Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Listopad 2017
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30
 
Grudzień 2017
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
 
Styczeń 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28

franciszkaninem BYĆ!!!

2013-08-24

31 (Custom).jpg

Mili Moi....

 No i rekolekcje zakończone... Podziękowane... Wszyscy ucieszeni... Siostry się już zapisują za rok (bo mam prowadzić znów rekolekcje w tym samym miejscu i tym samym terminie). Cieszy mnie bardzo, że one są zadowolone. Wiadomo, że konsekrowane dusze mają jednak dość wysokie oczekiwania, stąd dziś, kiedy już skończyło się milczenie, mogłem usłyszeć sporo ciepłych słów. Że mimo mojego młodego wieku... 🙂 Rzeczywiście, w porównaniu do wielu z nich, jestem młodzieniaszkiem. Ale powiedziałem im dziś, że mój młody wiek jest jedyną wadą, z której chcąc nie chcąc każdego dnia się poprawiam 🙂 A swoją drogą... W tych rekolekcjach brała udział siostra Modesta. Jedna z nielicznych zakonnic pochodzących z mojej rodzinnej parafii. Bardzo miłe spotkanie...

Znów mnie dziś jedno słowo poruszyło... Prawdziwy Izraelita, w którym nie ma podstępu. A ten "podstęp" po angielsku oddano słowem "duplicity". Znaczy ono dwulicowość, dwoistość, podwójność. Bardzo mnie poruszyło. Bo taka pokusa grozi mi każdego dnia. To znaczy każdego dnia na nowo muszę decydować, czy chcę być franciszkaninem, ze wszystkimi tego konsekwencjami, na poważnie, bezkompromisowo, w chwilach dobrych i złych, czy ktoś mi w tym pomaga, czy przeszkadza itd. Czy też chcę być... No właśnie... kim? Jakąś hybrydą składająca się z ćwierćmnicha i dużej dozy menalności świata, która nijak do tej ćwierci nie pasuje... Jaka jest moja tożsamość??? Kim ja chcę być... tak naprawdę??? Tak łatwo stać się po prostu chłopakiem w habicie... A nie do tego powołał mnie Pan... Wychodzić ciągle na nowo z tego, co dwulicowe, niejednoznaczne. Nie wolno mi mieć serca podzielonego i nie chcę takiego mieć... Moim wielkim marzeniem jest spotkać twarzą w twarz świętego Franciszka, który powie o mnie z uśmiechem - patrz, to prawdziwy franciszkanin... A zza jego pleców wychyli się Pan Jezus i zawoła - potwierdzam!!! Chcesz być franciszkaninem??? To bądź!!!

Podrzucam wam dziś Psalm 127... Troszkę kumuluję, bo jadę jutro do Mikoszewa na kolejne rekolekcje i nie wiem czy będę miał tam dostęp do internetu... Raczej wątpię, więc w razie czego... do czwartku (tudzież piątku).

1 Jeżeli Pan domu nie zbuduje,

 na próżno się trudzą ci, którzy go wznoszą.

 Jeżeli Pan miasta nie ustrzeże,

 strażnik czuwa daremnie.

2 Daremnym jest dla was

 wstawać przed świtem,

 wysiadywać do późna -

 dla was, którzy jecie chleb zapracowany ciężko;

 tyle daje On i we śnie tym, których miłuje.

 

3 Oto synowie są darem Pana,

 a owoc łona nagrodą.

4 Jak strzały w ręku wojownika,

 tak synowie za młodu zrodzeni.

5 Szczęśliwy mąż,

 który napełnił

 nimi swój kołczan.

 Nie zawstydzi się, gdy będzie rozprawiał

 z nieprzyjaciółmi w bramie.

Daremne, daremne, daremne... Słowo niczym refren powtarzane przez Psalmistę. Przykre słowo, którego raczej wolelibyśmy nie słyszeć. Prawdą jest jednak, że jako istoty stworzone nieustannie doświadczamy niestabilności i niestałości naszych dzieł. One są kruche i im bardziej się przy nich trudzimy, tym większy ból przeżywamy, kiedy nam się rozpadają...

 

Przemijalność jest wpisana w nasze życie czy tego chcemy, czy też nie. Stąd próżnym trudem jest upatrywać w otaczającej nas, materialnej rzeczywistości sensu naszego życia, bo jest on wówczas zupełnie nietrwały i łatwo utracalny. Czy to rzecz, czy człowiek, czy relacja, czy uczucie - jeśli staje się zbyt ważny dla nas, jeśli skupia nas na sobie i nie odsyła nas do Ojca, jest celem fałszywym, który nie może nadać sensu naszemu życiu i który nas zwodzi. Naraża nas również na wielkie rozczarowanie, kiedy znika nam z horyzontu...

 

Co więc robić? Może nic... Może usiąść i powiedzieć sobie - jakiegoś mnie Panie Boże stworzył, takiego mnie masz... Ty teraz mną kieruj... Ale z całą pewnością Psalmista nie mówi dziś o manekinach, o pionach na wielkiej szachownicy i bynajmniej nie zachęca do zarzucenia wszelkiej aktywności...

 

Przypomina jedynie prawdę wyrażoną już w Księdze Przysłów - 22 Błogosławieństwo Pańskie wzbogaca,

 własny trud niczego tutaj nie doda. Prz 10,22

 

My te słowa znamy jeszcze lepiej w bliższym nam brzmieniu - 5 Ja jestem krzewem winnym, wy - latoroślami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić J 15,5

 

Co to tak naprawdę oznacza? W jaki sposób uniknąć daremności wysiłków? Dom w budowie, miasto i jego strażnicy, życie rodzinne, nocne czuwania, codzienna praca - małe i wielkie tajemnice życia. To jest również nasza codzienność, w której mamy do wykonania cały szereg czynności. Bo tak wiele od nas zależy...

 

Żyjąc w tym przekonaniu niejednokrotnie miotamy się bezsilni, bo dzieła, które podejmujemy wcale nam się nie udają, nie satysfakcjonują nas, albo wręcz rozpadają się zanim je jeszcze ukończymy...

 

Powody są przynajmniej dwa. Po pierwsze bardzo rzadko pytamy Pana, czy on rzeczywiście chce, abyśmy te czy inne dzieła podejmowali. Czasem po prostu zakładamy, że tak jest, nie prowadząc żadnego modlitewnego rozeznania. Nie wszystko zaś w naszym życiu jest oczywiste i nie jeden raz warto byłoby spytać Pana, czy to właśnie ja powinienem czynić to, co zamierzam, czy w ogóle ta myśl pochodzi od Niego...

 

Można bowiem popaść w wir działania nie namyślając się nad jego wartością, co czasem musi się skończyć ruiną. Tak było choćby w przypadku wieży Babel. Niewątpliwie jej konstruktorzy wiedzieli po co ją budują ale z pewnością cała masa budowniczych nie miała o tym pojęcia. Robili coś, bo ktoś im kazał, robili, bo inni tak robili, robili, bo przecież jakoś na chleb trzeba zarobić. Bezmyślność, brak rozeznawania są często naszymi podstawowymi wrogami.

        

Po drugie - do tych małych, czy większych życiowych spraw zabieramy się czasem zupełnie sami i nawet przez myśl nam nie przyjdzie zaprosić do nich Boga. Bo wydaje się, że budowanie domu, czy strzeżenie miasta to takie czysto ludzkie sprawy, którymi Bóg z pewnością się nie interesuje...

 

Moja codzienna praca, nauka, obowiązki, wypoczynek na działce, wycieczka, spotkanie z przyjaciółmi, egzamin to taki banał, że nie ma co tym Bogu zawracać głowy... Podczas gdy jest dokładnie odwrotnie. On, jako ten, który kocha, chce być obecny w najmniejszych sprawach naszego życia. Bo podobnie jak pomiędzy ludźmi zakochanymi nie ma małych spraw - wszystkie są ważne i cenne, tak w naszej relacji z Bogiem - dla Niego nie ma zbyt małych spraw, co niejeden raz pokazał na kartach Ewangelii...

 

Uciszenie burzy na jeziorze, cud wina na weselu w Kanie, czy cudowny połów ryb w perspektywie zbawienia świata nie są najważniejszymi i wielkimi rzeczami, ale Pan nie wahał się ich czynić dla ludzi, bo kochał... W naszym życiu jest podobnie... Dziś Psalmista dowodzi, że Pan nawet we śnie darzy swych umiłowanych, co oznacza, że jeśli On zechce, może nam dać bez wysiłku to, o co tak chaotycznie czasem zabiegamy... Dla Niego nie ma rzeczy zbyt małych...

 

Co więc robić, aby ten stan zmienić?

Po pierwsze zanotować sobie słowa przypisywane jednemu z uczniów św. Ignacego Loyoli - pracuj tak, jakby wszystko zależało od ciebie, a módl się tak, jakby wszystko zależało od Boga...

 

Nie rezygnuj z wysiłków, ale zaczynaj od modlitwy. Nie wiem, czy zauważyliście, ale mówiliśmy już o przynajmniej trzech sposobach modlitwy - o dziękczynieniu połączonym z błogosławieństwem, o modlitwie o pociechę i zawierzeniu Bogu, a dziś możemy nazwać tę modlitwę zaproszeniem Boga do naszych spraw. Gdybyśmy tak każdego ranka opowiedzieli Mu co mamy dziś do zrobienia i zaprosili Go do tych spraw, a wcześniej zapytali Go, czy rzeczywiście wszystkich powinniśmy się podjąć...

 

Zauważcie, że te rodzaje modlitwy o których wspominam są bardzo twórcze. Gdybyśmy zaczęli się modlić w ten sposób, to już nigdy nie wystarczyłby nam pacierz. Stworzone przez kogoś modlitwy nie mają bowiem mocy opisywania naszego życia. Codziennie jesteśmy inni, codziennie przynosimy Bogu nowe sprawy, nawet jeśli nasze obowiązki są powtarzalne, codziennie inaczej się czujemy...

Po drugie zdać sobie sprawę z prymatu łaski w naszym życiu. Wszystko jest darem, wszystko jest łaską - 7 Któż będzie cię wyróżniał? Cóż masz, czego byś nie otrzymał? A jeśliś otrzymał, to czemu się chełpisz, tak jakbyś nie otrzymał 1Kor 4,7

 

Nawet moja zdolność do wysiłku i do działania również jest darem Boga - 36 Ani na swoją głowę nie przysięgaj, bo nie możesz nawet jednego włosa uczynić białym albo czarnym. Mt 5,36

 

Ja naprawdę nie mogę siebie przeceniać - ani moich sił, ani zdolności, ani pomysłowości. Ale nie tylko nie mogę, lecz również nie muszę. To zdejmuje mi z pleców ogromny ciężar nadoodpowiedzialności. Po raz kolejny mierzymy się z prawdą, że to Pan czuwa. To On rządzi i panuje w naszym życiu. On jest Bogiem, a ja jestem stworzeniem i może mi być z tym dobrze, jeśli tylko zaakceptuję te role...

 

Im bardziej chcę być niezależny i im chętniej myślę, że mogę być niezależny, tym mniej w życiu mi się udaje. Doświadczam daremności moich wysiłków...

 

W tym kontekście trzeba sobie powiedzieć, że jedynym fundamentem dla naszego życia, jedynym, który może nadać mu sens i na kim możemy się rzeczywiście oprzeć jest sam Bóg. On jest absolutnie niezawodny - nie odejdzie, nie umrze, nie zniszczy się, nie zostanie skradziony... Żadna stworzona rzecz nie może stać się dla nas ostatecznym punktem odniesienia w naszym życiu. Warto o tym pamiętać, żeby nie doświadczyć koszmaru bardzo bolesnych rozczarowań.

 

A zadanie na dziś?

Uświadom sobie do jakich dziedzin życia nigdy, albo bardzo rzadko zapraszasz Boga. Czy są takie przestrzenie, w których działasz zupełnie sam? Co jest tym twoim domem, który budujesz, co jest strzeżonym przez ciebie miastem? Dlaczego tam nie zaprosiłeś Boga? Czego się boisz?

 

Dzisiejsze zadanie to zaprosić Go do tych wszystkich miejsc. A może lepiej - do tego jednego, szczególnego, drogiego dla ciebie, w którym On jeszcze nie ma stałego miejsca. Masz niemal cały dzień na określenie i nazwanie tego miejsca. Zapisz je na kartce - zbierzemy je i wieczorem przeczytamy... Tak głośno, żeby On usłyszał...