Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Maj 2019
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31
 
Czerwiec 2019
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2019
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Sierpień 2019
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31

i tym razem... żyć wiecznie...

2016-04-19

zdj:flickr/BKL/Lic CC
(J 10,1-10)
Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto nie wchodzi do owczarni przez bramę, ale wdziera się inną drogą, ten jest złodziejem i rozbójnikiem. Kto jednak wchodzi przez bramę, jest pasterzem owiec. Temu otwiera odźwierny, a owce słuchają jego głosu; woła on swoje owce po imieniu i wyprowadza je. A kiedy wszystkie wyprowadzi, staje na ich czele, a owce postępują za nim, ponieważ głos jego znają. Natomiast za obcym nie pójdą, lecz będą uciekać od niego, bo nie znają głosu obcych. Tę przypowieść opowiedział im Jezus, lecz oni nie pojęli znaczenia tego, co im mówił. Powtórnie więc powiedział do nich Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Ja jestem bramą owiec. Wszyscy, którzy przyszli przede Mną, są złodziejami i rozbójnikami, a nie posłuchały ich owce. Ja jestem bramą. Jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony - wejdzie i wyjdzie, i znajdzie paszę. Złodziej przychodzi tylko po to, aby kraść, zabijać i niszczyć. Ja przyszedłem po to, aby [owce] miały życie i miały je w obfitości.


Mili Moi…
A dziś wzięliśmy „na tapetę” Waszyngton. Z założenia miało to być łażenie po mieście, bo choć Waszyngton jest pełen muzeów, to żadne z nas za nimi nie przepada, więc mijaliśmy je dziś. Ale samego łapania klimatu wystarczyło nam na cały dzień. Przede wszystkim była cudowna pogoda – 30 stopni Celsjusza, słonecznie i bezwietrznie. Jak to dobrze, że wziąłem krótkie spodenki. Poza jedną drobną wpadką, dzień był absolutnie udany. Otóż postanowiliśmy wybrać się do katedry. Podobno piękna… Szliśmy do niej ponad godzinę. I doszliśmy. Rzeczywiście piękna, ale od samych drzwi coś mi nie pasowało. A i na nas patrzono dziwnie, zwłaszcza kiedy powiedziałem, że nie chcemy kupować biletów na zwiedzanie, bo idziemy się modlić. Wpuszczono nas, a jakże… do katedry kościoła episkopalnego… A potem już było tylko weselej. Postanowiliśmy wrócić autobusem. Starałem się u kierowcy potwierdzić, czy jedzie tam, gdzie chcemy, a on o to samo zaczął pytać resztę pasażerów… Nie miał niestety pojęcia o swojej trasie… Więc po chwili wisiała nad nim usłużna staruszka i instruowała go którędy powinien jechać… Dotarliśmy jednak szczęśliwie na parking, a niedawno także do hotelu…

Przed chwilą odprawiliśmy Mszę Świętą… I pomyślałem jaki ten Pan Jezus cudowny… Przychodzi tak samo do pięknych, katedralnych wnętrz, jak i do śmierdzącego pokoju hotelowego (bo dziś niestety nie trafiliśmy najlepiej). Przychodzi do swoich dzieci zawsze, ilekroć jest wzywany. Niezawodny Bóg…. Ten, który jest bramą dla owiec, przez którą one przechodzą do wieczności…

Dziś kolejną owcę tam zaprosił, owcę ważną również dla mnie, owcę, za którą modliłem się dziś w Eucharystii. W nocy odszedł do domu Ojca Ryszard, tata mojego rocznikowego brata i przyjaciela, Krzyśka. Ryszard miał 59 lat i był też trochę moim tatą. Mamy taki zwyczaj w zakonie, że rodzice naszych braci, zwłaszcza tych z seminaryjnego rocznika, są rodzicami także dla nas i tak zwykle się do nich zwracamy – „mama i tata”.  Ryszard i Bożena byli jednak szczególni. Poruszeni moim losem i faktem, że nie miałem już rodziców, postanowili mnie niejako „zaadoptować”. We wszystkich uroczystościach zakonnych, podczas których eksponowano rodziców, czy organizowano dla nich jakieś oddzielne spotkania, ja siła rzeczy byłem sam. Wówczas Ryszard i Bożena prosili, żebym siadał z nimi i ich synem Krzysztofem, że oni będą dla mnie rodzicami, skoro już swoich własnych nie mam. Bardzo często ich podczas mojej formacji seminaryjnej odwiedzałem i szczerze lubiłem i lubię do dziś… Tym smutniej mi się zrobiło, kiedy dziś wieść o śmierci Ryszarda nadeszła. Wiedziałem, że jest jej bliski, ale po cichu modliłem się, żeby dotrwał do mojego urlopu, żebym mógł być na pogrzebie, a może nawet zdążyć się z nim pożegnać… Ale Pasterz wie lepiej… Więc Rysiu, „tato”, pamiętaj o nas w niebie i troszcz się tam o tych swoich rodzonych synów, ale i tych duchowych, bo sam wiesz, że nie jest łatwo być dobrym księdzem dzisiaj, nie raz o tym rozmawialiśmy…

A kiedy i nasza kolej nadejdzie, to może Ty nam tę bramę nieba otworzysz… W każdym razie mam szczerą nadzieję, że będziesz kolejnym, który odszedł po to, by żyć… I tym razem będziesz żyć wiecznie… Czekaj cierpliwie na nas… I pozdrów moją mamę… Powiedz, że z każdym rokiem mi do niej bliżej…