Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Listopad 2017
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30
 
Grudzień 2017
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
 
Styczeń 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28

nie pozwól upaść Słowu...

2013-10-08

IMG_9139 (Custom).JPG

Mili Moi...

Ślepy się robię... Nie mogę przeczytać małych literek, oczy mi łzawią, na ulicy ludzi nie poznaję... Postanowiłem więc wybrać się do okulisty... Ale okazało się to wcale nie takie proste. Wielkie miasto, a do specjalisty (na prywatną rzecz jasna wizytę) z ulicy się człowiek nie dostanie. O czym to świadczy? Ano o tym, że ludzie nie chcą czekać w wielomiesięcznych kolejkach i wydają górę forsy na leczenie, mimo że przecież drugą górę już zapłacili za ubezpieczenie. I to zasmuca. Bo te wizyty naprawdę nie są tanie i wiedzą o tym wszyscy, którzy musieli je sobie w ostatnim czasie zafundować. Wreszcie udało mi się znaleźć jakieś miejsce, gdzie zostałem przyjęty. Oczywiście okazało się, że te okulary, które mam na nosie, to o kant stołu potłuc, bo rzeczywiście nie korygują mojego wzroku. Tak kończą się wizyty u przygodnych optometrystów w salonach i takie tam sobie badania komputerowe wzroku. Niestety jestem tego przykładem - chodzę od dwóch lat w źle dobranych okularach, co odczuwam od dłuższego czasu. No ale zmiana dopiero za tydzień, bo wczoraj tylko różnorodne badania z zakrapianiem oczu włącznie, więc nie można było dobierać szkieł. Niemniej pani mnie rozbawiła, bo stwierdziła, że to już taki wiek - i z czym mój organizm do tej pory jakoś sobie radził (innymi słowy - co przede mną ukrywał), to teraz będzie wychodziło na wierzch i niestety oczy między innymi będą dawały o sobie znać... Poczułem się więc... jak na TAKI wiek przystało 🙂

A dziś Pan mnie obficie obdarował Słowem podczas porannej medytacji. Najpierw porwała mnie taka tęsknota, za zrozumieniem... Codziennie spotykam się ze Słowem i widzę tego wartość (choć również dziś zadawałem sobie pytanie o rzeczywisty wpływ medytacji Słowa na moje życie), ale mam w sercu ciągle takie marzenie, żeby wydobywać więcej, żeby słyszeć bardziej, żeby rozumieć lepiej, żeby widzieć natychmiast związek Słowa z moim życiem. To czasem jest dla mnie trudne, jak dla każdego pewnie. Usłyszeć co Pan mówi DO MNIE. Czego oczekuje ODE MNIE. W jaki sposób MNIE chce poprowadzić. Żeby nie tworzyć pięknych teorii na potrzeby głoszenia homilii, czy kazań, ale żeby samemu się w tej Bożej prawdzie zanurzyć. I tym tęsknotom pozwoliłem dziś wypłynąć. A potem spotkałem się z Marią, która jakby trochę straciła kontakt z rzeczywistością, dla której przestało się liczyć cokolwiek ze świata zewnętrznego, kiedy pojawił się Mistrz. Nie pozwala upaść żadnemu Jego słowu. Każde ma wartość. Wszystko może poczekać. Nie można tracić żadnej okazji... Trzeba słuchać... Pomyślałem sobie, że wielokrotnie byłem zawstydzony gotowością moich świeckich przyjaciół do słuchania. Ileż to razy ze zdumieniem patrzyłem na ludzi, którzy wychodzili rozczarowani z Eucharystii, bo nie było kazania... A oni mają głód słuchania... I pomyślałem dziś o sobie. Wiele razy mówiłem, że jestem wymagającym słuchaczem, a im dłużej głoszę, a teraz jeszcze - im więcej wiem, tym trudniej zaakceptować mi bylejakość w tym względzie. Bo wiem, że im większe zaangażowanie kaznodziei, tym większa skuteczność. Pan wchodzi w ludzkie siły i je pomnaża. Nie z naszej mocy więc ta skuteczność, ale z Niego. Czy jednak może ją również okazywać w perspektywie lenistwa, bylejakości, braku zaangażowania? Pewnie może, wszak dla Niego nie ma nic niemożliwego. Ale czy czyni to chętnie? Niemniej pomyślałem dziś sobie, że muszę bardziej słuchać, bo nawet jeśli jest, jak jest, to może i w tym, co słabe Pan chce do mnie mówić, a ja poprzez wyśrubowane oczekiwania nie korzystam z tego, z czego skorzystać mógłbym. Nawet w tej biedzie trzeba szukać ziaren Bożego Słowa, bo on tam z pewnością są. Jeszcze bardziej słuchać... A tak mało mam okazji...

Potem spotkałem się z Martą. I zobaczyłem ciekawą rzecz. Niby pięknie służy, niby okazuje całą serdeczność, na jaką było stać ludzi Wschodu, ale w pewnej chwili traci cierpliwość i się złości... Czy Ci to obojętne? Powiedz jej coś... Wy sobie tak tu siedzicie, a robota się sama nie zrobi... Pomyślałem sobie o całej tendencji, którą coraz częściej obserwuję, zarówno wśród duchownych, jak i świeckich... Nie ma czasu na Słowo. Bo jest tyle do zrobienia. Rekolekcje??? Nie ma czasu... Jeśli już przymus - to oby jak najkrótsze... Jak już na nie pojadę, to niech te nauki będą jak najkrótsze, bo człowiek musi się wyspać, na spacerki pochodzić. Czasem mnie to śmieszy, ale jest to raczej śmiech przez łzy... Tak nie można... Naprawdę... Jezus dziś koryguje te nieporozumienia... Marto, Marto... Nie pozbawiaj się Słowa. Bo to z niego płynie siła do robienia czegokolwiek, bo to ono daje motyw, bo to ono wskazuje drogę, bo to w Nim ukryta jest tajemnica odwiecznej miłości, wybrania, w nim pociecha i umocnienie... Nie daj mu upaść na ziemię. nie uroń ani jednego... Zbieraj i rozważaj... I pamiętaj - wszystko może poczekać... Gdy wybrzmiewa Słowo...

A wczoraj zadzwoniły siostry betanki i poprosiły nie tylko o dni skupienia w dwóch swoich pobliskich domach, ale również o regularną spowiedź ich młodzieży zakonnej. No i nowe zadanie się szykuje. Formacja sumienia młodziutkich kandydatek do życia zakonnego to odpowiedzialne. Ale również motywujące, piękne, fascynujące... Trochę więc nowości przede mną...