Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Maj 2019
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31
 
Czerwiec 2019
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2019
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Sierpień 2019
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31

może chociaż hasła się naucz...

2016-08-10

zdj:flickr/indigo_girl/Lic CC
(Mt 25,1-13)
Wtedy podobne będzie królestwo niebieskie do dziesięciu panien, które wzięły swoje lampy i wyszły na spotkanie pana młodego. Pięć z nich było nierozsądnych, a pięć roztropnych. Nierozsądne wzięły lampy, ale nie wzięły z sobą oliwy. Roztropne zaś razem z lampami zabrały również oliwę w naczyniach. Gdy się pan młody opóźniał, zmorzone snem wszystkie zasnęły. Lecz o północy rozległo się wołanie: "Pan młody idzie, wyjdźcie mu na spotkanie!" Wtedy powstały wszystkie owe panny i opatrzyły swe lampy. A nierozsądne rzekły do roztropnych: "Użyczcie nam swej oliwy, bo nasze lampy gasną". Odpowiedziały roztropne: "Mogłoby i nam, i wam nie wystarczyć. Idźcie raczej do sprzedających i kupcie sobie!" Gdy one szły kupić, nadszedł pan młody. Te, które były gotowe, weszły z nim na ucztę weselną, i drzwi zamknięto. W końcu nadchodzą i pozostałe panny, prosząc: "Panie, panie, otwórz nam!" Lecz on odpowiedział: "Zaprawdę, powiadam wam, nie znam was". Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny.


Mili Moi…
Kolejny tydzień rozpoczęty… Ciężkawy chyba… Z różnych przyczyn… Przede wszystkim jestem już nieco intelektualnie zmęczony. Niemal każdy dzień nieudolnego składania słów męczy okrutnie. Niektórzy mówią – przecież ma ojciec taką łatwość wyrażania myśli… O tak… Na przykład na blogu. Ale nie w pracach naukowych, gdzie trzeba ważyć słowa, żeby już przy pierwszych poprawkach nie narazić się na zarzut nienaukowości. Tam nie można pisać z serca, ot tak, jak się czuję… Dlatego chwile spędzone tu są dla mnie cennym oddechem. Mogę sobie wyobrażać, że po drugiej stronie siedzi ktoś, kto chce również sercem przeczytać to, co ja staram się sercem pisać. A nie ktoś, kto będzie sprawdzał ilość spacji, przecinków, użycie „tamże”, czy jakość obcojęzycznych pozycji bibliograficznych… Wiedziałem, że będzie ciężko… Ale czy aż tak?

Od poniedziałku jestem nie tylko proboszczem i wikariuszem w jednym, ale jeszcze sekretarką. Naszą niezawodna sekretarka wyruszyła na urlop, więc spadła na mnie cała gama dodatkowych obowiązków – od odbierania wszystkich telefonów, po tworzenie biuletynu niedzielnego, który naszym wiernym rozdaje się po Mszach Świętych. To takie polskie ogłoszenia duszpasterskie, tylko w wersji drukowanej dla wszystkich. No zajęć mi w istocie nie brakuje.

Do tego pożegnania. Wczoraj R, lat 49. Nowotwór wątroby i trzustki zabrał ją w dwa miesiące. W piątek R, lat 50. Nowotwór płuc zwyciężył ją w nieco dłuższym czasie. I tak sobie myślę na tych cmentarzach – kto z nas widzi możliwość osiągnięcia celu w wieku 50 lat? Ilu z nas żyje tak, żeby w tym wieku być gotowym do przejścia? W każdym wieku być gotowym? Buntujemy się, zżymamy na Pana Boga, nie dowierzamy uczestnicząc w takich pożegnaniach, próbujemy oddalać od siebie samych myśl o śmierci, zwłaszcza jeśli odchodzi ktoś z „naszej półki”. Ile w tym mądrości??? Mało… Co tu dużo gadać. Więcej lęku i kurczowego trzymania się planów, marzeń, oczekiwań. Tego naszego „tu i teraz”… Nie zamierzam tego krytykować… Raczej opisuję coś, nad czym sam od dawna się zastanawiam… Iluż to tak właśnie myślących, obiektywnie młodych ludzi odprowadziłem już na cmentarz… Iluż zdziwionych, zbuntowanych, zagniewanych na Pana Boga spotkałem… Ale czy sam jestem gotów odchodzić??? Chciałbym być… Wciąż chyba „chciałbym” bardziej, niż „tak, jestem”.

A może problem w oliwie… Trzeba się poważnie zabrać za rozsądne robienie zapasów. Bo gdzie to człowiek kupi, kiedy godzina spotkania nadejdzie? Obudzony z nagła, nie wiedzący do końca co się z nim dzieje. Każą mu umierać, a on przecież nie gotów. A tam nikt nie będzie czekał. Przejście Oblubieńca jest jednorazowe. Załapiesz się, albo nie. W umieraniu drugiej szansy nie ma. Jest to jedno z nielicznych jednorazowych życiowych wydarzeń. Tak bardzo jednorazowych, że wciąż niewyobrażalnie dalekich. A tu nagle – błysk… Oblubieniec nadchodzi, a oliwy brak… Na bieganie i zakupy ani czasu ani sił nie znajdziesz… Może chociaż hasła się naucz… Proste jest – Jezu ufam Tobie… I cierpliwie czekaj na odzew – wejdź do radości Twego Pana… Nawet gdybyś miał długo czekać – wejdziesz…

Ale nie dlatego, że byłeś mądry… Tylko dlatego, że On jest miłosierny…

PS. A tu jeszcze słowo z niedzieli...