Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Listopad 2017
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30
 
Grudzień 2017
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
 
Styczeń 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28

każdy wschód słońca Ciebie zapowiada...

2013-08-30

IMG_20130828_060143 (Custom).jpg

Mili Moi...

Szczęśliwie powróciłem do Lublina. Jak przewidywałem, w Mikoszewie sieci ani widu, ani słychu, więc byłem kilka dni prawie całkiem odcięty 🙂 Może mi to i nie zaszkodziło... W Lublinie właściwie dwa dni przerwy, a szkoda, bo juz się stęskniłem za tym miejscem i rad byłbym spędzić tu więcej czasu. Tak naprawdę byłbym gotów siedzieć tu przez cały wrzesień z książeczką w ręku, na własnej kanapie, we własnym pokoju... Ale nie... Zachciało mi się przygód, to będą przygody 🙂 W niedzielę wylatuję na dawno planowaną Maltę, aby uczyć się tam przez miesiąc języka an(g)ielskiego (on dla mnie trochę anielski, to znaczy niepojęty). Siedzę więc i obmyślam co muszę ze sobą zabrać i czy na pewno muszę. Drukuję sobie różne mapki, adresy, rozkłady jazdy autobusów... No planuję. I jest to w jakiejś mierze fascynujące i na pewno się cieszę, choć, jak zawsze trochę przytłacza mnie świadomość, że będę tam sam... W każdym razie jutro do Warszawki, do gościnnych orionistów. Nocujemy i fruuu 🙂

W Mikoszewie piękne rekolekcje dla moich przyjaciół z Gdańska, z których Pan Bóg, posługując się moim głoszeniem, stworzył śliczną wspólnotkę... Skończyły się duchowe pieszczoty i tym razem mocne uderzenie - rekolekcje ze świętym Piotrem. Kto go trochę zna, ten wie, że nie jest to łatwa postać. Trzy medytacje dziennie sprawiły, że moi uczestnicy zostali właściwie przemaglowani Słowem Bożym. Patrzyłem z zachwytem jak się mocują, szamoczą, walczą, zmagają... Piękne obrazki prawdziwego życia chrześcijańskiego. A świadectwa na koniec wyciskały łzy z oczy... I mam radość. Dla mnie największą nagrodą jest patrzeć jak łaska działa w sercach człowieczych. I po raz kolejny miałem tę szansę...

Odezwę się pewnie już z Birkirkary (miasta, gdzie się zatrzymuję). Mam mieć tam dostęp do internetu za jedyne 10 euro tygodniowo, więc chyba zaszaleję. Jeśli więc wyląduję tyle samo razy, ile wzniosę się w górę, to w niedzielę pewnie się tu znów pojawię. A na razie Psalm 128... Kontynuujemy nasze medytacje...

1 Szczęśliwy każdy, kto boi się Pana,

 który chodzi Jego drogami!

2 Bo z pracy rąk swoich będziesz pożywał,

 będziesz szczęśliwy i dobrze ci będzie.

3 Małżonka twoja jak płodny szczep winny

 we wnętrzu twojego domu.

 Synowie twoi jak sadzonki oliwki

 dokoła twojego stołu.

4 Oto takie błogosławieństwo dla męża,

 który boi się Pana.

5 Niechaj cię Pan błogosławi z Syjonu,

 oglądaj pomyślność Jeruzalem

 przez całe swe życie.

6 Oglądaj dzieci twoich synów.

 Pokój nad Izraelem!

Szczęśliwy kto boi się Pana i kto chodzi Jego drogami. Czy skoro Bóg kocha nas tak mocno, to rzeczywiście musimy się Go bać? O jaki rodzaj lęku tu chodzi? Dar bojaźni Bożej to nie strach przed Bogiem, nie lęk przed Jego karą, który zmusza mnie do powstrzymania się od czynienia zła. Dar bojaźni Bożej jest ściśle połączony z pojmowaniem miłości. Ja obawiam się, aby Temu, którego kocham nie uczynić przykrości.

 

To nie lęk, który paraliżuje, ile raczej obawa, która motywuje do zmiany postępowania. Ten dar przynosi głębszą świadomość tego kim jest Bóg, a kim jestem ja. Uzmysławia mi jak nieskończoną obrazą dobroci Bożej jest każdy mój grzech. Rodzi on we mnie szacunek do Boga i powściągliwość. Staje się drogą pogłębiania wiary.

 

Bojaźń Boża jest wyrazem traktowania Boga na poważnie, jest dowodem wierzenia nie tylko w Boga, ale również Bogu, Jego Słowu. Czasem bowiem wiara w Boga nie pociąga za sobą żadnych konsekwencji dla życia. Bojaźń pozwala widzieć wyraźniej moc Boga, Jego mądrość i oczekiwania, które ma wobec stworzenia. Część z nich wszczepił w ten świat, a pozostałe objawił w swoim Słowie.

 

Bojaźń to niepokój o coś dla mnie naprawdę ważnego. Domaga się ona czujności. Czuwać, to strzec wielkiego dobra, czuwać to troszczyć się z miłości. Bać się Boga, to czuwać nad Jego obecnością w moim życiu. Czuwać nad tym, żeby On rzeczywiście był na pierwszym miejscu, żeby On zasiadł na tronie mojego życia. A to domaga się strącenia innych bożków z tego tronu. A może domaga się rzeczy najtrudniejszej - strącenia mnie samego z tronu mojego życia. Bóg zasługuje na pierwsze miejsce, bo każde inne jakoś Mu uwłacza. A jeśli pierwsze miejsce w moim życiu jest zajęte przez kogoś, lub coś innego, niż Bóg, to powstaje pytanie - co jest moim bogiem?

 

Jeśli chcę, aby rzeczywiście Pan stawał na pierwszym miejscu w moim życiu, potrzebuję zachwytu. To jest początek. Zachwyt pięknem Boga, także tym wcielonym w świat, zachwyt Jego mądrością i dobrocią, zachwyt Jego miłością wprowadzają mnie w przestrzeń bojaźni, która, jak powie Psalmista w Psalmie 111, jest początkiem mądrości.

 

Człowiek prawdziwie wierzący, to człowiek prawdziwie mądry, który widzi Boga. Nie twarzą w twarz, bo żyjąc tu na ziemi to niemożliwe, ale widzi Go w potędze Jego działania, widzi Go w Jego dziełach, potrafi mądrze interpretować świat i swoją historię na tym świecie.

 

Pascal pisał: "Pierwszą rzeczą, jaką Bóg obdarza duszę, którą naprawdę tknąć raczy jest zgoła niezwyczajna zdolność poznawania i widzenia sprawiająca, że dusza rozważa rzeczy i samą siebie w zupełnie nowy sposób. To nowe światło budzi w niej lęk (bojaźń) i przynosi jej niepokój niwecząc pociechy, które dawały jej to wszystko, w czym znajdowała upodobanie" (O nawróceniu grzesznika w: Rozprawy i listy). Czyli jednak jakieś zmiany?

 

Ich natura polega głównie na tym, że człowieka przestają bawić to, co do tej pory wydawało mu się najwspanialsze i najradośniejsze. A cele, które sobie do tej pory stawiał i które wydawały mu się najważniejsze, zaczynają się jawić jako mdłe i szare.

 

Bojaźń Boża każe, zmusza mnie więc do postawienia sobie pytania - gdzie jest Bóg w moim życiu, jakie jest Jego miejsce? Ale także - co jest dla mnie najważniejsze i jakimi troskami ja żyję? Bo może pochłonięty sprawami tego życia, zupełnie nie troszczę się, zapominam o życiu wiecznym, które z ręki Boga otrzymuję...

 

To jest chyba kolejny etap przeżywania bojaźni Bożej - uświadamiam sobie wzniosłość powołania, którym Bóg mnie obdarzył, uświadamiam sobie dar życia wiecznego, którym Bóg chce mnie obdarzyć...

 

Dziś Psalmista właśnie to obiecuje bojącym się Pana - szczęście rodzinne i wielodzietność są wyraźny  znakiem Bożego błogosławieństwa. Życie wieczne, które wówczas rozumiano jako przedłużenie życia w potomstwie. Wieczność, która rozpoczyna się już w tym życiu.

 

Ale czy to nie jest jakaś sielanka, utopia, baśń? Poza tym, czy to nie wygląda trochę tak, jakby Pan Bóg płacił tym, którzy będą pokorni, sprawiedliwi i uniżeni? Taki trochę handel wymienny...

 

W świetle tego, co powiedzieliśmy do tej pory raczej nie. Chodzi raczej o gotowość serca, które dopiero kiedy jest oczyszczone, to znaczy, kiedy jest w stanie naprawdę otworzyć się na Bożą obecność, może doświadczyć Bożego błogosławieństwa. Co przyszło by nam i Bogu z tego, gdyby okazywał nam swoją nadzwyczajną łaskę i obecność w sytuacji, kiedy nie bylibyśmy w stanie tych łask z Nim związać. Zostałyby one niejako przez nas zmarnowane, nie podjęte.

 

Bóg najpierw musi nas doprowadzić do zrozumienia tego, co w życiu naprawdę ważne, o co Jemu tak naprawdę w naszym życiu chodzi, a dopiero wówczas może nam błogosławić, dopiero wówczas będziemy bowiem rozumieli z czyjej ręki otrzymaliśmy te dobra.

 

Spokojne życie nie jest mrzonką. Bóg naprawdę chce nas uszczęśliwić, w co my nieustannie wątpimy, podejrzewając Go o jakieś złośliwe zamiary, które miałyby prowadzić do ustawicznego utrudniania nam życia. A może warto spojrzeć na to od innej strony. Być może ono jest tak strasznie trudne, bo Bóg ciągle nie zajmuje w nim pierwszego miejsca, bo ciągle jest tylko dodatkiem do życia, takim "kwiatkiem do kożucha"

 

Być może ciągle nie umiesz się zdecydować, aby Bóg stał się istotą twojego życia. Być może nie umiesz sobie tego wyobrazić, bo wydaje ci się, że tylko księża i siostry zakonne są wezwane do całkowitego oddania, związania życia z Bogiem, a szary chrześcijanin nie tylko nie musi, ale nawet nie może tego osiągnąć.

 

Być może zupełnie sobie tego nie wyobrażasz w swojej codzienności, nie wiesz w jaki sposób Bóg mógłby przenikać każdą czynność, być obecny w każdym spotkaniu, dominować w twojej rzeczywistości. Być może kurczowo trzymasz się tronu twojego życia bojąc się stracić kontrolę, być może bronisz się przed Bogiem, bo sądzisz, że On chce ci coś zabrać, że chce cię skazać na przeraźliwie nudne życie, że Jego oczekiwania są stanowczo za wysokie...

 

Częstym zarzutem, który słyszę w tym momencie, a raczej taką desperacką próbą obrony przed pomysłem wyboru Boga jako jedynego fundamentu mojego życia jest wciąż nierozwiązana kwestia powodzenia nieprawych... Przecież praktyka życia zdaje się nie potwierdzać tego, co mówiłem do tej pory. Przecież najbardziej wierzący wcale nie wyglądają na najszczęśliwszych, a ci daleko od Boga opływają we wszystko...

 

Tak w istocie bywa i jest to pewna tajemnica. Pewną wskazówką może być intuicja św. Maksymiliana, który powiadał, że Bóg kocha wszystkich ogromną miłością i widząc, że życie człowieka nie zmierza ku wiecznej szczęśliwości, że człowiek nie stara się o wieczne zbawienie, Bóg stara się takiego człowieka uszczęśliwić już tu na ziemi, z obawy, że ten nie zazna szczęścia wiecznego...

Wierzący zaś.... Pisze o nich Paweł...

8 Zewsząd znosimy cierpienia, lecz nie poddajemy się zwątpieniu; żyjemy w niedostatku, lecz nie rozpaczamy; 9 znosimy prześladowania, lecz nie czujemy się osamotnieni, obalają nas na ziemię, lecz nie giniemy. 10 Nosimy nieustannie w ciele naszym konanie Jezusa, aby życie Jezusa objawiło się w naszym ciele. 11 Ciągle bowiem jesteśmy wydawani na śmierć z powodu Jezusa, aby życie Jezusa objawiło się w naszym śmiertelnym ciele. 2Kor 4, 8-11

 

4 okazujemy się sługami Boga przez wszystko: przez wielką cierpliwość, wśród utrapień, przeciwności i ucisków, 5 w chłostach , więzieniach, podczas rozruchów, w trudach, nocnych czuwaniach i w postach, 6 przez czystość i umiejętność, przez wielkoduszność i łagodność, przez [objawy] Ducha Świętego i miłość nieobłudną, 7 przez głoszenie prawdy i moc Bożą, przez oręż sprawiedliwości zaczepny i obronny, 8 wśród czci i pohańbienia, przez dobrą sławę i zniesławienie. Uchodzący za oszustów, a przecież prawdomówni, niby nieznani, a przecież dobrze znani, 9 niby umierający, a oto żyjemy, jakby karceni, lecz nie uśmiercani, 10 jakby smutni, lecz zawsze radośni, jakby ubodzy, a jednak wzbogacający wielu, jako ci, którzy nic nie mają, a posiadają wszystko. 2Kor 6, 4-10

 

8 Dlatego trzykrotnie prosiłem Pana, aby odszedł ode mnie, 9 lecz [Pan] mi powiedział: "Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali". Najchętniej więc będę się chlubił z moich słabości, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa. 10 Dlatego mam upodobanie w moich słabościach, w obelgach, w niedostatkach, w prześladowaniach, w uciskach z powodu Chrystusa. Albowiem ilekroć niedomagam, tylekroć jestem mocny. 2Kor 12, 8-10

 

Paweł dowodzi, że nigdy, przenigdy nie chciałby zmienić swojego życia, bo dla Chrystusa wszystko uznał za śmieci. Mimo osobistego cierpienia, o którym wspomina doświadcza ogromnej radości przebywania z Panem, bo tak uszczęśliwiać potrafi tylko Bóg. Jest to jeden z paradoksów wiary, który jest niemożliwy do wytłumaczenia.

 

Ale Słowo niewątpliwie prowokuje nas do podjęcia decyzji. Ona jest ważna, a dotyczy tego, kto będzie stał na pierwszym miejscu w moim życiu. Może podejmowałeś tę decyzję już wielokrotnie ogłaszając ją światu, a może nigdy dotąd o tym nie myślałeś.

 

To jest niesłychanie ważne, żeby Bóg dowiedział się z twoich ust, że wybierasz Jezusa na jedynego Pana. Oczywiście jeśli rzeczywiście tego chcesz. To musi być decyzja dojrzała...

 

Z podziwem patrzyłem na piętnastolatków w Ameryce, którzy przed takim wyznanie mówili - ojcze, ja to musze przemyśleć, bo nie chcę rzucać słów na wiatr, chcę żyć tak jak mówię...

 

Zadanie na dziś - przemyśl kto lub co jest na pierwszym miejscu w twoim życiu i dlaczego. Czy jest to rzeczywiście Bóg? Być może dziś poczujesz się zaproszony/a do wyboru Jezusa Panem swojego życia, być może Pan zaprasza cię do ponowienia tego wyboru, którego już kiedyś dokonałeś/aś.

 

Wieczorem zrobimy to wspólnie... Zapewniam cię, że to jest prawdziwy przełom w życiu, po którym już nic nie wygląda tak samo...

 

JEZU, wierzę w twoje zmartwychwstanie. Bóg Cię uwielbił, Napełnił Cię Duchem Świętym i dał Ci Imię, które jest ponad wszelkim imieniem.

      Klękam przed Tobą na znak, że uznaję Cię Panem, moim Panem: właścicielem całego mojego życia i poddaję się całkowicie Tobie i Twojej świętej woli, abyś uczynił ze mną to, co chcesz.

 

      Nie chcę już więcej być centrum swojego życia. Panie, Ty przejmij kierowanie. Uczyń, abym pragnął i robił to, co Ty chcesz. Powierzam Ci całego siebie. Chcę być Twój, tylko Twój i niczyj więcej.

 

      Ogłaszam Cię Panem mojego życia, moim jedynym Panem. Nie chcę być niewolnikiem ani pieniędzy, ani przyjemności, ani żadnej wady lub żądzy, która mnie oddala od Ciebie. Daję Ci całe moje życie na zawsze.

 

      Podejmuj wszystkie decyzje według Twojej woli i spraw, abym jak Maryja był sługą Twojego Słowa, ponieważ to jest jedyny sposób na to, by być na prawdę wolnym. Ja nie chcę już więcej żyć, żyj Ty we mnie. Daj mi swoje życie w zamian za moje, które Ci dzisiaj powierzam na zawsze.

 

      Wiem, że potraktowałeś poważnie moje słowa, tak jak ja potraktowałem poważnie Twoje wezwanie. Otwieram Ci całkowicie bramę mojego serca. Wejdź we mnie i zostań ze mną na zawsze.

PS. A na zdjęciu wschód słońca w Stegnie... Raz się wybrałem 🙂