Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31
 
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31

wybieraj...

2014-01-29


zdj:flickr/Muffet/Lic CC
Mili Moi...
No u mnie nuda... Uczę się... Ale opracowałem dobry system... Uczę się blokami. To znaczy - cztery minuty sie uczę, a potem sześć minut odpoczywam przy komputerze 🙂 To daje znakomite efekty. Zdążyłem dziś przeczytać notatki... raz... prawie... No weeeeeeźźźźźccccciiiiieeeee... Jakoś to chyba będzie nie??? A może profesorowi zamarznie to i owo (na przykład płyn do spryskiwaczy) i zaliczy nam jakoś... telefonicznie, albo co...

W każdym razie, to co najważniejsze, czyli spotkanie ze Słowem się dokonało jak zawsze. A od jutra wprowadzam kolejną odsłonę mojego niecnego planu wobec własnego organizmu. To znaczy budzik zostaje nastawiony kolejne piętnaście minut wcześniej. Po to, żeby mieć więcej czasu na Słowo, żeby czytać bez pośpiechu, żeby spotkać się z komentarzem. Skracam czas na sen w dłuższych odstępach czasu, żeby nie doznać szoku 🙂 W każdym razie doskonale wiem, że nie spotkam się ze Słowem w ciągu dnia. I muszę to zrobić rano. Zresztą jest wówczas tak cudownie cicho... Więc od jutra pobudka o 5.00 🙂

 Dziś szczególnie zatrzymał mnie fragment o ziarnie Słowa, które padło na glebę skalistą. Nie zakorzeniło się, bo gleby mu brakowało... Tak znana przypowieść. Co z niej jeszcze można wycisnąć? Ja pomyślałem dziś o wielu ludziach, których spotkałem na swojej drodze i którzy naprawdę z wielką ochotą przyjęli Słowo. Niektórzy uczynili to z udziałem wielkich emocji (co nie znaczy, że pod ich wpływem), niektórzy przeżyli to dużo spokojniej. Ale zdecydowali się przyjąć Słowo. Jezus znalazł w nich dom... Na chwilę...

Nie przyszły na nich straszne prześladowania, nikt nie groził im śmiercią, nie zapadli na jakąś egzotyczną chorobę, nie ukąsił ich wąż. Nie... Po prostu zetknęli się z realiami życia i okazało się, że relacja z Jezusem wymaga. Niewiele, ale jednak - czasu, pamięci, zaangażowania... Tego "paliwa", które stało się ich udziałem, wystarczyło na chwilę. Niczym pięć panien z innej przypowieści nie zadbali o jego uzupełnianie i... Stracili smak. Stracili smak rzeczy Bożych. Bo, proszę ojca, wtedy jak byliśmy na tych rekolekcjach, to wszystko było takie cudowne, porywające, wydawało się takie proste... A dziś już tak nie jest... Szukam tego poczucia, ale go nie odnajduję. Moja modlitwa jak "suche rąbanie razowca", moje czytanie Pisma... hmmm... no nie ma czasu, moje pytanie o wolę Bożą - nie za bardzo... Wszystko zniknęło... Jest jak dawniej...

Trochę już takich smutnych historii przerobiłem. Co do przyczyn - one bywają bardzo różne. Ale zbiegają się zwykle w jednej - braku konsekwencji. Wyobraźnia podsuwa nam czasem przekonanie, że coś w naszym życiu duchowym "zrobi się samo". Tymczasem fakt, że wszystko jest łaską, nie oznacza, że z tą łaską nie trzeba współpracować. Przyjąć i odpowiedzieć na nią każdy może i musi osobiście.

Sam to tylko chleb pleśnieje... Ja musze wybierać. Albo Słowo, albo 15 minut dłużej śpię... Albo Słowo, albo oglądając telewizor zasypiam przed nim. Albo Słowo, albo idę na kręgle szósty raz w tym tygodniu. Albo Słowo, albo pijemy w sobotę... Albo Słowo, albo... (usłysz w swoim własnym sercu tę alternatywę).

I... wybieraj!