Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28
 
Marzec 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31
 
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31

musisz nauczyć się kochać...

2013-10-01

IMG_9194 (Custom).JPG

Mili Moi...

No i stało się 🙂 Wróciłem do kraju... Nie bez przygód rzecz jasna... Kiedy w niedzielę dotarliśmy na lotnisko, niemal cztery godziny przed odlotem, już wyświetlała się informacja, że mój samolot jest opóźniony o półtorej godziny. Nie za wesoło, zważywszy, że miałem tylko 50 minut na przesiadkę w Wiedniu. Musiałem więc udać się do stoiska transferowego i tam sympatyczna pani rozpoczęła poszukiwania nowego, innego, lepszego połączenia... Po dwudziestu minutach dowiedziałem się, że polecę przez Zurich i będę w Warszawie tylko godzinę później, niż przewidywał plan pierwotny. Uszczęśliwiony wypiłem jeszcze kawkę z przyjaciółmi i wyruszyłem. Na lotnisku w Zurichu miałem przesiadkę i tylko jedno kołaczące się w głowie pytanie - dlaczego większość ludzi chodzi w płaszczach, kurtkach, a niektórzy nawet w szalikach. Zrozumiałem w Warszawie, gdy wyszedłem przed budynek lotniska... Moje sandałki na bosych stopach i krótkie spodenki pod habitem z pewnością nie przystawały do aktualnie panującej pogody 🙂

Dziś już pierwszy dzień na uczelni. Od 10 do 18... Nieźle... Ale nawet nie jestem bardzo zmęczony, choć było już dość pracowicie... No i już pierwsze zadania domowe... Nie ma zmiłuj 🙂 Ale dobrze... Wreszcie koniec wakacji i jest tak, jak być powinno 🙂

A Słowo mnie dziś poprowadziło po raz kolejny ku badaniu poziomów miłości. Zwłaszcza do świata, który mnie otacza. Wobec tych różnych wydarzeń, których pełne są media, a którymi ja raczej nie żyję, bo nie sądzę, żeby przyniosło mi to jakąś korzyść - mam na myśli cały szereg wydarzeń począwszy od polskiego sejmu, a skończywszy na Kościele jako siedlisku pedofilów, mam takie jedno przekonanie, którym coraz częściej się dzielę. Ten świat, moim skromnym zdaniem, zmierza do samozagłady... i nieustannie przyspiesza. Z jakąś szaloną konsekwencją dokonuje się zniszczenia wszystkiego, co ma rzeczywistą wartość - od życia począwszy, a na duchowości skończywszy. I dziś postawiłem sobie pytanie - czy mi tego świata żal? Czy mam w sobie taki poziom miłości, że zależy mi naprawdę na tym, żeby ten samobójczy pęd zatrzymać? Nie umiem odpowiedzieć jednoznacznie na to pytanie... Modlę się, żebym miał siłę kochać... Ale wiele razy stoję przed pokusą, aby, niczym uczniowie z dzisiejszej Ewangelii, pytać Jezusa - czy nie lepiej, żebyś to wszystko zniszczył? Może tak jak w Sodomie i Gomorze - nadszedł już czas, żebyś uporządkował pewne sprawy ostatecznie? Nie modlę się i nigdy nie modliłem się o zniszczenie świata, czy o zagładę ludzkości, nie... Ale czasem pojawia się myśl - przyjdź Panie Jezu! - dość już zabijania, krzywdzenia, poniewierania człowiekiem... I w zasadzie nic by nie było w tym złego - wszak jest to wołanie Kościoła od zawsze - Marana Tha... Przyjdź Panie Jezu! Tylko czuję wyraźnie, że ta moja myśl nie jest podyktowana miłością, ale, podobnie jak u Jakuba i Jana - pragnieniem zemsty... Przyjdź i im wszystkim pokaż... Tym wszystkim...

A Jezus konsekwentnie - nie... To nieewangeliczne... Tak nie wolno. Podobnie jak nie pozwolił uczniom wzywać "ognia", który miał zniszczyć niegościnne miasteczko, tak i do mojego serca mówi - nie tak... Musisz się nauczyć kochać. Musi ci zacząć na nich wszystkich zależeć. Zwłaszcza na tych najbardziej zagubionych, na tych najbardziej agresywnych, na tych najniebezpieczniejszych, na tych, którzy krzywdzą najbardziej... tych, których kochać już umiesz... Trudna szkoła... Łatwiej jest odwrócić się na pięcie i wzgardzić tym światem... Ale to nie tak... Jezus nie zrezygnował... Do końca...

 PS. A z bardzo przyziemnych rzeczy... Na zakończenie... Właśnie zrealizowałem marzenie, które miałem od miesiąca, a na Malcie nie było możliwe do zrealizowania - zjeść świeżą bułeczkę z pasztetową 🙂 mała rzecz, a cieszy 🙂