Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Listopad 2017
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30
 
Grudzień 2017
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
 
Styczeń 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28

śpisz???

2014-05-15


zdj:flickr/corrieb/Lic CC
Mili Moi...
Jakiś koszmarny dzień za mną... To znaczy, nic strasznego się nie wydarzyło, ale ja, który nie mam nigdy problemów z rannym wstawaniem, dziś wstawszy normalnie i spędziwszy zwyczajowe dwie godziny z Panem, położyłem się natychmiast ponownie i wstałem... nie przyznam się o której, bo to wstyd 🙂 Na szczęście świadectwa braci potwierdziły mi tylko, że coś wyjątkowego dotknęło dziś nas wszystkich. Niesłychanie przygnębiająco - męczący dzień. Trochę udało mi sie później zrobić, ale z wielkim trudem... Nawet wieczorem wygłosiłem konferencję siostrom betankom w Lublinie... A jutro do Kazimierza... Rano skupienie dla sióstr, a po południu dla młodzieży - przez cały weekend... Sam duchowo odpocznę, skupię się, pomodlę...

A doświadczam dużej potrzeby... Bo Słowo mnie ciosa ostatnimi dniami... Pan po prostu stawia mi dość trudne pytania... Dziś na przykład stanął mi przed oczami Judasz. To w kontekście słów Jezusa - ten, który je ze mną chleb, piętą we mnie godzi... Pomyślałem o Judaszu, jako o kimś, kto konkretnie się sprzeciwił Jezusowi. Choć oczywiście nie mam dostępu do jego motywacji, uczuć, emocji i całego wewnętrznego świata, żeby go ocenić. Ale fakt jest faktem. Zdradził. Odszedł. Sprzeniewierzył się łasce...

Czemu akurat o nim piszę? Bo zdałem sobie sprawę, że nigdy właściwie nie stanąłem w sytuacji, w której za przyznanie się do Jezusa coś by mi groziło... Nigdy nie było niebezpiecznie. Wszelkie więc moje dobre opinie o mojej wierze, moje dobre samopoczucie, jest oparte na domniemaniach, pobożnych życzeniach, nadziejach. Nie wiem jak zachowałbym się, gdyby strach zaczął dyktować warunki. Nie wiem, czy moja wiara okazałaby się tak silna, jak dziś mi się wydaje. Miłe iluzje, bo tak dobrze jest myśleć o sobie w perspektywie zwycięstwa...  Moja wiara... Taka silna, taka pewna, taka oddana Jezusowi... Ale czy rzeczywiście??? Nie wiem... Mogę tylko zakładać...

A że jest to temat wart przemyślenia, podpowiada mi również Piotr. Motywacji Judasza nie znam. Ale w zdradzie Piotra jest strach. To on nie pozwala mu przyznać się do Mistrza. A więc skoro nawet jemu udało się "ugodzić Jezusa piętą", to co ze mną??? (Swoją drogą, żeby ugodzić piętą, pomyślałem sobie, trzeba się najpierw do kogoś odwrócić tyłem... tak to sobie wyobrażam). Piotr, który pokazał Jezusowi plecy... Poszedł swoją drogą...

Zanim jednak przyjdzie taka konfrontacja (jeśli rzeczywiście przyjdzie), to przecież cała sfera codziennego "godzenia piętą". A przejawia się ono lekceważeniem Słowa Pana. Przecież mówi do mnie, stawia zadania, oczekuje, zapewnia, że mnie umocni i tak dalej... A co ja? Czy jestem gotów usłyszeć i zareagować? I jaka to reakcja? Cały czas mam w sobie takie pragnienie, żeby odpowiadać natychmiast, ale ta szybkość reakcji z wiekiem spada, znacząco spada... I to jest przestrzeń urealniania swoich wyobrażeń o sobie. Tu jest miejsce odkrywania prawdy. Na co mnie stać??? Tak naprawdę! Na co??? W bezpiecznej przestrzeni lubelskiego domu studiów. Na co mnie stać w perspektywie wezwań Jezusa??? A Ciebie...? Budzimy się...