Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Maj 2019
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31
 
Czerwiec 2019
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2019
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Sierpień 2019
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31

patrząc w niebo...

2016-05-09

zdj:flickr/Bea/Lic CC
Gdy to usłyszeli, zawrzały gniewem ich serca i zgrzytali zębami na niego. A on pełen Ducha Świętego patrzył w niebo i ujrzał chwałę Bożą i Jezusa, stojącego po prawicy Boga. I rzekł: "Widzę niebo otwarte i Syna Człowieczego, stojącego po prawicy Boga". A oni podnieśli wielki krzyk, zatkali sobie uszy i rzucili się na niego wszyscy razem. Wyrzucili go poza miasto i kamienowali, a świadkowie złożyli swe szaty u stóp młodzieńca, zwanego Szawłem. Tak kamienowali Szczepana, który modlił się: "Panie Jezu, przyjmij ducha mego!" A gdy osunął się na kolana, zawołał głośno: "Panie, nie poczytaj im tego grzechu!" Po tych słowach skonał. Dz 7, 54-60

Mili Moi…
Robię tysiące różnych rzeczy… Nieoczekiwanych i nieplanowanych… Czas przestał istnieć… Nie planuję, nie próbuję specjalnie wybiegać myślą w przyszłość. Każdy dzień jest pełen wydarzeń. Właściwie codziennie przygotowuję jakieś nowe wystąpienie, bo dobiega końca przygotowanie kandydatów do bierzmowania i pierwszej komunii, bo nadchodzi czuwanie przed Zesłaniem Ducha Świętego, bo zbliża się spotkanie z Radą Rozwoju Parafii… Oczywiście wiele osób mówi dobrze radząc - oj, coś tam ojciec na pewno powie… Na pewno… W myśl kaznodziejskiego żartu: „O czym ojciec będzie dziś mówił? Nie wiem, ale na pewno słów mi nie zabraknie”. No nie bardzo tak umiem. Uważam, że szacunek do słuchaczy wymaga, żeby wiedzieć o czym chce się mówić i konsekwentnie się tego trzymać…

Ale wśród wielu różnych rzeczy są i takie, jak na przykład wczorajsze odebranie ramy do obrazu papieża Jana Pawła II, który wkrótce zawiśnie w naszym kościele jako dar rodziców dzieci pierwszokomunijnych. Obraz się maluje, a stolarz wczoraj dał znać, że mogę przybyć po ramy. Poznałem przy okazji serdeczną rodzinę G. Przemili ludzie – nakarmili mnie, pogadaliśmy, a na koniec po zapłacie twórca wyjął jeden, wcale nie mały banknot z zapłaconych przeze mnie i powiedział – a to jest ojcze na Mszę, o pokój na świecie, od naszej rodziny… Że też są jeszcze wokół tacy ludzie…

A dziś wizyta człowieka, który ma usprawnić nasz system klimatyzacyjny w kościele. Wprawdzie pogoda „pod zdechłym Azorkiem”, leje właściwie przez cały tydzień, zimno, ale jestem przekonany, że jak przyjdzie lato, to z dnia na dzień. A lato u nas, to hoho… W maju roboty musza być zrobione.

A my dziś czytamy w kościele historię Szczepana… W Polsce Wniebowstąpienie, którego u nas nie przeniesiono na niedzielę (jak wielu innych świąt) i nadal jest w czwartek, co dla wielu ludzi jest źródłem sporego zamieszania. No ale dziś Szczepan… Myślę sobie o nim i o tak wielu chrześcijańskich męczennikach… Świadkach. Tak niewiele trzeba było, żeby przetrwać. W jego przypadku wystarczyło, żeby trzymał język za zębami. W przypadku innych chodziło często o garść kadzidła obcym bogom, czy o kilka słów zaprzeczających boskości Jezusa. Dlaczego nie? Przecież to tylko słowa… Nikt nie musiałby wiedzieć, że wierzą najgłębiej w sercu. To wiedziałby tylko Bóg i oni… A mogli ocalić swoje życie… Trochę trudno to pojąć prawda?

Może dlatego, że dla nas słowo dziś znaczy tak niewiele… A może dlatego, że z taką łatwością przychodzi nam dziś oszukiwać wszystkich wokół z samymi sobą włącznie… Może sądzimy, że dla przetrwania i zachowania życia wszystkie chwyty są dozwolone. Wszak, żeby zmienić świat, trzeba przetrwać… Tyle że fałszem jeszcze nikt świata nie zmienił… Jak można spoglądać na swoje odbicie w lustrze wiedząc, że zdradziłem mojego Boga? Nie umiem sobie tego wyobrazić… A jednak moje życie również jest pełne małych zdrad, wyborów, które nie są wyborami Boga, decyzji, które mnie raczej od Niego oddalają i zaprzeczają mojemu pełnemu oddaniu… I patrzę na to swoje oblicze w lustrze… I żałuję… Każdego dnia od nowa… I nabieram pewności, że moja wiara to „albo – albo”. W każdych czasach jest tak samo… Nawet jeśli moje życie bezpośrednio nie jest zagrożone, to wybory muszą się dokonywać… Małe i większe… I to one mówią najwięcej o mojej wierze… Więcej, niż moje słowa…

Dlatego dziś przed snem, patrząc na siebie w lustrze, przyjrzyj się dokładnie i zobacz czy widzisz tam choćby cień św. Szczepana, człowieka wiary, który nie mógł milczeć… I ja go w swoim odbiciu będę dziś szukał…