Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Lipiec 2019
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Sierpień 2019
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31
 
Wrzesień 2019
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Październik 2019
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31

Tato...

2016-03-07

zdj:flickr/Rhys Park/Lic CC
(Łk 15,1-3.11-32)
W owym czasie zbliżali się do Jezusa wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać. Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie. Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi. Opowiedział im wtedy następującą przypowieść: Pewien człowiek miał dwóch synów. Młodszy z nich rzekł do ojca: Ojcze, daj mi część majątku, która na mnie przypada. Podzielił więc majątek między nich. Niedługo potem młodszy syn, zabrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swój majątek, żyjąc rozrzutnie. A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie i on sam zaczął cierpieć niedostatek. Poszedł i przystał do jednego z obywateli owej krainy, a ten posłał go na swoje pola żeby pasł świnie. Pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, którymi żywiły się świnie, lecz nikt mu ich nie dawał. Wtedy zastanowił się i rzekł: Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu z głodu ginę. Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie; już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mię choćby jednym z najemników. Wybrał się więc i poszedł do swojego ojca. A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. A syn rzekł do niego: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem. Lecz ojciec rzekł do swoich sług: Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi. Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i bawić się, ponieważ ten mój syn był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się. I zaczęli się bawić. Tymczasem starszy jego syn przebywał na polu. Gdy wracał i był blisko domu, usłyszał muzykę i tańce. Przywołał jednego ze sług i pytał go, co to ma znaczyć. Ten mu rzekł: Twój brat powrócił, a ojciec twój kazał zabić utuczone cielę, ponieważ odzyskał go zdrowego. Na to rozgniewał się i nie chciał wejść; wtedy ojciec jego wyszedł i tłumaczył mu. Lecz on odpowiedzał ojcu: Oto tyle lat ci służę i nigdy nie przekroczyłem twojego rozkazu; ale mnie nie dałeś nigdy koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi. Skoro jednak wrócił ten syn twój, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, kazałeś zabić dla niego utuczone cielę. Lecz on mu odpowiedział: Moje dziecko, ty zawsze jesteś przy mnie i wszystko moje do ciebie należy. A trzeba się weselić i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył, zaginął a odnalazł się.


Mili Moi…
Zakończył się bardzo trudny tydzień… Teraz może być już chyba tylko lepiej… Zakończył się urodzinowo. Wszak wczoraj skończyłem 36 lat. Nigdy nie lubiłem urodzin, stali czytelnicy o tym wiedzą, bo zawsze to podkreślałem. I chyba się to nie zmieniło, ale jakoś mniej dotkliwie przeżywam tę świadomość upływającego czasu. Może zacząłem się powoli z tym godzić. Nie zatrzymam go. To już wiem… I choć tęsknota za dawną beztroską i minionymi radościami młodości z każdym rokiem jest coraz większa, to jakoś głębiej doświadczam konieczności troski o chwilę obecną. Nie zmarnować życia. Tego kawałka, który mi jeszcze pozostał… Wszak nie mam pojęcia jak długo jeszcze tu na ziemi będzie mi dane żyć... A życie mi smakuje… Smakuje mi moje, kapłańskie życie i przekonuję się codziennie na nowo jaką ono ma wartość…

Oczywiście najpiękniejszym aspektem tego dnia były życzenia… Tak wiele osób o mnie pamiętało. Tak wielu ludziom chciało się napisać, zadzwonić, podejść z dobrym słowem. Oszałamia mnie zawsze ten ogrom życzliwości – szczerej, nie udawanej, nie wymuszonej… Ta z Polski płynąca – ważna, bo przecież mnie tam nie ma już prawie dwa lata… A wciąż są serca, które o mnie pamiętają. Ta miejscowa – tak ważna, bo przecież ona mnie niesie, daje siłę do pracy, służby, motywuje, umacnia. Tyle miłości i dobroci wokół mnie. Czego można chcieć jeszcze? Dzieciaki w polskiej szkole, wspólnoty, parafianie… Tak bardzo błogosławię Boga, że tu jestem. Nie umiem nawet tego ubrać w słowa… Przelewa się to wszystko w modlitwie dziękczynnej… Niech Bóg będzie nagrodą za dobro otrzymywane od Was wszystkich. Jestem tak bardzo błogosławiony…

Wczoraj też świętowaliśmy siedemdziesiątą rocznicę ślubu Helen i Eda. Kiedy patrzyłem na tych pięknych ludzi, którzy fizycznie już słabi, ale duchem pełni radości i ufności w Bogu, to myślałem sobie o tym jak pięknie można zbudować życie na Bogu. On był od początku dla nich ważny. Tak ważny, że zdecydowali się wziąć ślub o 8 rano (wszystkie inne godziny były już zajęte), w ostatnią sobotę przed Wielkim Postem, żeby nie czekać do „po Wielkanocy”, żeby móc zaprosić Go do wspólnego życia. Byli dwudziestym małżeństwem zawartym w naszym kościele w 1946 roku. Był marzec. W całym zaś 1946 roku zawarto przed ołtarzem w naszym kościele 118 ślubów. Dla porównania – w ubiegłym roku… dwa. Z kim będziemy świętować za następne siedemdziesiąt lat? Czy ktokolwiek będzie jeszcze pamiętał czym był sakrament małżeństwa? Helen i Ed – prorocy we współczesnym świecie. Żyjący na przekór modom i powszechnym przekonaniom. Żywy dowód Bożej łaski.

A w dzisiejszym Słowie, tak znanym przecież, nieodmiennie urzeka mnie cierpliwość Ojca. Zarówno wobec młodszego syna, który wyczekiwany długo, jest przyjmowany nie jak skończony drań, ale jak ukochane dziecko. Cierpliwość wobec starszego, który nie jest besztany jako bezduszny sędzia, ale któremu ojciec z czułością tłumaczy swoje postępowanie. Nie umiem się przy tym nie wzruszać… Mój Ojciec w niebie, który wobec obu postaw, moich postaw, ma tyle łagodnej delikatności. Dlaczego On jest taki? Dlaczego nie reaguje gniewem, karą, przemocą? To byłoby znacznie łatwiej znieść… Ale te Jego czułe oczy… Ta pełna dobroci twarz… Ten głos, który brzmi taką słodyczą w sercu – moje dziecko… mój syn… mój… Kocham Cię Tato… Tak jak umiem i tak jak nie umiem, a chciałbym umieć… Kocham Cię mój Dobry Tato…