Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31
 
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31

nazaretańskie zasadzki kulinarne...

2013-08-23

IMG_8798 (Custom).JPG

Mili Moi...

No już powoli lądujemy... Trochę, nie ukrywam, jednak jestem zmęczony... Trzeba być bowiem nieustannie na najwyższych intelektualnych obrotach. Albo mówisz, albo słuchasz... Kosztuje to zaś nieco wysiłku... Siostry jednak dbają o mnie bardzo... Jedzenie jest tak dobre, że obawiam się, że moje sukcesy w pielgrzymkowym odchudzaniu wezmą w łeb. Choć muszę przyznać, że bywają również "nazaretańskie zasadzki kulinarne". Tak jak na przykład dziś... Na kolację śledziki, jogurcik, kisielek i kiszony ogóreczek 🙂 Rzekomo do wyboru, ale wiadomo, że siostry są najszczęśliwsze, kiedy znika wszystko, więc... Dziś nie były szczęśliwe 🙂

Pan dał dziś nam Słowo o przykazaniu miłości. Co ciekawe uczony w Piśmie pyta o pierwsze, a Jezus jakby sam z siebie poddaje mu od razu drugie... Tak profilaktycznie niejako, żeby nie zapomniał. A może po to, żeby pojął, że miłość ku Bogu można praktykować tylko wraz z miłością ku człowiekowi. Moje myśli pobiegły ku wspólnocie. A zostałem sprowokowany przez fragment z Księgi Rut... Ostatnimi czasy prowadzę medytacje w oparciu o New American Bible, co ma w zamyśle pomóc mi również uczyć się angielskiego. I w dzisiejszym fragmencie, Rut nie chce opuścić swej teściowej, a właściwie nie chce jej "porzucić" (ang. abandon). I to jedno słowo skierowało moje myśli ku czemuś bardzo niebezpiecznemu, a mianowicie, ku porzuceniu swojej wspólnoty przy jednoczesnym przebywaniu w niej. Można tak żyć, że fizycznie jest się obecnym, ale mentalnie odeszło się bardzo daleko. Dlaczego to niebezpieczne? A widzieliście kiedyś jak poluje lew? Jego pomysłem jest przede wszystkim oddzielić jedną sztukę zwierzyny od stada... A potem już idzie łatwo... Diabeł, jak lew ryczący, krąży szukając kogo pożreć... Jego sposoby polowania są bliźniaczo podobne do tych z afrykańskiej sawanny... Kiedy odchodzisz od swojej wspólnoty, jesteś w niebezpieczeństwie. Rozumieli to nasi starsi bracia, którzy ukuli powiedzenie - trzymaj się muru, ale chodź do chóru... Tam, gdzie jest Pan i gdzie są bracia... Bóg chce nas zbawiać we wspólnocie, a nie pojedynczo. Trzeba Mu więc pozwolić, dać szansę... Wejść w Jego plan...

A dziś Psalm 126... Kolejna zachęta medytacyjno - pielgrzymkowa...

1 Gdy Pan odmienił

 los Syjonu,

 byliśmy jak we śnie.

2 Wtedy usta nasze były pełne śmiechu,

 a język wołał pełen radości.

 Wtedy mówiono między poganami:

 "Wielkodusznie postąpił z nimi Pan!"

3 Wielkodusznie postąpił Pan z nami:

 staliśmy się radośni.

4 Odmień nasz los, o Panie,

 jak strumienie w [ziemi] Negeb.

5 Którzy we łzach sieją,

 żąć będą w radości.

6 Postępują naprzód wśród płaczu,

 niosąc ziarno na zasiew:

 Z powrotem przychodzą wśród radości,

 przynosząc swoje snopy.

Trudno nam pewnie pojąc radość, którą odczuwa Psalmista, bo to jest taki szczególny jej wymiar, którego chyba nam nie dano doświadczyć. Wiąże się on z uwolnieniem, wyzwoleniem, zakończeniem niewoli... Naród doznaje drugiego wyprowadzenia. Pierwsze z Egiptu, a dziś Psalmista pisze o wyprowadzeniu z niewoli babilońskiej w 538 roku przed Chrystusem.

 

Nic dziwnego, że ten cud jawi się Izraelitom jak sen. Wydawało się nam, że śnimy. Bo choć z pewnością modlili się o przemianę swego losu, to jednak trudno było uwierzyć, że Bóg to uczyni. A może nawet nie bardzo mogli uwierzyć, że Bóg może to uczynić...

Tymczasem doświadczają radości, która objawia się głośnym śmiechem i śpiewaniem pieśni. Radość jest tak wielka i cud jest tak wielki, że nawet narody pogańskie nie mogą pozostać obojętne i uznają, że ten Bóg Izraela musi być jakiś szczególny, jeśli czyni tak wielkie rzeczy dla swojego narodu...

 

Ale lata po powrocie są szczególnie trudne. Trzeba odbudować państwowość, tożsamość narodową, religijną. Żydzi pożenili się z pogankami, ich wiara znacząco osłabła. Stąd błaganie o dalsze cuda, o dalszą odmianę losu. Podobnie jak strumienie w Negebie, które w porze suchej są drogami i nikt się nie spodziewa, że mogłyby popłynąć wodą, a zamieniają się w rwące strumienie w porze deszczowej, tak Izrael pragnie doznać cudu przemiany, czegoś, co wydaje się na pierwszy rzut oka niemożliwe. Ale Bóg już dowiódł, że potrafi działać cuda i chętnie je czyni.

 

I nawet jeśli dziś jest płacz, nawet jeśli pozornie naród doświadcza straty, to ta strata znów stanie się źródłem radości, bo Bóg ma taką moc... On może przymnożyć radości. I On to chętnie czyni.  Niejednokrotnie w sposób cudowny...

 

Kiedy czasem opowiadam jak wielkich dzieł jestem świadkiem, jak Pan Bóg przemienia ludzkie życie, w jak cudowny sposób działa, a są to czasem rzeczywistości naprawdę niewytłumaczalne i takie, z którymi nie da się dyskutować, można je tylko przyjąć lub odrzucić, to nawet jeśli mówię do ludzi wierzących, miewam wrażenie, że jestem postrzegany jak ktoś, kto opowiada baśnie tysiąca i jednej nocy...

 

Niby wierzymy w Boga, niby zakładamy, że skoro jest Bogiem, to może czynić cuda, znak, rzeczy wykraczające znacznie poza nasze ludzkie możliwości. Ale nawet modląc się o takie nadzwyczajne interwencje Boga, nie bardzo się ich spodziewamy. Nasza wiara, czy raczej niewiara jest pewnie często wielką przeszkodą dla Bożego działania...

 

Nasze podejście często przypomina często podejście Piotra, do którego Jezus mówi - wypłyń na głębię, a on, chociaż zna już Pana, choć przed chwilą widział, jak Jezus uzdrowił jego teściową, dyskutuje z Nim - o tej porze się nie łowi...

 

Co więcej, kiedy po nadzwyczajnym i cudownym połowie przypada Jezusowi do nóg, widać wyraźnie, że takiego obrotu sprawy się nie spodziewał. Niby znał Jezusa, ale jest całkowicie zaskoczony obrotem spraw.

 

Piotr miał zresztą więcej takich wpadek. Kiedy prosi Jezusa, aby ten kazał mu przyjść do siebie po wodzie, to w trakcie trwania cudu Piotr stwierdził, że jest to tak nierealne, że nie może dziać się naprawdę i zaczyna tonąć.... Niby wierzy, ale tak do pewnego stopnia, do pewnych granic. No bo przecież niemożliwe....

 

Dla Boga wszystko jest możliwe. I moglibyśmy godzinami przyglądać się tym przypadkom ewangelicznym ludzi, którzy w to uwierzyli. Co ciekawe nie zawsze byli to ludzie, których zakwalifikowalibyśmy jako wierzących. Bo kiedy Syrofenicjanka prosi o uzdrowienie dziecka to okazuje wręcz szaloną wiarę w moc Jezusa, Bo kiedy dziesięciu trędowatych prosi o uzdrowienie, to Samarytanin przychodzi podziękować...

 

No właśnie, to jest kolejna odsłona naszej wiary... Tak trudno uwierzyć, że Bóg może działać cuda, tak trudno uznać, że rzeczywiście chce je czynić z miłości do każdego z nas, tak trudno wzbudzić wiarę, że wysłucha naszych modlitw, ale kiedy się to już dokonuje, to częstokroć traktujemy to jak najnaturalniejszą rzecz pod słońcem i bardzo, ale to bardzo brakuje nam wdzięczności...

 

Myślę, że również tego uczy nas dzisiejszy Psalm. Jeden z dziesięciu trędowatych przychodzi podziękować Jezusowi za uzdrowienie, Psalmista dziękuje Bogu i uznaje w Nim wyzwoliciela,, zdaje sobie sprawę z ogromu cudu, dlatego radość i wdzięczność są skierowane ku Bogu...

 

Chrześcijanie, którzy doświadczają cudu, owszem, potrafią się nim często ucieszyć, ale dużo rzadziej wiedzą Komu należy zań podziękować. Tej radosnej wdzięczności wobec Boga jest stanowczo za mało. To bardzo wyraźnie widać w intencjach mszalnych. Proporcja dziękczynienia do prośby jest zatrważająca. Bo trochę szkoda kaski na dziękowanie - lepiej zapłacić z prośbą... Czasem rozwiązanie połowiczne - dziękczynna z prośbą...

 

Śmiem twierdzić, że ten nasz brak wdzięczności stoi również u przyczyn tego, że cudów w tym świecie dzieje się znacznie mniej, niż mógłby Pan uczynić. Podobnie jak nasza niewiara w to, że On może przekraczać wszystkie niemożliwości, tak i nasz brak wdzięczności są częstokroć blokadą Bożego działania...

 

Bo jeśli nie wiemy do kogo odnieść naszą radość, jeśli owszem cieszymy się, ale nie wiążemy radosnych wydarzeń z Bogiem, to z kim, z czym? Mówimy - no tak się jakoś ułożyło, albo przypisujemy zasługę sobie bądź innym. A nie ma nic gorszego, niż człowiek, który uwierzył, że jest bogiem. Przed tym Pan nas chroni zdecydowanie. Więc jeżeli nie uświadamiam sobie kto jest sprawcą radości w moim życiu, kto odmienia mój los, niczym strumienie na południu, to muszę się liczyć z tym, że moja radość będzie tylko połowiczna i nie doświadczę całego ogromu Bożego błogosławieństwa...

 

Paradoksalnie największym cudem jaki potrafi uczynić tylko Pan jest przemiana największego smutku naszego życia w największą radość. To bardzo często wiąże się ze stratą - tak po ludzku. Z trudem, bólem, wyrzeczeniem....

 

Idą i płaczą niosąc ziarno na zasiew, lecz powrócą z radością niosąc swoje snopy. Tracą, bo mogliby posiane ziarno spożytkować - sprzedać, zjeść. Co więcej trud i praca, przygotowanie gleby pod zasiew, co w tamtych warunkach nie było łatwe.

 

Ale ostatecznym owocem jest pomnożony zysk. Pewnie można go było zakładać, ale nikt nie miał gwarancji, że tak rzeczywiście się stanie. Plon mógł zostać zniszczony. Jezus powie - 24 Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity. J 12,24

 

Wiele cudów w naszym życiu związanych jest z obumieraniem, z pewnym ryzykiem, które musimy podjąć, z trudem, wysiłkiem, czasem smutkiem straty. Ale Pan z tej śmierci jest w stanie wyprowadzić życie. I albo wierzymy, że On jest Bogiem i panuje nad wszystkim i zależy Mu na nas, albo nie ma w naszym życiu radości, bo nie zauważamy całego cudownego działania Bożego w naszym życiu....

 

Jak wyrwać się z tego błędnego koła? Celebrować radość i oddawać się często dziękczynieniu. Im więcej Bożych cudów będę widział w swoim życiu, tym więcej będę ich dostrzegał i tym więcej będę oczekiwał od mojego Boga, a to stanie się źródłem wzmocnienia mojej wiary.

 

Nasza radość i dziękczynienie Bogu, które otwierają nas na nowe znaki i cuda stają się również motywem dla niewierzącego świata. To my mamy kierować myślenie świata na Boga ukazując Jego działania, którym nie sposób zaprzeczyć. Cuda i znaki są właśnie po to - aby uczynić okazję do uwierzenia...

 

One wiary nie gwarantują, bo i za czasów Jezusa wszyscy się nie nawrócili widząc jakie znaki czynił, ale dla wielu stały się one uwiarygodnieniem Jego posłannictwa i misji, a dla innych okazją do postawienia sobie pytania - co ja wobec tych znaków czynię, myślę, jak żyję i żyć zamierzam...

 

Oddaj chwałę Bogu, dziękuj Mu i uwierz, że On chce nieustannie dawać - więcej i więcej...

 

Zadanie na dziś - przypomnij sobie największą łaskę, którą wyświadczył ci Bóg, może po ludzku zupełnie niewytłumaczalną, może niespodziewaną, może nie wierzyłeś, że to się stanie... I dziś Mu podziękuj... Ale nie tylko słowem - znajdź sposób (może ofiara z cierpienia, może kwiat z łąki zaniesiony do Kościoła, może służba bliźniemu.) Dziś dzień wdzięczności!!!