Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Lipiec 2019
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Sierpień 2019
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31
 
Wrzesień 2019
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Październik 2019
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31

budujemy nowy dom...

2015-06-25


zdj:flickr/astrid westvang/Lic CC
(Mt 7,21-29)
Jezus powiedział do swoich uczniów: Nie każdy, który Mi mówi: Panie, Panie!, wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie. Wielu powie Mi w owym dniu: Panie, Panie, czy nie prorokowaliśmy mocą Twego imienia i nie wyrzucaliśmy złych duchów mocą Twego imienia, i nie czyniliśmy wielu cudów mocą Twego imienia? Wtedy oświadczę im: Nigdy was nie znałem. Odejdźcie ode Mnie wy, którzy dopuszczacie się nieprawości! Każdego więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z człowiekiem roztropnym, który dom swój zbudował na skale. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i uderzyły w ten dom. On jednak nie runął, bo na skale był utwierdzony. Każdego zaś, kto tych słów moich słucha, a nie wypełnia ich, można porównać z człowiekiem nierozsądnym, który dom swój zbudował na piasku. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i rzuciły się na ten dom. I runął, a upadek jego był wielki . Gdy Jezus dokończył tych mów, tłumy zdumiewały się Jego nauką. Uczył ich bowiem jak ten, który ma władzę, a nie jak ich uczeni w Piśmie.

Mili Moi...
Pogoda niezmiennie polska... Długie spodnie, polar i parasol w codziennym użyciu. No ale na to nie mamy żadnego wpływu. Nastrój jednak całkiem dobry. Dużo czytam, śpię i trochę odwiedzam. Wczoraj na przykład udałem się na imieniny naszego Ojca Prowincjała. Bardzo sympatyczne spotkanie braterskie. Było nas pewnie około 60. Wspólna Eucharystia, smaczny obiad i dobre rozmowy. Zasiadłem akurat przy stole z misjonarzami z Afryki, z którymi podjęliśmy wiele wesołych tematów. Oni, podobnie jak ja, żyją w kraju pogodnych ludzi. Potem trochę poszwendałem się po Gdańsku, a przede wszystkim zakupiłem sobie bilet do Krakowa, gdzie za kilka dni udaję się na rekolekcje. Przyznam szczerze, że mam podejrzenie graniczące z pewnością, że samolotem doleciałbym tam taniej. No ale zachciało się pendolino, to się ma...

A dziś na Słowem znów zastanawiałem się nad pytaniem, które do mnie docierało ostatnio kilkakrotnie - dlaczego tak ojciec grzmi na tej ambonie, dlaczego nas ojciec nie pochwali? Ten obraz dwóch domów ma tu swoje znaczenie. Budowanie trwa w czasie, jest złożonym, długotrwałym procesem. Nie jest więc bez znaczenia jak budujemy. A jeśli budowla jest słaba (a każda, która nie opiera się na żywej relacji z Bogiem taka właśnie jest), to nie tylko runie przy najbliższej burzliwej okazji, ale... No właśnie... Gdyby się tę słabość udało wychwycić, zrozumieć i poprawić - to też będzie kosztowało wiele czasu i wysiłku. Nie ma więc chwili do stracenia. Nie wolno tego czasu tracić. Trzeba przyglądać się budowom i poprawiać co możliwe, po to, żeby budować na prawdziwej wierze, a nie tylko na religijności.

Kiedyś już o tym pisałem, że "wierzących nie praktykujących" zastąpili "nie wierzący praktykujący". Ludzie, którzy są w kościele, ale ich wiara tam się właśnie "kończy". Codzienność nie ma nic wspólnego z Bogiem. Zewnętrzna religijność, która nie nadaje sensu życiu. I kiedy pojawia się burza, w ślad za nią nadchodzi rozpacz i lęk, bo nie ma na czym się oprzeć. Wszystko popłynęło... Nie ma nic... Nie mogę patrzeć na to spokojnie i się tym w ogóle nie przejmować. Dość spania w kościele! Niedzielne kazanie musi być czasem budzenia, bo jeśli nie wówczas to przebudzenie nastąpi, to zwykle w okolicznościach, które zabolą znacznie bardziej, niż moje słowa. A wtedy nagle okazuje się, że nie ma co zbierać. Nic nie zostało z wiary. A może inaczej - nigdy jej nie było... Był obrzęd, rytuał, zwyczaj. Ale nie wiara, która przenikałaby całe życie i stawała się wartością nadrzędną...

Moje kapłańskie zadanie to wołać... Głośno. Dobitnie. Wprost i bez lęku. Najpierw do siebie, a potem do wszystkich. OBUDŹCIE SIĘ! Nie ma czasu do stracenia. Jeśli od dziś zaczniemy budować właściwie, jeśli zaczniemy słuchać i wypełniać Słowo Boga, to przetrwamy każdą burzę. Jeśli zaś nie, to bardzo szybko okaże się, że nasza wiara nie ma żadnego wpływu na nasze życie... Że naszej wiary nie ma... Że tracimy czas...