Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Kwiecień 2019
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2019
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31
 
Czerwiec 2019
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2019
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31

wróg u bram...

2015-09-11

zdj:flickr/Sam Markey/Lic CC
(Łk 6,27-38)
Jezus powiedział do swoich uczniów: Lecz powiadam wam, którzy słuchacie: Miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą; błogosławcie tym, którzy was przeklinają, i módlcie się za tych, którzy was oczerniają. Jeśli cię kto uderzy w [jeden] policzek, nadstaw mu i drugi. Jeśli bierze ci płaszcz, nie broń mu i szaty. Daj każdemu, kto cię prosi, a nie dopominaj się zwrotu od tego, który bierze twoje. Jak chcecie, żeby ludzie wam czynili, podobnie wy im czyńcie! Jeśli bowiem miłujecie tych tylko, którzy was miłują, jakaż za to dla was wdzięczność? Przecież i grzesznicy miłość okazują tym, którzy ich miłują. I jeśli dobrze czynicie tym tylko, którzy wam dobrze czynią, jaka za to dla was wdzięczność? I grzesznicy to samo czynią. Jeśli pożyczek udzielacie tym, od których spodziewacie się zwrotu, jakaż za to dla was wdzięczność? I grzesznicy grzesznikom pożyczają, żeby tyleż samo otrzymać. Wy natomiast miłujcie waszych nieprzyjaciół, czyńcie dobrze i pożyczajcie, niczego się za to nie spodziewając. A wasza nagroda będzie wielka, i będziecie synami Najwyższego; ponieważ On jest dobry dla niewdzięcznych i złych. Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny. Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone. Dawajcie, a będzie wam dane; miarę dobrą, natłoczoną, utrzęsioną i opływającą wsypią w zanadrza wasze. Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie.

Mili Moi…
Dni mijają tak szybko, że nie bardzo mogę się nawet połapać… Tydzień znów dobiega końca, a codzienność pełna jest różnych wydarzeń. Wczoraj na przykład trzeba było się udać do banku i odkręcić pomyłkę, ponieważ przy ostatnim uzupełnianiu zasobów na karcie kredytowej, jakiś sympatyczny pracownik bankowy kliknął coś nie tak i nasze pieniądze poszły w świat, na zupełnie inne konto. Na szczęście mamy w banku uroczą Virginię (niech żyje sto lat, a może i więcej, bo jest już w takim wieku, że sto lat życzyć nie wypada – to kolejny dowód, że w Ameryce ludzie pracują do chwili aż nie osuną się martwi na posadzkę), która zaradziła sytuacji. Po południu zaś przywieziono nam nową lodówkę, bo poprzednia z pewnością nadawała się do muzeum techniki, Na nową czekaliśmy trzy tygodnie, ale teraz przyjemność sprawia nawet siedzenie w kuchni i patrzenie na nią.

A dziś deszcz… Matko… Cały dzień leje… Jak pięknie… I nareszcie trochę chłodniej… Już nie 30, ale jakieś 25 stopni. Okazja do pisania. Popełniłem więc anglojęzyczne kazanie na najbliższą niedzielę i list do naszego kaznodziei odpustowego, któremu musiałem opisać wszystkie atrakcje, które go tu czekają. A poza tym wielkie sprzątanie kuchni przyozdobionej nowym sprzętem i tak dzień uleciał.

A myślę dziś nad Słowem, które przychodzi w najmniej wygodnym momencie, jak to zwykle ze Słowem. Wszak w Europie wróg u bram… Nie zamierzam zabierać głosu w dyskusji, bo szczerze powiedziawszy, nie wyrobiłem sobie w tym temacie wciąż własnego zdania. Czytam, myślę, ale wciąż nie mam jasnego oglądu sytuacji i dlatego się nie wypowiadam. Jedno mi dziś stanęło przed oczami… Teoretyzować nad Ewangelią można… To nie jest takie trudne. Ale wprowadzać ją w życie… To już nie jest takie łatwe.

Zwłaszcza to najtrudniejsze i najbardziej wyróżniające chrześcijan przykazanie – miłości nieprzyjaciół, jest akceptowalne dopóki nieprzyjaciel trzyma się swojej miedzy. Wówczas można go kochać bez nadmiernych konsekwencji. Kiedy jednak zbliża się do moich granic (jakkolwiek byśmy ich nie rozumieli), o, wówczas jest już znacznie mniej miejsca na miłość. Nawet jeśli jeszcze nie skrzywdził, nawet jeśli nie atakuje, już sama świadomość, że nadchodzi i samo przewidywanie co może się stać,, sprawia, że Ewangelia ląduje na półce pomiędzy Baśniami z tysiąca i jednej nocy oraz Piotrusiem Panem, a my zaczynamy się zbroić…

Nic tu nie jest proste, nie łudzę się… Dla mnie ten europejski obraz jest wyrazem tego, że Bóg w jednej chwili może zmienić oblicze ziemi i tym, którzy Nim gardzą na co dzień ukazać jak naprawdę wygląda życie bez Niego. Czyż wszelkie starotestamentalne niewole nie miały podobnego źródła? Lekceważenie Boga, który robił krok do tyłu i wówczas człowiek stawał oko w oko z człowiekiem…

Myślę, czytam, słucham… Gdybam – co by było, gdyby wróg zastukał jutro do moich drzwi… Prawdziwy, realny wróg, bez dobrych zamiarów… Gdzie wówczas byłaby moja Biblia? Który z ewangelicznych fragmentów by mi się przypomniał?

PS. A z dobrych wieści… Kiedyś wspominałem, że pewna młoda dama zmierza do osiągnięcia dyplomu badając ewangelizacyjny zapał księży prowadzących internetowe blogi. Mój również się załapał. Minęło trochę czasu i dziś Pani Paulina zakomunikowała mi, że jest już magistrem, a moja pisanina nawet do tak poważnych rzeczy przydać się mogła. Cieszę się i publicznie wyrażam gratulację, licząc po cichu, że to wiekopomne dzieło dane mi będzie kiedyś przeczytać…