Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Lipiec 2019
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Sierpień 2019
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31
 
Wrzesień 2019
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Październik 2019
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31

wybrani...

2015-02-03


zdj:flickr/whatsthatpicture/Lic CC
(Łk 2,22-40)
Gdy upłynęły dni oczyszczenia Maryi według Prawa Mojżeszowego, przynieśli Jezusa do Jerozolimy, aby Go przedstawić Panu. Tak bowiem jest napisane w Prawie Pańskim: Każde pierworodne dziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu. Mieli również złożyć w ofierze parę synogarlic albo dwa młode gołębie, zgodnie z przepisem Prawa Pańskiego. A żył w Jerozolimie człowiek, imieniem Symeon. Był to człowiek sprawiedliwy i pobożny, wyczekiwał pociechy Izraela, a Duch Święty spoczywał na nim. Jemu Duch Święty objawił, że nie ujrzy śmierci, aż zobaczy Mesjasza Pańskiego. Za natchnieniem więc Ducha przyszedł do świątyni. A gdy Rodzice wnosili Dzieciątko Jezus, aby postąpić z Nim według zwyczaju Prawa, on wziął Je w objęcia, błogosławił Boga i mówił: Teraz, o Władco, pozwól odejść słudze Twemu w pokoju, według Twojego słowa. Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie, któreś przygotował wobec wszystkich narodów: światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela.

Mili Moi...
No i Armagedon, jak to on, nadszedł po cichu... Nie wówczas, kiedy zapowiadali go gubernatorzy, nie wtedy, kiedy lud w sklepach baterie kupował na kilogramy.... Dzisiejszej nocy cicha białość pokryła naszą wieś. Rano kościoła nie otwieraliśmy, co okazało się decyzją słuszną. Spokój i oczekiwanie na rozwój wypadków. Mechaniczne odśnieżarki za oknem pomrukujące radośnie, bo wreszcie znów okazały się potrzebne. No i przestało... Jak przestało, to o. Miś stwierdził, że czas zrobić coś, co pozwoli natychmiast dostrzec wymierny owoc pracy (a czytanie książek niestety nie do końca spełnia te kryteria), więc postanowiłem poodśnieżać. Dziś, żeby było inaczej, chwyciłem za łopatę. Godzinę machałem nią dziarsko. Kiedy skończyłem, czułem każdy mięsień, a pot zalewał mi oczy... I nagle... Znów zaczęło... To niebiańskie szyderstwo z mojego wysiłku osiadało mi na pysku... I zobaczyłem z nową siłą tę znikomość ludzkich wysiłków. Człek się w życiu łopatą namacha i po chwili jest dokładnie tak, jak przedtem. A nawet gorzej... Znacznie gorzej... Przynajmniej z perspektywy kierowców i tych, którzy gdzieś dziś musieli wieczorem powędrować... Jedynymi, którzy nie mają problemu z zimą są pewnie dzieci... I może to jest metoda na wszelki Armagedon... Nie napinać mięśni, ale raczej podejść do niego po "dziecięcemu". Pozwolić sie rozwijać wypadkom. Zwłaszcza, że na te "armagedonowe" naprawdę nie mamy wpływu, choćby nie wiem co nam się wydawało...

Dzień Życia Konsekrowanego... To dziś. Myślałem o tym sporo. Wybranie, habit, śluby, zobowiązania... Tak łatwo stanąć gdzieś obok. Nawet tak prosta rzecz jak fakt, że wiele osób zwraca się tu do nas "proszę księdza"... Nie ma w tym kłamstwa, bo kapłanami jesteśmy. Ale ten zgrzyt, który dotyka mnie gdzieś głęboko w sercu. Tradycja, która zarezerwowała termin "ojciec" dla zakonników, odróżniając ich w ten sposób od księży diecezjalnych gdzieś uleciała... A może po prostu my, czy nasi poprzednicy, nie byliśmy ojcami... Nie rodziliśmy naszych braci w wierze... Może nikt w nas tego nie dostrzegał... Tak bardzo wdzięczny jestem wszystkim, którzy wiedzą, że franciszkanin to "ojciec"...

Prawo... Święte... Zakonne, któremu podlegamy. Patrzę dziś z podziwem na Maryję i Józefa, którzy wszystko czynią zgodnie z przepisem Prawa i nie wydaje się być to dla nich jakimś problemem. Duch prawa, znajomość wykładni, zwyczaju, tradycji... W zakonie to jest ważne. Bo jesteśmy dziedzicami duchowości, która ożywiała miliony ludzi przed nami. Uczestniczymy w czymś wielkim... Być franciszkaninem, to być "alter Christus" (drugim Chrystusem). To ideał, z którym zgadzał się mój ulubiony pisarz chrześcijański - Tomasz Merton. Napisał kiedyś, że my do zakonu przychodzimy stać się Jezusem, a nie tylko Go naśladować (bo to jest zadanie wszystkich chrześcijan). Stać się Nim... Oto cel...

Pomóżcie mi go osiągnąć... Choćby jednym Zdrowaś Mario...