Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
 
Październik 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Listopad 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30
 
Grudzień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31

precz z urlopami 🙂

2014-02-25


zdj:flickr/courosa/Lic CC
Mili Moi...
Kolejny to już dzień, w którym doświadczyłem dużej radości. Otóż dzisiejszego wieczoru, podczas seminarium naukowego, mój plan rozprawy doktorskiej został zaaprobowany właściwie bez większych zastrzeżeń. Poprawki, które zostały naniesione dotyczyły pojedynczych słów i można je z pewnością uznać za kosmetyczne. Każdy, kto pisał jakąś prace naukową wie, jak ważny i przełomowy to moment. Bo to on decyduje o dalszej pracy, o wyborze lektur, o kolejności ich czytania... Cieszę się okrutnie, ponieważ w swoje naukowe możliwości to ja raczej nie wierzę i bałem się najbardziej, że logika tego planu będzie niewłaściwa, czy że konstrukcja będzie jakoś niespójna. Okazało się, że wszystko w porządku i można spokojnie przystępować do dalszej pracy...

A oprócz tego chodzę dziś i... śpię 🙂 Wczorajsze opóźnienie godziny spoczynku sprawiło, że dziś rano... no nie było łatwo. Ale stwierdziłem, że moje życie duchowe nie może zależeć od tak banalnych kwestii, jak godzina pójścia spać, więc zerwałem się jak każdego poranka. A wtorkowy plan zajęć jest chyba najgorszy z dotychczas obmyślonych przez dziekanat. Polega na tym, że od rana mamy dwie godziny zajęć i dwie godziny przerwy... I tak na zmianę do 19.10. W którejś z tych przerw zasnąłem w studenckiej kawiarence... A koledzy z roku byli tak mili, że mi w tym spaniu nie przeszkadzali...

 Ale cieszę sie, że wstałem, bo Pan w dzisiejszym Słowie postawił mi mocno przed oczami... mnie samego. W jakim sensie? Ano, z jednej strony zdałem sobie sprawę, że w mojej służbie naprawdę nie chodzi o mnie... Bardziej przeczuwam, niż wiem, że to zapomnienie o sobie i oddanie wszystkich sił dla Pana, które obserwujemy w życiu tak wielu świętych, naprawdę jest możliwe. Ulegliśmy psychologicznemu rozmiękczeniu współcześnie i tłumaczymy sami sobie, że nie wolno nam zapominać o sobie, że jesteśmy równie ważni, jak ta nasza służba, a może nawet ważniejsi, bo ona zależy od naszej kondycji. Nie... Ona zależy od Pana... I nasza kondycja zależy od Pana... Nie od naszego wymuskania i dbałości o siebie. Wcale nie od dobrze przeżytego urlopu, czy godziwych chwil wypoczynku... Skupieni na sobie, zapominamy o celu głównym...

A jak ten cel znika z oczu, to pojawiają się cele poboczne... A z nimi rywalizacja... Ale już nie o to, kto ważniejszy (w znaczeniu - kogo Pan Jezus bardziej lubi), ale rywalizacja o to, kto lepiej wypocznie, kto milej spędzi czas, kto będzie miał bardziej szalone wakacje... Albo jeszcze inaczej - kto ma lepszy telefon, kto ma lepszy komputer, a kto ma najlepszy samochód... Tych płaszczyzn rywalizacji może być wiele... Ale prawie nigdy nie dotyczy ona tego, co ważne, o czym pisał na przykład święty Maksymilian, jako o szlachetnej rywalizacji... Żebyśmy starali się stawać coraz lepsi... w świętości...

Stwierdziłem więc dziś, że przez palce chcę patrzeć na te wszystkie zapewnienia o tym, czego potrzebuję, żeby być zdrowym, pięknym (no taki żarcik) i bogatym (tu jeszcze większy żarcik). Najbardziej uszczęśliwiają mnie takie chwile jak te opisane wczoraj. I dla takich chwil warto żyć. Nawet gdybym miał żyć krótko... Swoją drogą, zobaczyłem również jak bardzo Pan mnie nagradza właśnie w tej służbie - tą radością, którą z niej czerpię, owocami, które nieraz pozwala mi zobaczyć... On naprawdę jest dobry...

Z Nim warto... Bo mówi Słowo o Jego mądrości - Kto dla niej wstanie o świcie, ten się nie natrudzi, znajdzie ją bowiem siedzącą u drzwi swoich (Mdr 6,14). Wolę tę Mądrość, niż tę która wciąż podpowiada - czas na urlop... odpocznij nieco...