego… Dziś ponawiam swoje oddanie się Jemu do dyspozycji… Zabierz mnie, jeśli tu przeszkadzam. A poślij kogoś, kto będzie umiał… A jeśli chcesz objawiać się w tej mojej bezradności, to dodaj sił, żebym nie uciekał…