Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Lipiec 2019
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Sierpień 2019
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31
 
Wrzesień 2019
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Październik 2019
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31

10 lat...

2016-06-03

zdj:flickr/Dani Mettler/Lic CC
(Łk 15,3-7)
Jezus opowiedział faryzeuszom i uczonym w Piśmie następującą przypowieść: Któż z was, gdy ma sto owiec, a zgubi jedną z nich, nie zostawia dziewięćdziesięciu dziewięciu na pustyni i nie idzie za zgubioną, aż ją znajdzie? A gdy ją znajdzie, bierze z radością na ramiona i wraca do domu; sprasza przyjaciół i sąsiadów i mówi im: Cieszcie się ze mną, bo znalazłem owcę, która mi zginęła. Powiadam wam: Tak samo w niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia.

Mili Moi... 
Kilka pierwszych dni urlopu za mną... Niełatwe, bo zmiana strefy czasowej bardzo dała mi w kość. Zamiast kłaść się spać, ja o północy chwytałem za Różaniec i wyruszałem na spacery pustymi ulicami mojego miasta. Pięknie było. Ale rano wstawanie wcale nie należało do łatwych. Niemniej, przecież jestem na urlopie, więc mogę sobie pospać... To i pospałem... Do siódmej 🙂

Pierwsze doświadczenia Polski... Nie mogę kupić wkładów do segregatora... Kartek, które można by do segregatora po prostu wpiąć. Nie mówię już tylko o moim Sztumie, bo to w zasadzie nie dziwi, ale nawet w pobliskim Kwidzynie w hurtowni papierniczej, pani poinformowała mnie, że tak mało się tego sprzedaje... Szeroko otwieram oczy... A to tylko jedno z mniejszych doświadczeń... Mam ich więcej, ale może nie będę opisywał... W każdym razie jeszcze jakiś czas pewnie będę się dziwił...

A dziś moja wdzięczność ku Jezusowi Pasterzowi ogromna... Bo mija dokładnie dziesięć lat od moich święceń kapłańskich. Trudno mi uwierzyć, że minęło tyle czasu. A ile przez ten czas się wydarzyło... Tylu ludzi, którzy zechcieli skorzystać z tej łaski kapłaństwa. Tylu, którym mogłem coś dać - nie z siebie, ale z łaski Bożej. Jest to jakoś szczególniejsza rocznica, bo dziś dowiedziałem się o jednym, zaprzyjaźnionym kapłanie, który zdecydował się zakończyć swoje życie, życie, które mu się niegdyś bardzo poplątało i nie potrafił już znaleźć nadziei. Porzucił kapłaństwo wiele lat temu... Jego śmierć sprawia, że jeszcze bardziej chcę trwać przy Panu, który jest jedynym źródłem nadziei, źródłem życia. Modlę się za A... Modlę się za siebie... Za moich współbraci z roku, z którymi byłem święcony. Nie modlę się o wytrwałość - złoszczą mnie te modlitwy. Naszym ideałem nie jest wytrwanie, ale świętość, nieskończony nigdy rozwój w Bogu, wzrastanie w posłudze... Oby Pan zechciał pomnożyć nasze siły i pragnienia... I posyłał nas... Ciągle posyłał...

Wszak ciągle tak wielu ludzi nie zna wartości tej owczarni, w której wszyscy jesteśmy zjednoczeni. Jedna z katechetek poprosiła mnie o wizytę w wiejskiej szkole, w której uczy, żeby dzieci zobaczyły misjonarza... Czy nim jestem? Czy mogę się tak nazywać? Kiedy patrzę na otaczający mnie amerykański świat, nie mam wątpliwości, że tak... Kraj, w którym tak wielu wciąż nie zna Chrystusa... Naprawdę Go nie zna... Spotykam ich codziennie. Wystarczy wyjść na ulicę...  Inni, którzy są przekonani, że poznali Go najlepiej... Mijam tam setki "kościołów, w których samozwańczy biskupi prowadzą swoich wiernych. Dokąd? Martwi mnie ten kierunek... A Chrystus, Jeden, Niepodzielony, zaprasza wszystkich do swojego Kościoła... Zaprasza... Pokornie. Czule. Cierpliwie. A my z Nim... Naśladując mniej lub bardziej udolnie... Misja trwa... Jutro pierwszy dzień jedenastego roku...