Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Maj 2019
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31
 
Czerwiec 2019
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2019
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Sierpień 2019
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31

tramwaj...

2014-10-15


zdj:flickr/G.OZCAN/Lic CC
(Łk 11,37-41)
Pewien faryzeusz zaprosił Jezusa do siebie na obiad. Poszedł więc i zajął miejsce za stołem. Lecz faryzeusz, widząc to, wyraził zdziwienie, że nie obmył wpierw rąk przed posiłkiem. Na to rzekł Pan do niego: Właśnie wy, faryzeusze, dbacie o czystość zewnętrznej strony kielicha i misy, a wasze wnętrze pełne jest zdzierstwa i niegodziwości. Nierozumni! Czyż Stwórca zewnętrznej strony nie uczynił także wnętrza? Raczej dajcie to, co jest wewnątrz, na jałmużnę, a zaraz wszystko będzie dla was czyste.

Mili Moi...
A u nas lato... Powiedzieć, że dziś było ciepło, to chyba za mało... Kolejny dzień czytelniczy za mną, choć dziś nie szło mi tak dobrze, jak wczoraj. Z drobiazgów - zaświeciła się w aucie kontrolka ciśnienia w kołach. Pojechałem na stację, podpompowali, a kontrolka nie gaśnie. Taka mała misyjna troska - wszak auto nade wszystko do duszpasterstwa musi być sprawne. Zwłaszcza, że niedługo czeka mnie wyprawa do Chicago. A to "zaledwie" 860 mil... Za to pojechałem po południu do Milford. Patrzę sobie na mapę, szukam zielonych, nadmorskich przestrzeni, wsiadam w wóz i jadę tam zmówić Różaniec. Dziś więc odkryłem piękny nadmorski deptak zaledwie kilka mil od nas. Modliłem się zwłaszcza za mieszkańców naszego miasta. Ono tak bardzo potrzebuje modlitwy. Przekonałem się o tym dziś po raz kolejny, gdy otworzyłem gazetę i wyczytałem, że poprzedniej nocy znów strzelanina niedaleko nas, właściwie na trasie mojego "różańcowego spaceru". Dwie osoby ranne, jedna nie żyje... Tyle śmierci dookoła. Trzeba ją przepędzić życiem...

A Słowo dziś objawia Jezusa prowokatora... On w sposób całkowicie zamierzony łamie schemat. Siada do stołu bez tych wszystkich nabożnych gestów. Ale znalazł się w wyjątkowo nabożnym domu. Więc gospodarz się dziwi... Trochę nawet nadmiernie, bo poza faryzeuszami taka gorliwość była raczej rzadko spotykana. Siedzą więc dwaj nabożni przy stole - Jezus i faryzeusz - i nie dokonuje się spotkanie. Reprezentują dwa odmienne światy. Jezus świat wolności, faryzeusz - świat niewoli...

I przecież nie chodzi o to, że Prawo jest samo w sobie czymś złym. Ono staje się złe, kiedy zastępuje Boga, kiedy samo staje się bóstwem. A takim bóstwem może stać się tak wiele rzeczy, utartych zwyczajów, rutynowych zachowań. To może być ławka w kościele, w której zawsze siadasz, to może być święty obraz, który ktoś gdzieś przesunął, a przecież zawsze stał w innym miejscu, to może być zestaw twoich ulubionych modlitw, które ktoś próbuje zaburzyć, bo wtrącił modlitewkę, której nie znasz... To może być tak wiele rzeczy, którym oddajemy się w niewolę, zapominając nieco o szerokich horyzontach o tym, że Jezus chce nas ku nim prowadzić...

Dlaczego "uciekamy" przed tym w niewolę, dlaczego "lubimy czasem być niewolnikami" (autentyczne słowa uczestniczki dzisiejszej liturgii, która przyszła dopytać o treści z dzisiejszego kazania)? Ano pewnie dlatego, że to dość wygodne. Przede wszystkim wprowadza w pewną rutynę, która zwalnia z myślenia. Niczym tramwaj po szynach, utartymi szlakami poruszamy się do przodu? Ale czy rzeczywiście? Bo może przestaliśmy zauważać, że tramwaje dzięki pętlom, kręcą się właściwie w kółko, wciąż po tej samej trasie, która jest całkowicie zależna od dwóch metalowych szyn... Nuda... Marazm... Bierność...

I nagle Jezus, niczym zwrotnicowy, który mówi - wyskocz z tych szyn! Nie stworzyłem cię po to, żebyś sam się ograniczał. Wyswobodziłem cię ku wolności. Nie jesteś niewolnikiem. Bądź wolny. Jezus, który nie niszczy Prawa. Jezus, który niszczy bóstwa trzymające nas w niewoli.

Prowokator... Widzę Go jak zajmuje twoje miejsce w kościele; widzę, jak przewiesza ci święte obrazy; widzę jak miesza w modlitewniku. I to nie dla zabawy. Nie po to, żeby ci zrobić psikusa... Ale po to, żeby stanąć przed tobą i zapytać - i co teraz? W jakim kierunku chcesz zmierzać? Bo na razie trochę kręcisz się w kółko...