Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31
 
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31

może przyjdzie taki dzień...

2013-10-26





źródło - You Tube


Mili Moi...
Wczorajszym popołudniem przechadzałem sie po Lublinie załatwiając jeszcze kilka spraw przed wyjazdem, a tu nagle podchodzi do mnie jakaś młodzież i wręcza mi ulotkę z zaproszeniem na wieczorny koncert. Patrzę, czytam - Panny Wyklęte. Znam ten projekt, wiele razy natknąłem się na pozytywne recenzje w internecie, ale dlaczegóż nie wiedziałem, że grają w Lublinie? Kiedy wróciłem do domu, natychmiast wrzuciłem w wyszukiwarkę i okazało się, że dziesiątki stron o tym informowały. Ja już chyba jestem zupełnie niewidomy... W każdym razie biegusiem po bilet (a właściwie bilety, bo takie wydarzenia to tylko w towarzystwie) no i wieczorem zająłem koszmarnie niewygodne miejsce w sportowej hali Globus. Koncert poruszający, choć w języku muzycznym niestety mało dla mnie zrozumiałym. Ale nie brakło perełek, po których nie chciało się przestać klaskać. Na trybunach ogromnie dużo młodzieży o jasno określonych przekonaniach. Okazało się to w chwili, kiedy witano media. Wśród przywitanych znalazła się pani redaktor naczelna lubelskiej GW. Przywitały ją głośne buczenia i gwizdy. Jeśli chodzi o wykonawców (a właściwie wykonawczynie), to samo nauczenie się ich pseudonimów scenicznych graniczyłoby dla mnie z cudem, ale sposób bycia tych młodych przecież kobiet, również skłania do refleksji. Wiele z nich dedykowało swój śpiew konkretnym Pannom Wyklętym, czy też Wyklętym Żołnierzom. Wytwarzało to wręcz metafizyczną atmosferę, w której oni byli obecni. Piękny wieczór...

A dziś ruszam już do Warszawki. Tam nocleg i o poranku wylot do Tel Awiwu. Ale dzisiejsze spotkanie ze Słowem postawiło przede mną dwa tematy. Wstawiennictwo i duchową bezpłodność. Wyobraziłem sobie to drzewo figowe, które jest piękne, kształtne, rozłożyste, ale zupełnie bezowocne. I pierwsza myśl pobiegła ku wszelkim "szumom duszpasterskim". Czy nie jest czasami tak, że robimy akcję, która przypomina szumiące drzewo figowe, ale tak naprawdę jej owocność jest znikoma? Z wielu względów. Może dlatego, że duszpasterz bardziej skupiony na sobie i własnym sukcesie, może dlatego, że ważniejszy jest swoisty show, niż ludzkie dusze, może zamiast na dobrym nauczaniu skupiono sie bardziej n oprawie muzycznej. Można gdybać. I daleki jestem od wydawania sądów w tej sprawie. Jednakowoż sam nad sobą i swoją działalnością duszpasterską się zastanowiłem. Czy na końcu czasów Pan będzie mógł ze mną rozmawiać o owocach, a nie będziemy wspólnie, bezradnie przeglądać pięknego skądinąd, liściastego drzewa w ich poszukiwaniu? Oczywiście do wielu duchowych owoców swojej działalności nie mam dziś dostępu, i to jest słuszne i właściwe. Ale zawsze i nade wszystko powinno mi zależeć na tym, żeby je rodzić, a nie zachwycać się swoim listowiem... Na Boga! Wszak nawet ono nie jest moją zasługą, ale właśnie Tego, który jest ostatecznym właścicielem drzewa, winnicy, wszystkiego...

 Tym bardziej ucieszyłem się dziś ze wstawienników, którzy niczym ogrodnik proszą Pana o cierpliwość nade mną. Być może dzięki nim wciąż mam szansę na nawrócenie. A wiem, że są tacy ludzie, którzy modlą się za mnie, o moją świętość, o świętość mojego kapłaństwa. I dziś znów jest okazja, żeby im wszystkim za to podziękować. To wielka rzecz. A dla mnie chyba największy z możliwych darów. Sam jednak zdałem sobie sprawę, że mam w życiu takie osoby, wobec których na takie wstawiennistwo mnie nie stać, bo ich nie kocham, nie umiem kochać. Nie ma ich może zbyt wiele, ale są. I samo to jest dla mnie przykre. Modlę się dziś o życzliwość dla nich, o taką miłość w sercu, której źródłem może być tylko sam Pan, bo ja jej w sobie wzbudzić nie potrafię. To jest ta szczególna miłość - do nieprzyjaciół, która ma nas wyróżniać z pogańskiego świata. Wobec każdego jest nadzieja na przemianę. Bóg ją ma... A ja mam tylko w tę Jego nadzieję wejść i Mu towarzyszyć. Prosić o cierpliwość, bo być może przyjdzie taki dzień, kiedy i oni Go spotkają w swoim życiu, a On ich przemieni... I może kiedyś wspólnie będziemy się cieszyć naszymi owocami. Ja ich, a oni moimi... Może przyjdzie taki dzień...