Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Lipiec 2019
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Sierpień 2019
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31
 
Wrzesień 2019
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Październik 2019
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31

stokrotki...

2015-03-16


zdj:flickr/rkramer62/Lic CC
(J 3,14-21)
A jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne. Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego. A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem, kto się dopuszcza nieprawości, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby nie potępiono jego uczynków. Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki są dokonane w Bogu.

Mili Moi...
No właśnie wróciłem z rekolekcji "Spotkania Małżeńskie". To jedyny powód, że tu nie zaglądałem... Nie było kiedy, a późnym wieczorem naprawdę już nie miałem sił. Nie wdając się w szczegóły, bo jak każde rekolekcje, również te mają swoją specyfikę, której  nie należy opisywać, powinno się jej raczej doświadczyć, muszę przyznać, że dobrze spędziłem czas. Przede wszystkim uświadomiłem sobie kilka ważnych rzeczy... A to znów motywuje nieco do zmian w codzienności. Nawracanie się to trudna sztuka. Ale poza tym poznałem naprawdę pięknych ludzi. To mnie zawsze najbardziej fascynuje - ilu cudownych ludzi Pan Bóg pozwala mi ciągle spotykać. Wszystko to jednak nie zmienia faktu, że cieszę się z mojego powrotu do domu i do mojej parafii. Choć muszę przyznać, że miałem dwoje stróżów parafialnych, którzy udaremniali wszelkie próby przechwycenia mnie przez inne ośrodki duszpasterskie. Wszystkim podkreślali, że ja mam w Bridgeport dożywocie i muszą sobie poszukać innego księdza 🙂

Ale zanim wylądowałem na wspomnianych rekolekcjach, to najpierw przeżyłem mój kolejny "pierwszy raz" w USA. Mianowicie wybrałem sie po raz pierwszy do New Yorku na mały rekonesans... I ta wizyta pewnie wyleczyła mnie z tęsknot za tym miastem. Nieprawdopodobny ruch, tłok, ścisk... Nasi warszawiacy przy nowojorczykach, to absolutny szczyt kultury jazdy... Poza tym zimno. Koszmarnie drogie parkingi. Jeden wielki korek. No ale żeby nie było, że już tak źle, to oczywiście ma to wszystko jakiś swój urok, klimat, czy atmosferę. Tylko ja zwierz społeczny jestem i mnie takie samotne eskapady nie cieszą 🙂 Niemniej byłem, żeby się nagle nie okazało, że rok minął, a ja nie nawiedziłem NY, które jest godzinę jazdy od nas...

A poza tym moja parafialna dietetyczka podjęła się szalonego zadania poprawy mojego sposobu żywienia... To jest arcyciekawe... Właśnie dostałem wytyczne. Dzień zaczynam od szklanki wody, a potem jest już tylko gorzej 🙂 Ale jako że ona pierwsza chyba na tym świecie w tej dziedzinie we mnie uwierzyła, to nie pozostaje mi nic innego, jak podzielać jej wiarę i poddać się tym zabiegom...

Wspominałem już kiedyś o świetnym stwierdzeniu Francisa Chana, protestanckiego pastora i autora książki, którą sobie wciąż poczytuję, że nasza wiara rozpina sie niejako na płaszczyźnie "wszystko" albo "nic". Nie da się być "trochę chrześcijaninem"... I kontekst dzisiejszej Ewangelii to niejako potwierdza. Nikodem, z którym Jezus rozmawia jest takim wierzącym "połowicznie", a może "na próbę". Jezus mówi mu o konieczności narodzenia się na nowo. Przyjęcie Jego Ewangelii wiąże się z zupełnie nowym życiem, a nawrócenie to niejako ponowne narodziny...

I tak sobie dziś myślę, że to jest tak niesamowicie potrzebne wszystkim, którzy trochę utknęli między "wszystko", a "nic". Nowe narodzenie... Tymczasem nasze "nawracanie" czasem przypomina upiększanie tego, co jest... Trochę jakby siał stokrotki na oborniku... Porosną i będą wybujałe... Łodygi będą miały grube jak ręka, a liście rozłożyste jak parasol. Każdy, kto popatrzy na nie z daleka, szczerze się zachwyci. Ale jeśli tylko podejdzie bliżej - smród go zabije. Nie da się podziwiać tego poletka stokrotek z bliska. Odór obornika na to nie pozwoli. Co można zrobić? Ano potrzeba szpadla jednoznaczności i radykalizmu, którym trzeba przekopać tę ziemię. Będzie rosło tak samo dobrze, ale obornik znajdzie się tam, gdzie powinien... I nawet nasz anioł stróż będzie mógł zdjąć klamerkę z nosa.

Nawrócenie to narodzenie się na nowo. To decyzja o tym, że Jezus jest nadrzędny w moim życiu. Nie jest jednym z celów szczegółowych, jedną z moich spraw. Ale jest jedyną, wyjątkową i najważniejszą "sprawą", której wszystko inne jest podporządkowane... A taka przemiana jest możliwa tylko wówczas, jeśli spotyka się w swoim życiu Boga, który tak umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego WIERZY, nie zginął, ale miał życie wieczne...

WIERZYSZ? To chwyć za łopatę... I posiej stokrotki jeszcze raz... Tym razem wszystko będzie inaczej...