Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31
 
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31

stracić - zyskać...

2014-03-20


zdj:flickr/Chris Yarzab/Lic CC
Mili Moi...
Tydzień lenistwa trwa nadal... Nijak się nie mogę zmobilizować do konkretnego działania... Może ktoś życzliwy ma jakiś pomysł... Prorokinie betanki orzekły dziś, że tydzień lenistwa skończy się jutro... Ale jako że jutro piątek, to nie jest to szczególnie odkrywcze proroctwo 🙂 W każdym razie jestem na siebie zły i za karę chyba... ugotuję sobie budyń, albo i co 🙂

Poprowadziłem dziś skupienie dla sióstr betanek w Kazimierzu, a wieczorem głoszę konferencję u sióstr betanek w Lublinie. Taka dziś siostrzana kumulacja. Ale przynajmniej trochę prawdziwej radości z głoszenia Słowa. Wciąż tak mało mam okazji... Pojutrze skupienie dla młodzieży u sióstr nazaretanek, a potem chyba dopiero rekolekcje w Jeleniej Górze za dwa tygodnie... Trzeba czekać, cóż robić?

Bardzo lubię ten dzisiejszy fragment Ewangelii. Tak niesłychanie plastyczny. Malarz Łukasz naprawdę umie malować słowem. Bogacz niewolnik. Złote łańcuchy więżą go u stołu, w wąskim gronie. Złoto oślepia i izoluje od świata. Purpura i bisior hipnotyzują i nie pozwalają zwrócić oczu na człowieka... Kto tam jest tak naprawdę biedakiem? Czy ten, który nie ma nic, ale i niewiele potrzebuje? Ten, który ma prawdziwych przyjaciół w psach, Bożych stworzeniach, które nic od niego nie chcą, ale okazują mu współczucie na swój, psi sposób? Przebudzenie... Jakże bolesne! Śmierć budzi wszystkich. Nieunikniona. Nagle wszystko czyni jasnym, klarownym, przejrzystym. Boleśnie jasnym. Boleśnie przejrzystym. I nagle spadają kajdany, nagle upada mur niewrażliwości. Nagle okazuje się możliwe myślenie o braciach. Nagle pojawia się rozumienie terminu "współczucie". Wszystko się skończyło, nic się nie zaczyna. Wieczne trwanie w pustce i żalu, w rozczarowaniu i goryczy. Jasne widzenie utraconej miłości pogłębia tylko dramat potępienia.

Jak bardzo wyraźnie musiało zabrzmieć w uszach bogacza słowo SYNU... Jak bardzo dziwnie musiały brzmieć w ustach bogacza słowa - mam pięciu BRACI... Tam, gdzie się znalazł zrozumiał te słowa. W całej ich głębi i w całym ich pięknie... Co zrobił ze swoim synostwem, gdzie podziało się jego braterstwo? Przejadł i przepił, sprzedał, wymienił, wyrzucił, zapomniał, wzgardził...

A biedak? Jak milczał u pańskich drzwi, tak milczy na łonie Abrahama. Nie ma nic do powiedzenia? Gardzi potępieńcem? A może nie wie co powiedzieć w obliczu takiego nieszczęścia? Jest tam, gdzie się już tylko kocha, gdzie się współczuje, gdzie się tęskni za tymi, którzy nigdy już nie pokonają przepaści. Nie zasypali jej za życia, nie zdołają tego zmienić po śmierci. Trzeba działać póki ma człek dostęp do łopaty. Zasypywać zamiast dociekać kto ten dół wykopał, kto oddzielił te dwa światy, kto jest temu winien?

Od czego zacząć? Nie wiem... Nie chcę się mądrzyć... Ja zacząłem od zrobienia porządku w szafie i zawiezienia pokaźnego worka do jadłodajni dla ubogich... Powitały mnie ochrypłe od picia głosy - a spodnie jakieś ksiądz przywiózł? Przywiozłem... Dwie pary... Niech się dobrze noszą... Porządne spodnie. Może choć odrobinę okryją twoje życiowe rany...