Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Lipiec 2019
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Sierpień 2019
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31
 
Wrzesień 2019
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Październik 2019
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31

ach rodzina...

2015-12-28

zdj:flickr/Bunches and Bits {Karina}/Lic CC
(Łk 2,41-52)
Rodzice Jego chodzili co roku do Jerozolimy na Święto Paschy. Gdy miał lat dwanaście, udali się tam zwyczajem świątecznym. Kiedy wracali po skończonych uroczystościach, został Jezus w Jerozolimie, a tego nie zauważyli Jego Rodzice. Przypuszczając, że jest w towarzystwie pątników, uszli dzień drogi i szukali Go wśród krewnych i znajomych. Gdy Go nie znaleźli, wrócili do Jerozolimy szukając Go. Dopiero po trzech dniach odnaleźli Go w świątyni, gdzie siedział między nauczycielami, przysłuchiwał się im i zadawał pytania. Wszyscy zaś, którzy Go słuchali, byli zdumieni bystrością Jego umysłu i odpowiedziami. Na ten widok zdziwili się bardzo, a Jego Matka rzekła do Niego: Synu, czemuś nam to uczynił? Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie. Lecz On im odpowiedział: Czemuście Mnie szukali? Czy nie wiedzieliście, że powinienem być w tym, co należy do mego Ojca? Oni jednak nie zrozumieli tego, co im powiedział. Potem poszedł z nimi i wrócił do Nazaretu; i był im poddany. A Matka Jego chowała wiernie wszystkie te wspomnienia w swym sercu. Jezus zaś czynił postępy w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi.

Mili Moi…
Ciekawa noc za mną… Otóż wczoraj o 22.30 zadzwonił dzwonek przy głównych drzwiach. Odebrałem, ale nie usłyszałem nic poza zmęczonym sapaniem… Pomyślałem – posapie człek i pójdzie dalej. Nawet nie schodziłem więc na dół, bo pora jednak odrobinę późna. Ale stało się dziwnym trafem, że o północy wciąż jeszcze nie spałem i znów usłyszałem dzwonek do drzwi. Odebrawszy usłyszałem prośbę – czy możesz otworzyć drzwi, bo mój klucz jakoś nie pasuje… Pytam więc człeka płci męskiej – o czym ty człowieku mówisz? To nie jest twój dom… Na co on zdziwiony odpowiada – o czym ty mówisz? Jak to – to nie jest twój dom? A czyj? Więc ja mu na to, że mój… Ale postanowiłem jednak zarzucić płaszczyk i zejść na dół. Okazało się jednak, że człek mi uwierzył i już go przy drzwiach nie było. A dziś rano znaleźliśmy jego klucze pod drzwiami i rzeczywiście – do naszego zamka nie pasowały… Spałem jednak bardzo słabo niepokojąc się jednak nieco, że ta nocna wizyta była zapowiedzią kolejnej, o świcie, bynajmniej nie w celu zdobycia świątecznego opłatka…

A u nas dziś 15 stopni. Pogoda, która mnie osobiście niezwykle męczy. A żeby było weselej, to po południu popadał śnieg. Oczywiście wiadomo co z nim się stało w tej temperaturze. Ale świat stanął na głowie. Nawet nie ma motywacji, żeby skosztować nalewki otrzymanej w prezencie świątecznym. Bo jak tu się w takiej temperaturze rozgrzewać?

A w Niedzielę Świętej Rodziny myślę o mojej ziemskiej rodzinie. Gdybym miał ją określić jakimś facebookowym opisem, to pewnie użyłbym stwierdzenia „to skomplikowane”. Choć może niestety prostsze, niż bym chciał. Zdecydowana większość mojej rodziny to ludzie dalecy od Boga i Kościoła. Od zawsze tak było. Więc i ja byłem przez nich uważany za człeka niespełna rozumu. Moja zakonna przynależność stawała się okazją do niewybrednych żartów i krytycznych uwag, co ostatecznie zaowocowało ograniczeniem kontaktów, a właściwie całkowitym ich zawieszeniem. Niewielka zaledwie cząstka tej ziemskiej familii to ludzie, z którymi lubię przebywać i jest z nimi zawsze o czym gadać (buziaki dla Was pucka ekipo – bo wiem, że tu zaglądacie).

I szczerze powiedziawszy, z jednej strony trochę mi smutno, że właściwie nie mam rodziny, a wszelkie dobro, które notuję w moim życiu pochodzi zasadniczo od ludzi ze mną niespokrewnionych. Z drugiej strony jednak, to właśnie oni – moi wypróbowani przyjaciele, a często również moi współpracownicy i parafianie są moją wielką rodziną i wielu z nich szczerze kocham – młodszych jak rodzeństwo, starszych jak rodziców. Pan Bóg obdarzył mnie tak wieloma dobrymi ludźmi wokół, że właściwie nie odczuwam tego braku, który w innych okolicznościach byłby pewnie dotkliwy. I za to Jemu chwała…

A Wam wszystkim, którzy w codzienności okazujecie mi serce – wielkie dzięki. Ta więź, która nas łączy, Boża więź miłości, jest silniejsza, niż wszelkie więzy krwi, które mogą ludzi łączyć na ziemi… Moim „bliskim” zaś, tym spokrewnionym ze mną, niech Pan udzieli wszelkiej łaski, a potęga Jego miłości niech ich przemienia i uszczęśliwia…

No i serdeczności dla jednej niezawodnej osoby stojącej przy mnie od lat… Siostra mojej mamy, moja ciotka Krystyna… To najprawdziwsza rodzina.