Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Sierpień 2018
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31
 
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
 
Październik 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Listopad 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30

coś do wyznania...

2014-06-03


zdj:flickr/Zbyszek Zolkiewski/Lic CC
Mili Moi...
Nie często pojawiają się dwa wpisy dziennie, ale dziś postanowiłem. Wszak poprzedni był w nocy, to trochę tak jakby wczoraj 🙂 A jest po prostu coś, o czym w końcu chciałbym napisać i uznałem, że ósma rocznica moich święceń będzie dobrym dniem... Więc... Zamierzam coś ogłosić 🙂

Ale, ale... Najpierw egzamin... Odbył się... Zasieliśmy... Kolega Maciej, proszę bardzo, niech opowie o tożsamości homilii i jej mocy zbawczej (żałuję, że nie ja to dostałem). Kolega Oskar niech nam powie o homiliach maryjnych - jak głosić, jak nie głosić (żałuję, że nie ja to dostałem). Kolega Andrzej niech opowie o rekolekcjach - cel i rodzaje (żałuję, że nie ja...). A kolega Michał (czyli ja), niech opowie o misjach ludowych - psychologia i nabożeństwa misyjne. Zimne poty wstąpiły na mnie, bo o tym było w tej książce, co to miała 300 stron, a której nie zdążyłem nawet otworzyć. Terminy zawarte w pytaniu nie mówiły mi absolutnie nic... No i katastrofa... Dostałem 4+. To chyba najgorsza ocena dla perfekcjonisty 🙂 A w świecie doktorantów oznacza - trochę zdałeś, trochę nie zdałeś. No, ale egzaminy zakończone, przynajmniej te w sesji. Pojutrze zdanie indeksu i czas zacząć przygotowania do egzaminu licencjackiego. Ten będzie naprawdę duży...

Piszę dziś, żeby powiedzieć coś, co od wielu miesięcy chciałem tu zakomunikować, ale z  wielu różnych przyczyn odkładałem ten moment. Chyba jednak nadeszła godzina. Być może to, co za chwilę napiszę niektórych zasmuci, być może innych ucieszy. To nie jest najważniejsze. Najważniejsza jest wasza modlitwa, której od teraz naprawdę potrzebuję więcej...

Idźmy do ad remu, jak mawiali starożytni. Otóż dobiega końca mój pobyt w Lublinie. Moje władze zakonne postanowiły o moim przeniesieniu. Wracam do pracy parafialnej i z nowego miejsca mam kontynuować studia. Na tym etapie, na którym jestem jest to już możliwe. W tym nie ma jeszcze nic nietypowego, ani nadzwyczajnego. Cała rzecz w tym, że ta parafia, w której będę pracował jest w... Bridgeport, w stanie Connecticut, w USA. To jakaś godzina jazdy samochodem od Nowego Jorku na Wschód. Planowany wyjazd - wrzesień. Planowany czas pobytu - na razie dwa lata. Ale jeśli się zaaklimatyzuję i wszystko będzie dobrze, to z pewnością dłużej...

Dużo by o tym mówić i pewnie będę to czynił powoli, bo do tej pory skrzętnie omijałem ten temat. Ale sądzę, że dla regularnych czytelników mojego bloga wiele moich niedopowiedzeń nabierze dziś nowego znaczenia. Nie wszystko na raz... Powiem tylko, że wiem o tym od października i dojrzewam w tej decyzji. Nie jest ona bynajmniej pochopna, ani nieprzemyślana. Tak długo jak nad tą, nie myślałem chyba nad żadną inną w moim życiu. Rozeznawałem bardzo uczciwie, z kierownikiem duchowym. Zapisków mam pewnie pół zeszytu. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że Pan chce mnie tam mieć. A przygotowywał mnie do tego od dawna. Widzę to w wydarzeniach mojego życia, które tę decyzję poprzedzały.

Po co tam jadę? Nie wiem. Wierzę, że On wie... Wątpliwości, takich ludzkich mam tysiące. Lęków, pewnie jeszcze więcej. A jednocześnie mam wewnętrzne przekonanie graniczące z jakąś pewnością, że On chce mnie tam mieć. Na ten czas. Nie wiem jak długo. Nie wiem czy na zawsze. Na teraz z pewnością. To duża zmiana dla mnie i przekonuję się, że im jestem starszy, tym podobne decyzje przychodzą mi z większym trudem. Dlatego tak bardzo potrzebuję Waszej modlitwy. Ona mnie niesie. Ufam, że i tam za mną popłynie, a może i przygotuje mi tam miejsce...

Czasem pada pytanie, czy się cieszę, że wyjeżdżam? Cieszę się. Choć jest to zupełnie inna radość, niż ta, która towarzyszyła mi kilka lat temu przed wyjazdem do Irlandii. Wówczas w swej młodzieńczej naiwności jechałem "zbawiać świat". Dziś nie ma we mnie euforii. Jest spokojne oczekiwanie na odkrycie kolejnych elementów tej układanki. Jedno wiem - Jezus jest wszędzie ten sam. I wszędzie są ludzie, którzy czekają, żeby Go poznać. Jeśli On pozwoli mi im w tym pomóc, to radości mi nie zabraknie...

Tyle na dziś, ale obiecuję, że do tematu będę wracał... Na razie oczekuję na wizę, a formalności trwają bardzo długo... Módlcie się więc za mnie, proszę...