Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Sierpień 2018
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31
 
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30

żadnej okazji...

2014-01-19


zdj:flickr/Nicole/Lic CC
Mili Moi...
 No i jestem w Gdańsku na rekolekcjach... Błogosławię Pana za ten czas. Ja po prostu odżywam, jak mam do czynienia z młodymi ludźmi spragnionymi Boga. A tacy właśnie tu przyjechali. I choć to młoda młodzież (bo głównie ze szkół średnich), to ich entuzjazm, z jakim chcą wchodzić w świat wiary mnie również porywa. W takich sytuacjach mógłbym rzeczywiście nie jeść i nie spać, byle ten ich głód Boga zaspokoić. Wtedy czuję się naprawdę narzędziem Jego mocy i łaski. Nie wtedy, kiedy siedzę w książkach i pisze nikomu niepotrzebne artykuły 🙂 Narzędzie powinno pracować w rękach Stwórcy... I wczoraj rzeczywiście poczułem się spracowany...

Robimy tu taką ewangelizację w skrócie. Wczoraj dzień Miłości Bożej, jej dotknięć, dzień uzdrowienia. Wieczorem przeżyliśmy nabożeństwo, w którym błagałem cała mocą mojego kapłańskiego serca, żeby Pan Jezus dotykał ich zranionych serc. Przy czym po raz kolejny zobaczyłem jak bardzo każdemu z nas potrzeba być przyjętym, zaakceptowanym, ukochanym... Nasze serce zamienia się w wosk, kiedy słyszymy o tej niepojętej miłości samego Boga, z którą On ku nam wychodzi... Nie będę pisał o ich przeżyciach, jeśli zechcą to napiszą tu o nich sami. Ja natomiast jak zawsze przeżyłem to bardzo... Wszedłem w to całym moim wewnętrznym i zewnętrznym światem. Czułem niemal namacalnie jak ta Boża miłość przepływa przez moje dłonie. Czułem się wręcz porwany przez nią. Ona mnie wewnętrznie poruszała i prowadziła do fali nieprawdopodobnego współodczuwania z nimi tych cierpień, które mi przynosili. Po tym nabożeństwie, które przeżyliśmy wspólnie, ja czułem się jakbym przerzucił tonę węgla, jakbym zdejmował z nich wielkie ciężary i zanosił je Jezusowi, choć to raczej On je zdejmował, może przy moim niewielkim udziale... Wylanymi łzami można by pewnie napełnić niejeden flakon. Ufam, że były to potrzebne łzy uwolnienia i tęsknoty za Tym, który nigdy nie zawodzi i przychodzi zawsze, kiedy Go wzywamy...

Dziś mamy dzień wyboru. Jeśli się zdecydują, to Pan wkroczy w ich życie z cała mocą, przemieni ich. Zawsze czyni to bowiem na podstawie naszej świadomej decyzji. Zdążyłem im już nakreślić piękne konsekwencje tej decyzji, nie kryłem też trudności na jakie napotkają, bo i te muszą znać. Obecnie medytują nad Piotrem, który był tak blisko Jezusa, a nie umiał Go wyznać, kiedy nadeszła jego pora. Mimo wcześniejszych szalonych i gorliwych deklaracji... W tym temacie bardzo pomocne okazują się świadectwa samych sióstr zakonnych, które opowiadają o tym, jak Jezus przemienił ich życie, kiedy Mu rzeczywiście zaufały. Nikt przeciez nie rodzi się zakonnikiem, czy siostrą zakonną. mamy swoją historię. Czasem dość burzliwą... Wiara rodzi się ze słuchania...

 Dziś natomiast j sam wpatruję się w Jana, który żył, aby zaświadczyć... Pomyślałem sobie ile okazji ja sam zmarnowałem, ile sytuacji, w których mogłem zaświadczyć. Moje życie przecież jest również życiem świadka. Zawsze mnie mocno śmieszy, kiedy ktoś mi życzy wszystkiego dobrego w życiu osobistym i zakonnym. Nie ma życia osobistego! Moje życie osobiste zostało oddane Jezusowi, On je sobie wziął, On mnie zechciał... Wczoraj oglądaliśmy film "October baby" o młodej kobiecie, która przeżyła nieudaną próbę aborcji i została adoptowana. kiedy się o tym dowiaduje, próbuje szukać swojej tożsamości. Piękny film, każdemu polecam... Pod koniec zwraca się do swojego adopcyjnego ojca - dziękuję... On pyta - za co? Ona zaś mówi - za to, że mnie chcecie... Ja dzisiaj to samo mówię mojemu Jezusowi - dziękuję Ci za to, że mnie zechciałeś, że wziąłeś dla siebie moje życie, że nadałeś mu taki, a nie inny cel, sens, kierunek...

Próbuję sobie wyobrazić radość Jana, kiedy odkrywa, że to Jezus jest Mesjaszem. Ile to musi rodzić w nim entuzjazmu, gorliwości... Nie marnuje już pewnie żadnej okazji, żeby o tym mówić. Wcześniej Go nie znał, ale poznał... A ja? Tak długo już Go znam, tak długo... I mam Go zanieść światu, który na Niego wcale nie czeka... Nie ma czasu do stracenia... Nie mogę zmarnować żadnej okazji... Żadnej!