Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Kwiecień 2019
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2019
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31
 
Czerwiec 2019
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2019
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31

natura i łaska

2014-09-22


zdj:flickr/ Vainsang/Lic CC
(Mt 20,1-16a)
Królestwo niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swej winnicy. Umówił się z robotnikami o denara za dzień i posłał ich do winnicy. Gdy wyszedł około godziny trzeciej, zobaczył innych, stojących na rynku bezczynnie, i rzekł do nich: Idźcie i wy do mojej winnicy, a co będzie słuszne, dam wam. Oni poszli. Wyszedłszy ponownie około godziny szóstej i dziewiątej, tak samo uczynił. Gdy wyszedł około godziny jedenastej, spotkał innych stojących i zapytał ich: Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie? Odpowiedzieli mu: Bo nas nikt nie najął. Rzekł im: Idźcie i wy do winnicy! A gdy nadszedł wieczór, rzekł właściciel winnicy do swego rządcy: Zwołaj robotników i wypłać im należność, począwszy od ostatnich aż do pierwszych! Przyszli najęci około jedenastej godziny i otrzymali po denarze. Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną; lecz i oni otrzymali po denarze. Wziąwszy go, szemrali przeciw gospodarzowi, mówiąc: Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzyśmy znosili ciężar dnia i spiekoty. Na to odrzekł jednemu z nich: Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czy nie o denara umówiłeś się ze mną? Weź, co twoje i odejdź! Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry? Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi.

Mili Moi...
Dziś również Eucharystia po angielsku, ale z dużo mniejszym stresem. Może bardziej stresujący był anglojęzyczny konfesjonał. Ale God loves you and God forgives you jest moją ostatnią deską ratunku, kiedy już wszystkie misterne plany nauk w obcym języku zawodzą. A to jednak kwintesencja. Po Mszach spotkanie z naszym chórem parafialnym. A potem podróż do New Britain. Obiad w polskiej restauracji, niestety w towarzystwie mocno już nietrzeźwych kibiców, którzy właśnie gremialnie oglądali mecz. Przykry widok... Okrzyków cytować się nie odważę. Stężenie wulgaryzmów stanowczo za duże jak dla mnie. I w moim szarym habicie czułem się tam mocno nie na miejscu. Ale obsługa włożyła sporo wysiłku, żeby nas gdzieś umieścić, więc zostaliśmy. Potem wraz z Pawłem nawiedziliśmy Brata Patefona, który nam udzielił cennych wskazówek, jak ożywić naszą parafialną stronę internetową... Owocny dzień. Zdecydowanie.

O dzisiejszym Słowie myślałem sobie już dość długo. Bo to i katechezę dla dzieci na jego temat musiałem przygotować, i kazanie. A i dzisiejsze rozmyślanie nad nim spędziłem. Zdałem sobie sprawę, że ono w pierwszym odbiorze rodzi we mnie odczucia podobne do odczuć wielu innych ludzi, z którymi na ten temat niegdyś rozmawiałem - Bóg (właściciel winnicy) jest jednak jakoś niesprawiedliwy... Bo nie jest słuszne wrzucać wszystkich do jednego worka. I nawet fakt, że przecież najęci jako pierwsi, właśnie o denara się z nim umówili i właściwie nie uczynił im żadnej krzywdy jakoś do mnie nie przemawia. Może jednak ci pozostali powinni dostać nieco mniej. Bo czy to nie rozzuchwala? Czy to nie jest swoiste wysyłanie sygnału, że choćbyś się wcale nie starał, to i tak nagroda cię nie minie...?

 Ale czy to nie efekt ulegania duchowi zazdrości? Bo może to po prostu nieumiejętność ucieszenia się własnym życiem, lub przeakcentowanie wysiłku, który ponoszę w tej pracy w winnicy Pańskiej stoi za tym moim "sprawiedliwym" ocenianiem? Nie mam "innego życia", niż życie w Kościele. I dobrze mi z tym. Nigdy za innym nie tęskniłem. I tak naprawdę nie czuję się obciążony pracą dla Bożej chwały. Wręcz przeciwnie, czerpię z niej przyjemność i satysfakcję.. Dlaczego więc ten pierwszy odbiór tej Ewangelii jest tak "ludzkosprawiedliwy"? Dlaczego ucieszenie się, że i innym Pan Bóg okazuje tyle serca i miłości co mnie, zajmuje znacznie więcej czasu i wymaga świadomego wysiłku, nie dokonuje się spontanicznie? Może to jakaś obawa, że ja coś stracę, że moje będzie pomniejszone... I jak tu się z tą ludzką naturą, nadwyrężoną przez grzech pierworodny porozumieć? Jaki ten Pan Bóg jest wielki, że na tak niedoskonałej naturze buduje! Jaka ta Jego łaska jest niezwykła!

I ta Winnica... Że ona jeszcze stoi, mimo niedoskonałości pracowników... I rodzi owoce 🙂