Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Sierpień 2018
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31
 
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
 
Październik 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Listopad 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30

odpocznij we mnie...

2014-02-01


zdj:flickr/A Perfect Heart/Lic CC
Mili Moi...
No i sesja zakończona... Przepraszam, że wczoraj nie dałem znać, ale goście wyszli baaaardzo późno. Ucieszyłem się, że koledzy się u mnie zeszli, żeby poświętować i zapewniam, że byliśmy grzeczni 🙂 Egzamin? No cóż... Dawno nie czułem się tak spokojny... Musiał się ktoś modlić... To zawsze tak działa... Trochę tez umiałem, no bo sie uczyłem przecież 🙂 Ale pomogły nam niespodziewanie... warunki atmosferyczne. Zdawaliśmy w sali, gdzie temperatura była bliska zeru. Ja w swetrze, habicie i polarze marzłem... A profesor był w samym garniturku i koszulince... Nie zatrzymywał się ani na chwilę... Cały czas był w ruchu. Chyba się bał, że zamarznie... W każdym razie zdawaliśmy w pięciu. Nie obyło się bez zabawnych sytuacji. Profesor zadał jednemu z kolegów pytanie, na które odpowiedź brzmiała "żydzi"... Bidulek nie miał pojęcia, więc chcąc mu pomóc zacząłem "kręcić niewidzialne pejsy"... Oczywiście nie wpadł na pomysł co to mogło być, a kiedy go oświeciłem po egzaminie stwierdził, że był przekonany, że mu pokazuję literę "o" i zaczął szukać słowa na "o"... Matkooooooo 🙂 W każdym razie wszyscy zdaliśmy. "Najgorsza" ocena to 4,5, ale nieskromnie zauważę, że to nie ja ją złapałem 🙂 A dziś po prostu nie wiadomo co ze sobą zrobić... Tyyyyle czasu... I już nic nie trzeba... wszystko można 🙂

A dziś, patrząc na Jezusa uspokajającego wzburzone jezioro, zamarzyło mi się... panowanie. Ale takie, którego nie trzeba się wstydzić - panowanie nad samym sobą. Pomyślałem sobie, że niejednokrotnie moje życie przypomina jezioro Tyberiadzkie, gdzie zmiany pogody są niemal natychmiastowe. Oczywiście myślę o jakiejś mikroskali, bo gdybym powiedział, że jestem całkiem niestabilny, to bym skłamał. Chodzi raczej o to, że sam dla siebie jestem nieraz zagadką. Dlaczego reaguję tak, a nie inaczej; dlaczego coś wywołuje we mnie właśnie takie uczucia, a nie inne; dlaczego pojawiają się we mnie uczucia trudne - złość, agresja, niecierpliwość...? To wszystko są zagadki, które zgłębiam już od dawna. Robię to właśnie po to, aby moje życie mnie nie zaskakiwało i nie zaskakiwało innych. Uczę się lepszego rozumienia samego siebie, aby panować - nad uczuciami, nad zachowaniami, nad słowami... Żeby móc bezpiecznie żeglować. Żeby nie doświadczać takiego przerażenia, jak uczniowie - wobec czegoś, nad czym nie panowali...

Przywykli do Jezusa. A przyzwyczajenie ma to do siebie, że stępia pamięć. Nie pamiętali, że poszli za Nim również dlatego, że widzieli cuda i znaki. Widzieli jak rozprawiał się z demonem, widzieli jak pokonywał choroby. Jednym słowem. A tu... Zapomnieli... A On spał. Gdzie? W bardzo ważnym miejscu... Dopiero niedawno zwrócił mi na to uwagę nasz profesor. Jezus spał przy sterze. Czyli właściwie w najważniejszym miejscu łodzi... Profesor dowodził pięknie, że jeśli Jezus jest przy sterach, to może nawet spać, a i tak jest bezpiecznie...

Od razu przyszła mi do głowy święta Teresa od Dzieciątka Jezus, która zapraszała Jezusa, żeby w jej sercu się wyspał. Nie chciała Go budzić. Chciała, żeby w niej odpoczął... I ja chcę tego samego... Odpocznij we mnie - ważne, żebyś był jak najbliżej steru...