Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
 
Październik 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Listopad 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30
 
Grudzień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31

ciemność widzę...

2013-08-13

1016995_435807413202109_1653782602_n (Custom).jpg

Mili Moi...

Wróciłem... Dwie godziny temu przekroczyłem próg naszego lubelskiego mieszkania. I właśnie jestem na etapie zastanawiania się w jaki sposób wypoczywać najskuteczniej 🙂 Torby rozpakowane, pranie wstawione... i co dalej?

Próbuję powoli ogarniać myślą ten czas minionych dwóch tygodni. I właściwie nie wiem... Naprawdę nie wiem, co myśleć... Była to jedna z moich najtrudniejszych pielgrzymek. Wcale nie pod względem fizycznym, bo nie działo się nic ponad to, co zwykle. Ale psychicznie... Nie było we mnie zgody na cierpienie. I nie było chyba we mnie zgody na własną słabość. Przeżywałem ogromny gniew i złość wówczas, gdy nie mogłem iść dalej... Złość na siebie, przede wszystkim na siebie... Często myślałem sobie jak bardzo rozczarowuję... Boga, siebie, tę wspólnotę ludzi, z którymi powinienem być... Niestety poszukiwania pokory w tym doświadczeniu spełzły na niczym... Gniew, złość... To znajdowałem codziennie.

 Duchowo wcale nie było lepiej... Doświadczyłem ogromnej oschłości. Nie mogłem się modlić, nie mogłem się skupić na medytacji, nie mogłem zanurzyć się myślami w Bogu... To chyba było szczególne cierpienie... Jak bardzo tęskniłem za domem i za księgą Pisma... Za moimi chwilami spędzanymi z Panem... Czułem się jak wygnaniec z mojego własnego serca, jak człowiek bez domu, bez jakiegokolwiek miejsca, gdzie bym mógł głowę złożyć... Może to i ewangeliczne doświadczenie, ale nie widziałem tego... Dziś powoli zaczynam pytać Pana - po co? Co chciałeś mi pokazać, co dać? Wszystko jest darem. Ten czas z pewnością też... 

Kiedy słyszałem świadectwa moich pielgrzymów, którzy mówili o wielkich rzeczach, które Pan dokonał w nich poprzez to doświadczenie wspólnego pielgrzymowania, to szeptałem w sercu z wdzięcznością - chociaż oni Panie... Ja nie odnajdywałem w sobie nic z tego, o czym oni opowiadali... Doświadczenie wspólnoty, czas medytacji, ludzka dobroć... Nic... Pustka... Oschłość... Jakieś wewnętrzne osamotnienie... Chciałbym to widzieć jako ofiarę, jako dar. Coś, co dałem z siebie tej wspólnocie pielgrzymkowej... Ale nic z tego we mnie nie ma... Nie wchodziłem w to świadomie. Nawet przez myśl mi nie przeszło - zabierz mi Panie pociechy, a daj im owoce... Nie... Nie sądzę więc, żeby to moje cierpienie duchowe miało znaczenie dla nich. Może miało dla mnie... Będę o tym niewątpliwie myślał wracając do tego trudnego czasu...

Szczęśliwy jestem z jednego powodu... Z powodu moich pielgrzymów... Piękni ludzie... Tak bardzo piękni... I niesłychanie otwarci... Codzienne dzielenie wieczorne zapierało mi czasem dech w piersiach. Sięgali tak bardzo głęboko, mówili o tak niesamowitych wypadkach ze swojego życia, dawali tak piękne świadectwa działania Boga... Wielu z nich długo nie zapomnę. I będę tę pamięć w sobie ożywiał, tym bardziej, że przeczuwam, iż była to ostatnia moja piesza pielgrzymka na Jasną Górę... Na mnie już czas 🙂

Postanowiłem w sercu podzielić się z wami medytacjami, które wraz z grupą odprawialiśmy każdego dnia. Będę je tu systematycznie zamieszczał w takim brzmieniu, w jakim usłyszeli je pielgrzymi. Jeśli skorzystacie z nich także i Wy, Czytelnicy, będę z tego powodu bardzo szczęśliwy...

Dziś pierwsza z nich - Medytacja nad Psalmem 120.

1 Do Pana w swoim utrapieniu

 wołałem i wysłuchał mnie.

2 Panie, uwolnij moje życie

 od warg kłamliwych

 i od podstępnego języka!

3 Cóż tobie [Bóg] uczyni

 lub co ci dorzuci,

 podstępny języku?

4 Ostre strzały mocarza

 i węgle z janowca.

5 Biada mi, że przebywam w Meszek

 i mieszkam pod namiotami Kedaru!

6 Zbyt długo mieszkała moja dusza

 z tymi, co nienawidzą pokoju.

7 Gdy ja mówię o pokoju,

 tamci prą do wojny.

Zobaczcie jak oni się miłują - tak mówiono o pierwszych chrześcijanach. To był często dowód na prawdziwość ich wiary, to przyciągało do nich ludzi. Dziś tak bardzo trudno wypowiedzieć o nas te same słowa. Poganie raczej mówią o nas - zobaczcie jak oni się nienawidzą. A niechęć, zawiść, złośliwość, agresja, którymi się wzajemnie obdarzamy, z cała pewnością nie pochodzą od Boga...

 

Czasem zastanawiamy się jak to możliwe - wierzymy w jednego Boga, słuchamy jednej Ewangelii, jesteśmy członkami jednego Kościoła, a nie stać nas na życie w pokoju. Od współwyznawców doznajemy nieżyczliwości, a co dopiero mówić o całej reszcie niewierzącego świata.

 

Nie trzeba szukać daleko. Wystarczy wyjść na ulicę, a jeszcze lepiej wyjechać samochodem - gniew złość, agresja, setki bolesnych, wulgarnych słów. Większość ludzi wokół nas to ciągle chrześcijanie... przynajmniej z nazwy... To często rodzi jakiś żal i smutek. Ale bywa, że również nam taka postawa się udziela.

 

Podobnego rozżalenia doznaje dziś Psalmista. Nie wiemy czy żyje rzeczywiście wśród narodów pogańskich (Kedar i Meszek), czy po prostu swoich rodaków określa w ten sposób. Niemniej pielgrzymka do Jerozolimy, którą odbywa nastraja go melancholijnie i boleśnie odczuwa swoje codzienne zmagania o pokój. Widzi ten trud i ciężar z całą ostrością. Te wysiłki naprawdę mu ciążą...

 

Bo doznaje ucisku ze strony warg kłamliwych i podstępnego języka. To szczególnie bolesne dla Izraelity, który żyje przekonaniem o mocy słowa, o jego realności. Dla Izraelity staje się to, co wypowiadają jego usta. Bolesne słowa, kłamstwa i oszczerstwa bolą więc niczym ciosy zadawane fizycznie. On jest pobity słowami...

 

Słowa bardzo szybko przeradzają się w czyny, a właściwie je zakładają i pociągają za sobą - gdy ja mówię o pokoju, oni dążą do wojny. Słowa to mało. Trzeba przeciwnika pognębić, zniszczyć, wbić w ziemię...

 

Pociecha od Pana... To jest to, czego Psalmista potrzebuje. Idzie do Jerozolimy ufając, że tam Pan okaże mu swoje miłosierdzie, że dozna umocnienia.... Tam Pan pociesza swój lud, jak mówi prorok Izajasz...

 

10 Radujcie się wraz z Jerozolimą,

 weselcie się w niej wszyscy, co ją miłujecie!

 Cieszcie się z nią bardzo wy wszyscy,

 którzyście się nad nią smucili,

11 ażebyście ssać mogli aż do nasycenia

 z piersi jej pociech;

 ażebyście ciągnęli mleko z rozkoszą

 z pełnej piersi jej chwały.

13 Jak kogo pociesza własna matka,

 tak Ja was pocieszać będę;

 w Jerozolimie doznacie pociechy".

14 Na ten widok rozraduje się serce wasze,

 a kości wasze nabiorą świeżości jak murawa.

 Ręka Pana da się poznać Jego sługom,

 a gniew - Jego nieprzyjaciołom. Iz 66.

 

On czuje, że z tym tłumem, który kroczy do Pańskiego domu łączy go szczególna więź, wie, że ci ludzie idą wraz z nim, w tym samym celu, choć każdy dźwiga swoją historię. Ale już samo to jest dla niego źródłem pociechy. A ponadto wie, że Pan zawsze go wysłuchuje, a zwłaszcza w tej sprawie nie będzie milczał, nie pozostawi go bez odpowiedzi - do Pana w swoim utrapieniu wołałem i wysłuchał mnie... Dlatego też wyraża swoją prośbę w taki bardzo ufny sposób, prosi o to, co wydaje mu się najlepsze - uwolnij Panie od warg kłamliwych i podstępnego języka....

 

Wydaje się, że pod wieloma względami jesteśmy do niego podobni. Żyjemy w jakimś rozproszeniu boleśnie doświadczając, że chrześcijaństwo wielu ludzi wokół nas jest starannie podtrzymywaną fikcją. Ci którzy nazywają się chrześcijanami wielokrotnie nie żyją Ewangelią. Jeszcze boleśniejsze odkrycie jest takie, że ja sam częstokroć nie odbiegam od tych niskich standardów, że ja sam jestem przeciętniakiem, że ja sam chętnie uczestniczę w niszczeniu innych, że moje słowa wcale nie są lepsze...

 

Być może od tego świata odróżnia mnie jeszcze tylko to, że widzę swoją słabość i się na nią nie godzę. Staram się coś z tym robić. I ta pielgrzymka niewątpliwie jest takim lekarstwem. Umęczeni światem wychodzimy z niego na dwa tygodnie, wchodząc we wspólnotę, która jest tak bardzo inna poprzez kierunek, ku któremu zmierza - idziemy do miejsca, gdzie Pan od wieków pociesza swój lud...

 

Tak często po pielgrzymce słyszę świadectwa - ojcze, takich ludzi nie spotkałem nigdzie; jak to możliwe, że nie możemy dla siebie być tacy na co dzień?; tu nikt na nikogo się nie gniewa, nikt nie jest zły; nie chciało mi się wracać do domu, chciałem żeby to trwało na zawsze...

 

Wychodzimy na swoistą Górę Tabor. Możemy być pewni, że Jezus objawi nam się w zupełnie szczególny i wyjątkowy sposób. Wszystkiego będziemy doświadczać bardzo intensywnie, podobnie jak uczniowie na górze, bo cierpienie wyostrzy nasze zmysły wewnętrzne. Niejeden raz doznamy olśnień pytając samych siebie - jak to możliwe, że tego nie dostrzegałem, nie widziałem wcześniej? Wiele tematów naszego życia stanie przed nami w sposób bardzo jaskrawy.

 

A najważniejsze, że pierwszym tematem, który będzie się nam narzucał od samego początku, będzie temat naszej relacji z Bogiem. To jest to miejsce i czas, w których mamy się jej przyjrzeć. Dlaczego to jest takie ważne? Ponieważ od tej relacji zależą nasze relacje międzyludzkie i to nie tylko te na pielgrzymce, ale, co dużo ważniejsze, te poza nią, czy po niej.

 

My z tej góry Tabor zejdziemy, bo na górze się nie mieszka. Życie wiedzie się w dolinach. Ale dziś nie musimy o tym myśleć. Chodzi o to, żeby zaczerpnąć. Chłonąć Boga i Jego prawdę, rzeczywiście w Nim znaleźć pociechę, wypłakać się na Jego ramieniu, wziąć wszystko, co On nam na ten czas przygotował.

 

Po pierwsze, spróbuj dziś zobaczyć skąd wychodzisz. Czy to doświadczenie Psalmisty jest rzeczywiście twoim doświadczeniem? Czy wokół ciebie są ludzie, którzy niszczą cię słowem, którzy odbierają ci pokój? Zobacz ich bardzo wyraźnie. Nazwij ich po imieniu. Postaw ich dziś przed Bogiem, między Bogiem, a sobą...

 

W sposób szczególny wyłoń ze swojej pamięci tych, którzy mają się za wierzących, tych, którzy przyznając się do Boga zadają ci krzywdę. Stań przed Panem z całym niezrozumieniem tej sytuacji, z całym swoim zdziwieniem.

 

Zobacz czy doświadczasz tych bolesnych sytuacji ze względu na swoją przynależność do Boga, ze względu na swoją wyrazistość w poglądach, ze względu na swoją prawość. Bo może jest inaczej - może nic cię nie odróżnia od tego świata do tego stopnia, że świat uznał cię za swoją własność. Może twoje życie nie głosi Ewangelii - niedawno pewna ateistka o pewnym księdzu pisarzu powiedziała - że on tak pisze, że w niej nic się nie buntuje...

 

Czy ty wyraźnie stoisz po stronie Boga, czy ze względu na Niego dążysz do pokoju?

Po drugie - przypomnij sobie słowa Jezusa - 20 Pamiętajcie na słowo, które do was powiedziałem: "Sługa nie jest większy od swego pana". Jeżeli Mnie prześladowali, to i was będą prześladować. Jeżeli moje słowo zachowali, to i wasze będą zachowywać. J 15,20

 

33 To wam powiedziałem, abyście pokój we Mnie mieli. Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat". J 16,33

 

Nawet najbliżsi będą nas doświadczać - 21 Brat wyda brata na śmierć i ojciec syna; dzieci powstaną przeciw rodzicom i o śmierć ich przyprawią. 22 Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mego imienia. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony. Mt 10,21-22

 

Świadomość tego, że Pan przewidział te trudności jest źródłem nadziei, bo trudno się spodziewać, żeby oczekiwał iż my sami z siebie jesteśmy w stanie to udźwignąć. On jest dawcą łaski i chce nam w tych trudnych doświadczeniach nieustannie towarzyszyć. Z Nim jesteśmy w stanie wszystko to przetrwać.

 

Wymagania są niemałe, a trudne doświadczenia musimy sobie niejako wrzucić w koszty - mieć świadomość, że przyjdą i są w jakiejś mierze naturalne...

 

17 Nikomu złem za złe nie odpłacajcie. Starajcie się dobrze czynić wobec wszystkich ludzi! 18 Jeżeli to jest możliwe, o ile to od was zależy, żyjcie w zgodzie ze wszystkimi ludźmi! 19 Umiłowani, nie wymierzajcie sami sobie sprawiedliwości, lecz pozostawcie to pomście [Bożej]! Napisano bowiem: Do Mnie należy pomsta. Ja wymierzę zapłatę - mówi Pan Rz 12,18-19.

 

Po trzecie - zdaj sobie sprawę, na ile sam ulegasz presji tego świata. Bo może twoje słowo jest podobne, może mówisz i działasz tak samo - jak dziecko tego świata, a nie jak dziecko Boga. Czy słowo, to które wypowiadasz, jest inne od słów twoich nieprzyjaciół?

 

Ale, co dużo ważniejsze - czy po tych słowach, które wypowiadasz, można w tobie rozpoznać chrześcijanina, czy widać w nich twoją wiarę? Naśladowca Jezusa nie niszczy słowem, nie ma warg kłamliwych i podstępnego języka. Zobacz czy to, z powodu czego cierpisz, nie jest również twoim sposobem działania...

 

Może odpowiadasz kłamstwem, złością, nienawiścią wobec twoich wrogów, nie różniąc się od nich zbyt wiele. A może, co gorsza, mścisz się za swoje cierpienie, niszcząc słowem słabszych, którzy nie potrafią się bronić. Zdaj sobie dziś sprawę, że jako chrześcijanin jesteś bacznie obserwowany i słuchany i aby okazać się wiernym Bogu, musisz odróżniać się od tego świata i sposobów jego reagowania.

 

Po czwarte - miej świadomość prawdziwej potęgi Boga, który może ująć się za swoim sługą. Należysz do Niego i w Jego ręku są strzały mocarza, którymi może unieszkodliwić swoich wrogów. I to On może zesłać na nich żar węgli płonących, tych jałowcowych (janowcowych), które żarzą się długo i dają wysoką temperaturę.

 

Ale skoro tego nie czyni, to i ty tego nie czyń. On ma moc, nie musisz Mu pomagać. Pozwól Jemu zdecydować o losach twojego wroga. Nie bądź bardziej sprawiedliwy. Zaufaj Jego miłosiernej sprawiedliwości. Nie złorzecz. Nie upodabniaj się do świata, ale do Boga samego... On cię pocieszy...

 

Zadanie na dziś - uciesz się tą wspólnotą, w której jesteś dziś i powiedz drugiemu coś miłego - błogosław. I proś Jezusa o pocieszenie...