Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28
 
Marzec 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31
 
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31

naczynia (jednak) gliniane...

2013-07-25

IMG_7176 (Custom).JPG

Mili Moi...

Dotarłem już do Elbląga, gdzie spędzę ostatnie chwile przed pielgrzymką. Taki to dziwny czas, w dziwnym roku... Bardzo trudno wejść mi w przygotowania. Właściwie nie uświadamiam sobie do końca, że już w niedzielę wyruszamy. Jest tak zupełnie inaczej, niż w poprzednich latach. Podejrzewam, że jest to związane z organizacją pielgrzymki na odległość. Gdyby nie dobrzy ludzie, a nade wszystko Dorota, nasza kwatermistrzyni, nie byłoby mowy o przygotowaniach. Ona większość prac wzięła na siebie. A ja... czuję się jakoś "zagubiony". Z jednej strony mam wielkie zaufanie do Pana, że nie pozwoli nam zginąć i da łaskę wyruszenia. To pozwala jakby z boku przyglądać się mnożącym się trudnościom, a tych, wierzcie mi, naprawdę nie brakuje. Z drugiej strony doświadczam jakiejś obojętności, bierności... Nie ma we mnie jakieś "organizacyjnej iskry". Ufam, że "zaskoczę", kiedy już wyruszymy...

Nie szczędzi mi Pan jednak radości. A mają one związek z duchowym rozwojem moich "duchowych dzieci". Dziś zabrałem się za listowne sprawozdanie od jednego z nich. Niestety odległość sprawia, że nasza relacja kierownictwa do listów się musi ograniczyć. Ten był długi, długo tworzony, ponad czterdziestostronicowy... Nad każdą z tych stron miałem ochotę wykrzyknąć "dzięki Jezu!!!". Piszę o tym tutaj, bo dziś św. Paweł w Słowie dnia puentuje - Wszystko to bowiem dla was, ażeby w pełni obfitująca łaska zwiększyła chwałę Bożą przez dziękczynienie wielu. Ja tę łaskę, obfitującą, przemieniającą, uzdrawiającą, uszczęśliwiającą, mam okazję widzieć, mam szansę w jej udzielaniu uczestniczyć. Stoję z boku, niczym dziecko zafascynowane odbiciem nieba w kałuży... Ono może tak stać bardzo długo i patrzeć, patrzeć, patrzeć... W niemym zachwycie... Doświadczam tego bardzo często. Życie Boże, które udziela się przy moim, częstokroć nader skromnym udziale, albo zupełnie bez niego. Niemniej Bóg pozwala mi widzieć... Rozwój dusz... Tych, które powierzyły się mojej kapłańskiej trosce, tych, które mi zaufały, tych, które w swej otwartości odsłoniły się w swojej bezradność. A ja mogłem tylko, albo aż zanieść je do Jezusa. Nie znam lepszego Lekarza. Nie znam lepszego sposobu pomocy. I to moje "noszenie" (częstokroć codzienne, wytrwałe, czasem gwałtowne, czasem pełne pokoju i ufności, czasem odkładające się wielkim ciężarem na moim sercu) okazuje się pomocne. Jezus z niego korzysta. I udziela się! I udziela się w taki sposób, że pozostaje tylko klęknąć i wołać "chwała!". Piszę o tym, żebyście zechcieli pomóc mi dziękować. W duchu chrześcijańskiej miłości - za wielkie rzeczy, które dzieją się w życiu ludzi, których nie znacie... Ale to nie jest najistotniejsze... Najważniejsze jest to, że należymy do tego samego Pana, który każdemu z nas chce się udzielać z wielką siłą, a jednocześnie łagodnie. On jest!!! I to, co pozwala mi widzieć, czym pozwala mi się cieszyć, jest niesłychanie motywujące....

 Dzisiejsze Słowo przypomina mi o jeszcze jednej prawdzie, o której właściwie przekonuję się ostatnimi dniami nieustannie. Przechowujemy ten skarb w naczyniach glinianych, aby z Boga była owa przeogromna moc, a nie z nas... Jak wielkiej dbałości domaga się to naczynie! Jak łatwo zapomnieć o jego kruchości! Jak łatwo przywyknąć do tego, że ono jest "niezniszczalne" (cóż za naiwny sposób myślenia)! Widzę to w odniesieniu do siebie samego... Jak trudno mi ostatnimi dniami się modlić. Całkowicie zaburzony rytm codzienności, wakacyjne zmiany miejsc, natłok dźwięków, obrazów, a jednocześnie nadmiar nieprzemyślanego czasu wolnego, sprawiają, o zgrozo, że umyka mi sprzed oczu to, co najważniejsze... To jest bolesna lekcja pokory... Bo okazuje się znów, że można widzieć cuda Boże, a moje oczy są ich pełne, i można jednocześnie być jałowym polem, na którym nic nie rośnie, bo rolnikowi nie chce się zająć tym, czym zajmować się powinien... Może więc dobrze, że wyruszam w niedzielę na szlak... Może to Boże "koło ratunkowe" dla mojej ludzkiej głupoty, której się wydaje czasem, że jest mądrością... Oby Pan nie zrezygnował ze mnie nigdy... Oby Jego wierność pobudzała moją własną... Obym umiał nieustannie się nawracać... Pamiętając o kruchości naczynia...

PS. Na samiuśki koniec zamieszczam wam dwa linki... Kilka słów na temat pielgrzymki... Pewien katolicki portal poprosił, żebym się podzielił, to się podzieliłem... Ale jak zwykle, gadulstwo pospolite sprawiło, że wywiad ukazał się w dwóch częściach 🙂

http://e-sancti.net/wywiady/5842-na-pielgrzymim-szlaku-1

http://e-sancti.net/wywiady/5845-na-pielgrzymim-szlaku-2