Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Listopad 2017
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30
 
Grudzień 2017
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
 
Styczeń 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28

wielkie rzeczy uczyni (ł) mi Wszechmocny???

2013-08-15

 

DSC_0628 (Custom).JPG

Mili Moi...

 Tak sobie myślę, że zarówno święto Ojca Maksymiliana, jak i uroczystość Wniebowzięcia od wielu lat przeżywam z obolałymi nogami. Zawsze dochodzę do siebie po pielgrzymce i przez to mam wrażenie, że nieco tracę z ducha tych dni. Bo niestety budzę się i zasypiam naprzemian... Choć oczywiście medytuję i staram się czytać... Z wielką radością zasiadłem nad Księgą... Tak bardzo się stęskniłem... Odczułem to niemal fizycznie. Taki głód Słowa... Kontynuuję też lekturę "Znaku Jonasza" Thomasa Mertona. Zostało mi jeszcze jakieś 30 stron. Niesłychanie świeża rzecz, mimo że to jego zapiski z lat czterdziestych i pięćdziesiątych dwudziestego wieku. Duchowość jednak jest ponad czasowa i to, co on pisze dotyka i porusza najgłębsze struny w moim sercu. Rodzi wiele tęsknot... Za radykalizmem, za takim jasnym opowiedzeniem się za Jezusem. Jego słowa, że na tym świecie nie ma nic, dla czego warto byłoby żyć, poza samym Bogiem, przeszywają mnie jak strzały. Jego styl jest tak niesłychanie delikatny... Mam wrażenie, kiedy go czytam, że jestem w cichym ogrodzie pełnym kwiatów, o brzasku, kiedy świat budzi się do życia... Jest w tych słowach tyle nadziei... I pewności wynikającej z wiary... Czytam z zapartym tchem... I to nie jest pierwsza książka tego autora, którą pochłaniam...

Dziś zatrzymały mnie słowa Magnifiacat - wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny, święte jest imię Jego... Zdałem sobie sprawę, że w odniesieniu do przeszłości, nie mam najmniejszych problemów z odnalezieniem się w tym Słowie... Mogę wraz z Maryją zakrzyknąć - tak, w istocie, wielkie rzeczy uczynił mi Pan... Nie mam co do tego wątpliwości, potrafię wskazać takie punkty w moim życiu, które są dla mnie absolutnie pewnymi chwilami Jego działania... Ale jeśli chodzi o przyszłość??? Dziś zobaczyłem, że ciągle Mu nie dowierzam... To znaczy, mam całkowitą pewność, że Pan może i czyni wielkie rzeczy w życiu innych... Ale w moim własnym? Trochę jakbym Mu mówił - nie dasz rady... Z moimi trudnymi sytuacjami sobie nie poradzisz... Wielkie rzeczy to nie dla mnie... Zdziwiłem się trochę, kiedy to zobaczyłem. Zawstydziłem się moją nieufnością. Daleki jestem od ukrywania jej pod fałszywą skromnością - mną się Panie nie zajmuj, zajmij się tymi, którzy Cie potrzebują... Nie... Ja Ciebie bardzo potrzebuję... Tak bardzo... A widzę dużą lukę w moim zaufaniu... Trochę odpowiada za nią mój perfekcjonizm, z którego Pan wyraźnie stara się mnie leczyć - nie wszystko musi być na 200%. On chce, żebym podejmował również wyzwania, które potrafię zrealizować tylko w 60, 40, czy 30%... To dla mnie trudne... I tym bardziej spragniony jestem wielkich rzeczy z Jego ręki... A nie dowierzam... I smutno, i wstyd... A przecież On ( i tu zaczyna się cała lista cudów wymienianych przez Maryję...) W czym rzecz??? Pytam, szukam, nie rozumiem...

Podobnie jest z Maryją i Jej rolą w moim życiu... Kocham Ją i często modlę się z Nią i przez Jej wstawiennictwo. A jednak czuję, że tej relacji brakuje jakiegoś żaru, jakiegoś impulsu... życia... Kiedy czytam świętego Maksymiliana, który o Maryi pisze z takim porywem serca... w tym z kolei zupełnie nie mogę się odnaleźć... to nie moje...  Zawsze przy okazji takich świąt, jak dzisiejsze, zapraszam Ją na nowo do mojego życia... Marzy mi się, że nawiedzi mnie, podobnie jak świętą Elżbietę i pozostanie ze mną. I będę się mógł ucieszyć Jej obecnością, także w sposób doświadczalny...

 Taka to moja mała duchowa walka niemal w przededniu wyjazdu na rekolekcje dla sióstr nazaretanek, które mam poprowadzić. Zaczynamy w niedzielę. Ufam, że i dla mnie będzie to czas skupienia, modlitwy, lektury... I to blisko Mamy, bo w Olsztynie, niedaleko Częstochowy...

Dziś zaś następna medytacja. Tym razem nad Psalmem 121. Czuję, że ona jest tak bardzo dla mnie... na ten czas...

1 Wznoszę swe oczy ku górom:

 Skądże nadejdzie mi pomoc?

2 Pomoc mi przyjdzie od Pana,

 co stworzył niebo i ziemię.

3 On nie pozwoli zachwiać się twej nodze

 ani się zdrzemnie Ten, który cię strzeże.

4 Oto nie zdrzemnie się

 ani nie zaśnie

 Ten, który czuwa nad Izraelem.

5 Pan cię strzeże,

 Pan twoim cieniem

 przy twym boku prawym.

6 Za dnia nie porazi cię słońce

 ni księżyc wśród nocy.

7 Pan cię uchroni od zła wszelkiego:

 czuwa nad twoim życiem.

8 Pan będzie strzegł

 twego wyjścia i przyjścia

 teraz i po wszystkie czasy.

 

Pytanie jest odwieczne i fundamentalne i każdy, kto choć odrobinę posługuje się swoim rozumem, musi je sobie postawić. Czy istnieje Bóg? A jeśli istnieje, to jaki On jest?

I podczas gdy ateiści twierdzą, że nie ma żadnego Boga, poganie mają ich wielu, to Izraelici stali zawsze na stanowisku, że Bóg jest jeden. I z całą pewnością nie jest to Bóg filozofów - zimny demiurg, który wprawił ten świat w ruch i nie interesuje się jego losem....

 

Bóg, w którego wierzyli Izraelici, a wraz z Nimi również chrześcijanie, Bóg w którego my dziś wierzymy, to Bóg troskliwy, pełen miłości, bliski swojemu ludowi. Zarówno dawniej, jak i dziś opieramy tę wiarę na doświadczeniu Jego działania, a nie tylko na jakichś mglistych przekonaniach.

 

Izraelita nieustannie wspominał wielkie dzieła Boże zdziałane przez Pana wobec narodu, tę historię zbawienia, w której Bóg tak namacalnie się objawiał, jak żaden bożek, w żadnym innym pogańskim narodzie sąsiednim.

 

Historia Izraela pełna jest znaków i cudów, wydarzeń, których po ludzku nie dało się wytłumaczyć wówczas, i do dziś takimi pozostają. Objawiają wielkość Boga i to jak bardzo zależało Mu na swoim ludzie, który trochę jak morska fala - to zbliżał się do Boga, to się od Niego oddalał.

 

Kiedy jednak Izrael budził się i szukał swego Boga, wówczas każdy członek narodu zdawał sobie sprawę z obowiązku czci Najwyższego i dlatego właśnie każdy dorosły Żyd wybierał się w drogę do Jerozolimy. Była ona z pewnością okazją do zastanowienia nad obecnością Boga w osobistym życiu człowieka. Już nie tylko narodu i jego wielkiej historii zbawienia, ale nade wszystko w tej małej, życiowej historii zbawienia, którą każdy człowiek realizuje z Bogiem na ziemi.

 

Nawiedzenie świątyni przypominało o Bożej wszechmocy i potędze. Sama budowla, jej wielkość i majestat, przypominały o Opatrzności Bożej. Tam napełniano dusze odwagą do powrotu, do codziennego życia...

 

Psalm 121 jest śpiewem człowieka wracającego ze świątyni. Są tacy badacze, którzy uważają, że jest to jego dialog z kapłanem. Pielgrzym stawia pytania, na które kapłan odpowiada. Inni sądzą, że pielgrzym prowadzi wewnętrzną rozmowę sam ze sobą...

 

Już pierwsze zdanie wskazuje na codzienny dylemat, którego doświadczamy z taką samą bolesnością, jak Psalmista - wznoszę swe oczy ku górom, skąd nadejdzie ma pomoc? Kruchość i niemoc to nasze drugie imię, to elementy naszej natury, przed którymi nie ma ucieczki. Pomoc... Tej potrzebujemy właściwie każdego dnia. Pomoc... Żeby w ogóle żyć. Oczywiście najprościej byłoby stwierdzić, że chodzi o górę Syjon, a pytanie jest ściśle retoryczne... Ale chyba jednak nie...

 

Na górach bowiem umiejscowione były również stelle i ołtarze bożków pogańskich. Pytanie to więc wskazuje na codzienne rozterki życiowe - gdzie szukać pomocy, skąd ona nadejdzie. Tak wiele wzgórz bowiem obiecuje pomoc, tak wielu bogów w codzienności zapewnia o swojej prawdziwości, tak wiele pagórków mami łatwością ich zdobycia...

 

To jest mój wybór, to jest moja decyzja, to ja muszę określić kierunek, w którym podążam, to ja muszę wskazać komu zaufam i zawierzę moje życie, bo to ja i nikt inny będę ponosił tego konsekwencje.

 

Psalmista zostawia jednak za sobą drzwi świątyni, wychodzi z tego miejsca, które jest sercem Izraela, odchodzi z tego domu, w którym Pan nieustannie pociesza swój lud. I robi coś, co będzie musiał robić bardzo często w codzienności - uświadamia sobie na nowo w jakiego Boga uwierzył i za jakim Bogiem podąża w swoim życiu...

 

Pomoc moja od Pana, który stworzył niebo i ziemię... Jeden jest Pan i nie ma innego. Z żadnego wzgórza pomoc nie nadejdzie, żaden bożek mi jej nie okaże, żadne bóstwo nie troszczy się prawdziwie o mój los. Jeden jest Pan, a o Jego trosce zapewnia nas już chwila stworzenia świata...

 

KKK1 - 1 Bóg, w samym sobie nieskończenie doskonały i szczęśliwy, zamysłem czystej dobroci, w sposób całkowicie wolny, stworzył człowieka, by uczynić go uczestnikiem swego szczęśliwego życia. Dlatego w każdym czasie i w każdym miejscu jest On bliski człowiekowi. Bóg wzywa człowieka i pomaga mu szukać, poznawać i miłować siebie ze wszystkich sił. Wszystkich ludzi rozproszonych przez grzech zwołuje, by zjednoczyć ich w swojej rodzinie - w Kościele. Aby to zrealizować, posłał swego Syna jako Odkupiciela i Zbawiciela, gdy nadeszła pełnia czasów. W Nim i przez Niego Bóg powołuje ludzi, by w Duchu Świętym stali się Jego przybranymi dziećmi, a przez to dziedzicami Jego szczęśliwego życia.

 

Pan stworzył niebo i ziemię... I nie zapomniał po co. Jego plan miłości wobec człowieka, dla którego przygotował ten świat, nigdy się nie kończy i nie został przez Niego porzucony. Od samego początku Bóg towarzyszy ludzkości, którą nieustannie wzywa do więzi, bo wie, że bez tej relacji z Nim człowiek ginie... Tak został zamyślony, tak został stworzony...

 

Z tego przypomnienia początków wypływa cała pieśń pochwalna. Psalmiście jakby rozwiązał się język. To słowo umacnia go na trudny powrót do codzienności, w której doświadcza niejednej pułapki, o którą mógłby się potknąć. Pan zadba, aby jego noga się nie zachwiała.

 

On nigdy nie śpi. Nie podlega ludzkim ograniczeniom, nie ma ciała, które niesie ze sobą swoje słabości. Nie musi regenerować sił. I dlatego może być prawdziwym, niezawodnym stróżem. Nikt nie strzeże tak, jak strzeże Pan.

 

Jego troska jest porównywana do cienia nad głową, co dla każdego mieszkańca Ziemi Świętej było całkowicie czytelne i zrozumiałe. Ten, który ocieniał naród uciekający z Egiptu, dba również o codzienny cień nad głową, aby we dnie nie poraziło cię słońce, a w nocy księżyc, którego wpływom przypisywano niejedną chorobę - od trądu, po obłęd.

On stoi po twojej prawicy - niczym adwokat w sądzie, albo, co jeszcze czytelniejsze, jako przyjaciel w boju, który swoją prawą ręką może sięgnąć po miecz, aby cię obronić. On naprawdę chce cię uwolnić od zła wszelkiego, On naprawdę czuwa nad twoim życiem...

 

Nad każdą jego przestrzenią, każdym jego wymiarem. Twoje wyjście i przyjście... Rodząc się wychodzisz z łona matki i wchodzisz w życie; powołany pozostawiasz sieci, ojca i matkę i wchodzisz do nowego życia; wyzwolony z grzechu wychodzisz z niewoli i wchodzisz do nowego Królestwa; migrując wychodzisz z jednej ziemi, aby wejść do innej; a nawet budząc się rano wychodzisz z nocy i wchodzisz w dzień... Jesteś nieustannie w drodze. Przechodzisz...

 

Bóg jest również Panem czasu - teraz i po wszystkie czasy. On nie widzi tylko jakichś chronologicznych wycinków twojej rzeczywistości, ale widzi cię w perspektywie wieczności. Jest Mu znany twój początek i koniec, żadna chwila Mu nie umyka. Bo On rzeczywiście panuje...

 

Pierwszą rzeczą, którą warto sobie dziś uświadomić jest obecność bożków w moim życiu. Taka konkretna refleksja z nadaniem im imion. Bożkiem jest wszystko, co skupia mnie na sobie nie odsyłając mnie do Boga. Bożkiem jest wszystko to, w czym upatruję mojej nadziei - każde wzgórze, z którego spodziewam się pomocy, zamiast oczekiwać jej od Pana. Muszę wyraźnie zobaczyć, czy zwłaszcza w trudnych chwilach mojej codzienności nie zapominam o Tym, który chce być moim stróżem i obrońcą. Czy ja sobie wówczas przypominam o tym, że Pan mnie nie zawiódł, że On działał w moim życiu, że moje losy są naprawdę w Jego ręku?

 

A może liczę na siebie, na własny spryt, swoją przemyślność, na ludzi, na pieniądze, na szczęście, na los, na przypadek. Czy pierwszą myślą, kiedy doświadczam trudności jest myśl o moim Bogu? To znakomity probierz mojej wiary w Jego Opatrzność.

 

Po drugie przypomnij sobie słowa Jezusa - 25 Dlatego powiadam wam: Nie troszczcie się zbytnio o swoje życie, o to, co macie jeść i pić, ani o swoje ciało, czym się macie przyodziać. Czyż życie nie znaczy więcej niż pokarm, a ciało więcej niż odzienie? 26 Przypatrzcie się ptakom w powietrzu: nie sieją ani żną i nie zbierają do spichrzów, a Ojciec wasz niebieski je żywi. Czyż wy nie jesteście ważniejsi niż one? 27 Kto z was przy całej swej trosce może choćby jedną chwilę dołożyć do wieku swego życia? 28 A o odzienie czemu się zbytnio troszczycie? Przypatrzcie się liliom na polu, jak rosną: nie pracują ani przędą. 29 A powiadam wam: nawet Salomon w całym swoim przepychu nie był tak ubrany jak jedna z nich. 30 Jeśli więc ziele na polu, które dziś jest, a jutro do pieca będzie wrzucone, Bóg tak przyodziewa, to czyż nie tym bardziej was, małej wiary? 31 Nie troszczcie się więc zbytnio i nie mówcie: co będziemy jeść? co będziemy pić? czym będziemy się przyodziewać? 32 Bo o to wszystko poganie zabiegają. Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. 33 Starajcie się naprzód o królestwo <Boga> i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane. 34 Nie troszczcie się więc zbytnio o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie. Dosyć ma dzień swojej biedy. Mt 6, 26-34

 

Bóg nie tylko wie o twoim istnieniu, wszak sam cię stworzył i nie jesteś elementem produkcji taśmowej - jesteś hand made... Drogocenny, wartościowy, umiłowany... On troszczy się o ciebie i wie doskonale czego ci potrzeba zanim Go jeszcze poprosisz. Czy ty wierzysz, że słowa, które mówi Jezus są prawdziwe w twoim życiu - nie tak ogólnie prawdziwe, ale prawdziwe dla ciebie?

 

Czy ty wierzysz, że Pan się o ciebie troszczy, bo jesteś Mu drogi, nie dlatego, że musi, ale dlatego, że cię kocha? Może każdego ranka, wraz z pierwszym świadomym oddechem winieneś Go o taką wiarę prosić. Może każdy poranek powinien być okazją do nowej decyzji - jedno jest wzgórze, na którym Pan się objawia, bo jeden jest Pan i nie ma innego.

 

Zadanie na dziś - przypomnij sobie przynajmniej trzy wydarzenia z twojego życia, w których doświadczyłeś Bożej troski. Nazwij je - nie ogólnie. Konkretnie! Przypatrz się dziś liliom (kwiatom) i ptakom - poczuj się kochany!!!