Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28
 
Marzec 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31
 
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31

gdyby tak się ucieszyć...

2013-08-21

IMG_8864 (Custom).JPG

Mili Moi...

I tak trwam w tym rekolekcyjnym skupieniu ciesząc się każdym dniem bliskości Pana. To w ogóle jest bardzo ciekawe doświadczenie, ponieważ większość z sióstr, które mnie słuchają dłużej żyje w klasztorze, niż ja na tej ziemi. Siwe głowy dominują. A jednak obserwuję, że starają się otwierać, prawdziwie rozkwitają w świetle Słowa i nawet niektóre formy, które dla nich są z pewnością mało znane, stają się swoistym wyzwaniem, które podejmują. Myślę tu choćby o indywidualnych, codziennych rozmowach, czy o modlitwie wstawienniczej, o którą niektóre z nich proszą. A ja jak zawsze się buduję tym, czego łaska Boża może dokonywać w ludzkim sercu i jestem szczęśliwy, że mogę w tym uczestniczyć...

 Dzisiejsze Słowo skupiło mnie na powodach, dla których ci pierwsi najęci do pracy w winnicy, mieli taki problem z tymi ostatnimi, którzy pracowali tak krótko... Zdałem sobie jakoś sprawę, że byli bardzo, ale to bardzo skupieni na sobie. Na swoim trudzie, który ponieśli, na wysiłku, na zapłacie, którą mieli otrzymać i na tym jak bardzo ich praca różnił sie od pracy innych. A gdyby tak... No właśnie... Gdyby tak potrafili docenić i zrozumieć to, że zostali zaproszeni do pracy. Gdyby zrozumieli, że w samej tej pracy jest ukryta wielka nagroda, bo przecież lepiej pracować, niż stać na placu i nie robić nic... Gdyby tak byli w stanie zobaczyć jak wielkim darem jest to miejsce, w którym się znaleźli, jak dobrze ono funkcjonuje, a oni właśnie przyczyniają się do tego swoimi działaniami. Gdyby poczuli się w jakiejś mierze "u siebie", a co za tym idzie, gdyby nabrali jakiejś odpowiedzialności za to miejsce... Gdyby... No właśnie... Wówczas nie musieliby skupiać się na sprawach przypadłościowych, a skupiliby się na istocie rzeczy. Nie musieliby przyglądać się innym i kontrolować ich pracy, nie czuliby się w obowiązku oceniać, mierzyć, ważyć i tworzyć własnego systemu, który, ich zdaniem będzie sprawiedliwszy od zaproponowanego przez właściciela. Wówczas mogliby się po prostu ucieszyć... Ucieszyć sobą w winnicy, ucieszyć pracą, którą wykonali, ucieszyć pracą innych, ucieszyć każdym, kto przychodzi, choćby nawet zajrzał tylko na chwilę... Ile spokojnej radości pozbawia nas skupianie się na wszystkim wokół, tylko nie na tym, co prawdziwie ważne... A Pan przechadza się po tej winnicy i błogosławi wzrokiem każdego, kto, niezależnie od pracy jaką wykonuje, jest w stanie zdać sobie sprawę w jak wielki dziele uczestniczy i na jak niezwykłe zaproszenie odpowiedział... Życie mogłoby być takie proste... Gdyby tylko dostrzec w nim Boży plan i nie troszczyć się o więcej...

No i kolejny Psalm... Tym razem 125... Niech Słowo dociera do waszych serc...

1 Ci, którzy Panu ufają,

 są jak góra Syjon,

 co się nie porusza, ale trwa na wieki.

2 Góry otaczają Jeruzalem:

 tak Pan otacza swój lud

 i teraz, i na wieki.

3 Bo nie zaciąży

 bezbożne berło

 nad losem sprawiedliwych,

 by sprawiedliwi nie wyciągali

 rąk swoich ku nieprawości.

4 Panie, dobrze czyń dobrym

 i ludziom prawego serca!

5 A tych, co schodzą na kręte swe drogi,

 niech Pan odprawi

 wraz ze złoczyńcami:

 pokój nad Izraelem!

20 Hiob wstał, rozdarł swe szaty, ogolił głowę, upadł na ziemię, oddał pokłon 21 i rzekł:

 "Nagi wyszedłem z łona matki

 i nagi tam wrócę.

 Dał Pan i zabrał Pan.

 Niech będzie imię Pańskie błogosławione!"

22 W tym wszystkim Hiob nie zgrzeszył i nie przypisał Bogu nieprawości.

7 Odszedł szatan sprzed oblicza Pańskiego i obsypał Hioba trądem złośliwym, od palca stopy aż do wierzchu głowy. 8 [Hiob] wziął więc skorupę, by się nią drapać siedząc na gnoju. 9 Rzekła mu żona: "Jeszcze trwasz mocno w swej prawości? Złorzecz Bogu i umieraj!" 10 Hiob jej odpowiedział: "Mówisz jak kobieta szalona. Dobro przyjęliśmy z ręki Boga. Czemu zła przyjąć nie możemy?" W tym wszystkim Hiob nie zgrzeszył swymi ustami. Hi 1-2

 

Ci, którzy ufają Panu są jak góra Syjon, co się nie porusza, ale trwa na wieki... Historia Hioba pokazuje, że nie jest to pustosłowiem, że jest to możliwe do realizacji...

 

Całkiem możliwym i łatwym wydaje się wierzyć w Boga, kiedy wszystko układa się po naszej myśli. Wtedy nie ma problemu z uznaniem Jego istnienia, no bo najwyraźniej nam błogosławi. Wówczas nie ma trudności z praktykowaniem, no bo coś tam przecież w zamian Panu Bogu ode mnie się należy. Uśmiechnięty i zadowolony chrześcijanin, w którego życiu Bóg działa niczym polisa ubezpieczeniowa. Wierzysz, więc omijają cię wszelkie cierpienia... Gdyby tak było, nasze kościoły pękałyby w szwach, bo o niczym chyba tak nie marzymy jak o wyzwoleniu z cierpienia...

 

Ale wiemy dobrze, że tak nie jest. Nasza wiara nie chroni nas przed kłopotami i różnymi cierpieniami. A co dzieje się wówczas, kiedy na nas przychodzą? Ano dzieje się różnie...

 

Bywa, że załamujemy się natychmiast i nie znajdujemy żadnej pociechy. Wydaje nam się, że Pan nas opuścił i zapadła jakaś straszna noc, że już nigdy się nie podźwigniemy. Nasz świat runął. Pojawia się depresja i desperacja. Lament, a może i złorzeczenie...

 

To swoista sklerokardia - niepamięć serca. Mamy skłonność do zapominania naszej historii z Bogiem, wszystkiego, co nam uczynił. Jakby nasze życie rozpoczęło się dziś, jakby Boga nigdy w nim nie było. Czyż nie tego doświadczyli uczniowie uciekający do Emaus, którzy dali się zahipnotyzować obrazom Wielkiego Piątku... Myśmy się spodziewali - mówią - ale przecież teraz już na nic czekać nie możemy, wszystko się skończyło...

 

Bywa, że uruchamiamy wszelkie ludzkie sposoby reagowania i radzenia sobie z trudną sytuacją, o Bogu przypominając sobie jakby na końcu. Nie licząc na Jego pomoc miotamy się sami. Tak jakbyśmy byli przekonani, że sami z siebie damy radę. Bóg niech się zajmie tymi, którzy Go naprawdę potrzebują, ja muszę sobie jakoś radzić...

 

Bywa, że owszem, szukamy Boga, ale na sposób magiczny. Wydaje nam się, że wystarczy przepisać Nowennę dziewięć razy i roznieść ją po różnych kościołach, żeby w myśl zapowiedzi, następnego dnia nasza prośba się spełniła. Ileż to razy próbujmy z bogiem handlować licząc na to, że okaże się uczciwym kontrahentem i jeśli ja zobowiązuję się na przykład do pójścia na pielgrzymkę, to On spełni tę prośbę, którą Mu przynoszę...

 

I Hiob naprawdę może zirytować. Bo człowiek nie jest górą, która stoi wbrew wszystkiemu w jednym miejscu i jest zupełnie nieczuła wobec tego, co dzieje się wokół. Przecież my mamy uczucia, przecież my cierpimy. Czy Bóg o tym nie wie?

 

Ale Hiob wcale nie milczy wobec Boga. Ma jednak jedną podstawową cechę, o której mówi nam dziś również Psalmista. Hiob jest sprawiedliwy. Słyszymy dziś, że nie zaciąży berło bezbożnych nad losem sprawiedliwych... Tylko, że to wcale nie ułatwia nam życia. Bo my może jesteśmy grzesznikami, bo moglibyśmy przy odrobinie samokrytycyzmu uznać, że zasługujemy na Bożą karę, ale dzieci... Niewinne dzieci cierpią. Rodzą się chore, niepełnosprawne. Umierają... Jak się z tym uporać?

 

Dzisiejsze słowa Boga, który mówi, że otacza swój lud, jak góry otaczają Jeruzalem, zdają się w ogóle nie potwierdzać w rzeczywistości. My jesteśmy spragnieni twardych dowodów. Jeśli Bóg mnie kocha, a ja w Niego wierzę, to powinienem tego doświadczać w dobrobycie, braku cierpienia i szacunku innych... I w ten sposób gonimy własny ogon. I tak wracamy do punktu wyjścia. A drogi są dwie. Albo w buncie zaklinać rzeczywistość i odrzucając Boga, próbować sobie radzić o własnych siłach, co prędzej, czy później musi skończyć się katastrofą... Albo...

 

Zawsze mnie zastanawiało, czy Pan Bóg dał się złapać demonowi, kiedy ten "podpuszczał Go" w sprawie Hioba? Bo trochę to tak wyglądało.... Pan Bóg pyta - a widziałeś mego sługę Hioba... Demon na to - nic dziwnego, że cię sławi, skoro mu tak błogosławisz... I Pan Bóg wpada w sidła demona....

 

Ale czy nie jest inaczej...? Hasłem naszej pielgrzymki są słowa - Uwierz w Boga, bo On wierzy w ciebie... Czy ten dopust Boży nie jest raczej wyrazem wiary w Hioba, w jego stałość, w jego prawość, w to, że się ostoi... Czy nie jest to jednak zbyt trudna próba? Czy takie próby są konieczne??

 

Wydaje się, że dla nas każda próba jest zbyt trudna, a oburza nas, że Bóg chce sprawdzić naszą wiarę i jako Stwórca ma do tego prawo. Czy idziemy za Nim dla Niego samego, czy też tylko dla Jego darów? Jest to dla nas problematyczne, ponieważ nasz wzrok utkwiony jest w doczesności. Dla Izraelitów dostatek był ważny, owszem, ale ich wzrok utkwiony był w wieczności, w Bogu samym...

 

Nie mieli problemu ze swoistym daniem prawa Bogu do wypróbowywania ich wiary, ponieważ jasno widzieli różnicę między stwórcą i stworzeniem, podczas gdy nam się ona nieco zaciera.... Nikt wówczas nie myślał nawet o jakiejkolwiek niezależności od Boga, co jest prawdziwą zmorą współczesnego świata, w którym przecież żyjemy i którego sposoby myślenia nie są dla nas tak zupełnie obce...

 

Izraelita wiedział, że nawet jeśli czegoś nie rozumie, to mieści się to w planie Bożym i dzieje się dla jego dobra. Ufał. Przed Bogiem był anawim - biedakiem. Sprawiedliwym, ale całkowicie zależnym. A Bóg nie jawił mu się jako złośliwy tyran, który tylko czyha, aby go upokorzyć, czy złamać cierpieniem, ale jako ten, który niczym Ojciec wychowuje poprzez pociechę i błogosławieństwo, ale również poprzez karcenie i ćwiczenie.

 

Kiedy pobożny Żyd czuł, że zbliża się do granicy swojej wytrzymałości nie wahał się złorzeczyć na modlitwie swoim wrogom, ale w Bogu zanurzał swoją skargę, ufając, że tylko On może ją sprawiedliwie rozstrzygnąć...

Ważniejsze dla niego było, aby nie zgrzeszyć wobec Pana, niż żeby uniknąć cierpienia - stąd Psalmista mówi - by sprawiedliwi nie wyciągali rąk swych do niegodziwości... Aby ich działanie nie upodobniło ich do złoczyńców.

 

Prawość przed Panem, niezależnie od tego, co się przeżywa, a jednoczesne wielkie wołanie o Jego troskę - ufność...

8 Kłamstwo i fałsz oddalaj ode mnie,

 nie dawaj mi bogactwa ni nędzy,

 żyw mnie chlebem niezbędnym,

9 bym syty nie stał się niewiernym,

 nie rzekł: "A któż jest Pan?"

 lub z biedy nie począł kraść

 i imię mego Boga znieważać.

 

Bo sąd, o który modli się Izraelita nie jest fikcją. Pan przyjdzie i oddzieli owce od kozłów, a sprawiedliwi posiądą ziemię. Ten sąd zaczyna się nie jutro, nie po śmierci, lecz dziś... Dlatego Jezus powie Nikodemowi - kto nie uwierzy, już został potępiony...

 

Ufność jest tą drugą drogą, która przełamuje bunt ludzkiego serca. Ci, którzy ufają Panu są jak góra Syjon. Ostoją się nawet nie rozumiejąc, bo ich wzrok, niczym szczyt Syjonu jest utkwiony w niebiosach. Uwierz w Boga, bo On wierzy w ciebie...

 

Nie zsyła na ciebie nigdy doświadczenia, które przekracza twoje siły i możliwości. Jeśli przeżywasz swoje trudy z Jezusem, to jesteś przez Niego zaproszony do współzbawiania świata. Dzięki twojemu cierpieniu, Jego męka może stawać się dostępna dla wielu - twój ból może mieć głęboki sens... Jeśli zechcesz. Jeśli się odważysz...

 

Twoje życie to góry i doliny. Czasem jest spokojnie i słonecznie, a czasem mgliście i ponuro, ale On jest przy tobie i oczekuje, że twoja wiara będzie tak samo silna w powodzeniu, jak i w cierpieniu. Wszak słońce za chmurami nie przestaje świecić, choć chwilowo możesz go nie widzieć. Bóg jest i trwa przy tobie. A najbliżej jest właśnie wówczas, kiedy jest ci źle, bo On najlepiej wie jak bolesny jest twój ból....

 

Zaufaj Jemu i zawierz Mu swoje życie, a z pewnością nie pożałujesz... Bo...

4 Chociażbym chodził ciemną doliną,

 zła się nie ulęknę,

 bo Ty jesteś ze mną.

 Twój kij i Twoja laska

 są tym, co mnie pociesza. Ps 23,4

 

Zadanie na dziś... Przypomnij sobie najboleśniejsze wydarzenie twojego życia, takie które nadal wyciska łzy z twoich oczu, takie, którego do dziś nie rozumiesz... I opowiedz o nim jeszcze raz Jezusowi... Poproś o pociechę... A jeśli chcesz okazać Mu swoje zaufanie, podejdź do mnie, albo do jakiegokolwiek księdza i poproś, żeby się króciutko nad tobą pomodlił, powierzając mu najpierw swój problem... Niech Pan cię pocieszy przez posługę swojego Kościoła...