Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Sierpień 2018
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31
 
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
 
Październik 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Listopad 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30

bramy są ważne...

2014-05-11


zdj:flickr/Al_HikesAZ/Lic CC
Mili Moi...
Cóż za cudowna niedziela, kiedy można czytać... Dawno już nie miałem takiego dnia tylko z książką. Co czytam? Na ostatnie urodziny dostałem od Macieja, kolegi ze studiów grubą księgę, którą odstawiłem na później, na spokojniejszy czas. Autor - John Steinbeck, tytuł - "Na Wschód od Edenu". Zacząłem kilka dni temu i jestem już na 600 stronie (z 800!). To książka z cyklu tych, o których się mówi - jak to możliwe, że nie przeczytałem jej wcześniej? Tym bardziej, że ktokolwiek mnie z nią widzi, wypowiada z lubością słowo "klasyka..." Mam wrażenie, że przeczytali to już wszyscy poza mną. A książka??? Ilekroć mówię sobie - już dość, tylekroć znów zasiadam w fotelu. Jest to jedna z tych lektur, o których marzy się, żeby już się skończyły (a czasem wręcz pojawia się pokusa, aby przeczytać kilka końcowych stron, teraz, już, natychmiast), rodzą bowiem tak duże napięcie, są tak realistycznie prawdziwe. Z drugiej strony tli się w czytelniku cicha nadzieja, że ta lektura nigdy się nie skończy, że będzie trwała, niczym równoległy świat, do którego ma się dostęp przez to okno... Przy takich lekturach rozumiem co miał na myśli Umberto Eco mówiąc, że kto czyta, ten żyje dwa razy... Żaden, absolutnie żaden film nie może się równać z taką lekturą... Dodam, że trzy następne pozycje Steinbecka (amerykańskiego Noblisty zresztą) stoją już na mojej półce.

A dziś Niedziela Dobrego Pasterza... Przez kilka lat był to dla mnie szczególnie ważny dzień. Wówczas, kiedy pełniłem posługę wobec powołanych. Ileż ja kazań na ten temat wygłosiłem, ile rekolekcji. Zresztą trwa to poniekąd do dziś. W następny weekend powołaniowe skupienie u sióstr betanek, w któryś z kolejnych u Franciszkanek Rodziny Maryi... Niemniej dzisiejsze Słowo skupiło mnie bardzo na owcach, które idą za Pasterzem, bo znają Jego głos. Za głosem idą. Za obcym nie chodzą, bo jego głosu nie znają. Po pierwsze pomyślałem jakie to ważne umieć rozpoznawać Jego głos. Co wcale dziś, współcześnie, w tej symfonii różnorodnych głosów, które czasem wręcz na siłę próbują się upodobnić do tego jedynego głosu Pasterza, nie jest wcale proste. Ale jak wielka to radość, kiedy się już ten głos pozna. A potem się go rozpoznaje, co oznacza, że On wciąż mówi, chce mówić. Do owiec. Które zna. Po wtóre, nie ma mowy o tym, że owce roztrząsają to, co powiedział do nich Pasterz i na podstawie własnych przemyśleń idą za Nim, bądź nie... Jakiego wielkiego zaufania się to domaga. Iść za głosem. Bez zastanowienia, bez ważenia wszelkich "za" i "przeciw", bez roztrząsania wszelkich trudności. Wielka to sztuka. Ale kiedy się już ją pojmie, życie robi się znacznie spokojniejsze, niesłychanie spokojne... Głos Pasterza przynosi wielki spokój, ukojenie. A wszystko to ma nieprawdopodobnie duże znaczenie dla powołania. Bo jeśli człek nauczy się rozpoznawać głos Pasterza i nauczy się Mu ufać, to nic go nie zatrzyma... Choćby na krańce świata jest gotów udać się na słowo Pasterza. I nie traci energii na wewnętrzne debaty, wiedząc że zrozumienie przychodzi z czasem, albo i nie... Ale głos Pasterza przekonuje go o jednym. ON JEST!!! Niezależnie od tego gdzie. Jest. Pasterz, któremu można zaufać...

Jeszcze brama... Bo i na niej dziś Pan mnie zatrzymał. Brama to coś tak zwyczajnego, coś, co mijam każdego dnia, coś, czego nie zauważam. A ona oddziela dwa światy. Ten zewnętrzny i wewnętrzny. Dom od nie-domu. Cichą, bezpieczną przystań od zewnętrznego szaleństwa tego świata. Dzięki tej bramie mogę się schronić, odpocząć, wyciszyć, zasłuchać. Chrystus Brama pozwala mi odetchnąć od kobiet z brodą, od tych za legalizacją zioła i ich przeciwników, od kaczorów Donaldów i muszek Mikków, od biedy intelektualno - moralnej Januszów, od gay friendly i transgender, od... Odetchnąć, odpocząć, choć na chwile... I niech te chwile się mnożą...

PS. Wczoraj sprawowałem Eucharystię za wszystkich moich dobrodziejów duchowych. Za tych, którzy mnie adoptowali duchowo, tworzą "moje" Margaretki i po prostu się za mnie modlą... Niech Pan was nagrodzi...