Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28
 
Marzec 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31
 
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31

bądźcie szczęśliwi... bo możecie...

2013-07-22

IMG_20130722_095423 (Custom).jpg

Mili Moi...

No ja jednak zupełnie nie umiem odpoczywać... Nawet tym odpoczynkem czuję się jeszcze bardziej zmęczony... I to jest jakiś paradoks... Ale są też jaśniejsze punkty na tym moim urlopowym horyzoncie. Jednym z nich był sobotni ślub Ani i Arka. Chyba już kiedyś pisałem, że nie bardzo lubię śluby. Zdecydowanie wolę pogrzeby... Z wielu różnych przyczyn. Jedną z nich jest to, że choć na jedną i drugą uroczystość schodzą się częstokroć ludzie niewierzący, to jednak ci na pogrzebie przynajmniej wiedzą jak się zachować. No i głosi się jednak nieco lepiej w sytuacji, kiedy naród jest nieco bardziej skupiony na tematach eschatologicznych, niż na egzystencjalnych (czy rosół będzie z makaronem, a tamtej z prawej kiecka szeleści, a moja nie szeleści, a tamta w tym beżowym ma fajne buty itp). W każdym razie w sobotę było nawet nieźle 🙂 Lud zdawał się wiedzieć w czym uczestniczy, młodzieżowy zespół pięknie zaśpiewał, księży było dziewięciu, a moja skromna persona miała tam za zadanie wygłosić kazanie. Uczyniłem to z największą radością, ponieważ Arek od wielu lat jest moim duchowym synem i niejedno razem przeżyliśmy... Anię, jego żonę znam słabo, głównie z jego opowieści, a jak wiadomo, z nich wyłania się prawdziwy ideał 🙂 Niech im się układa po Bożemu... Miałem dla nich tylko jedno życzenie, którym żyję od kilku tygodni, a właściwie konkretnie od obejrzenia filmu o św. Filipie Nereuszu. To życzenie on sam skierował do pary młodych, którym błogosławił - bądźcie szczęśliwi, bo... możecie!

Przy okazji poczyniłem pewne obserwacje celibatariusza. Rzecz jasna zza stołu. W naturalny sposób zaliczałem się do grona sędziwych emerytów, którzy nie mieli już sił wyjść na parkiet oraz samotnych panien, na których obliczu malował się ten wyraz zadumy nad ich losem, który można by spuentować zdaniem - po co ja tu jestem? I o ile nad owymi pannami czasem jeszcze się ktoś zlitował i wyciągnął je na deski (przy czym na ich obliczu w tych chwilach odmalowywał się wyraz jeszcze większego zdumienia), o tyle dla mnie już nikt takiej litości nie miał 🙂 Oczywiście nieco sobie dworuję, ale prawdą jest, że ksiądz na weselisku to zjawisko nader egzotyczne, chyba że z uporem maniaka usiłuje upodobnić się do wszystkich świeckich, co jest dość łatwe biorąc pod uwagę okoliczności. Ale jeśli nie pije i nie tańcuje nadmiernie, to winien się zwinąć, kiedy powoli kończą się tematy do rozmów 🙂 A zatem ojciec Miś o 23.30 pomachał łapką wszystkim i wsiadł do pożyczonego wozu, żeby koło 3 nad ranem znaleźć się w swoim domku. Wieczór jednak uznaję za udany... Tym bardziej, że dwóch księży zdobyło się na pochwałę megoż skromnego kazania... a to się praktycznie nie zdarza, więc złotymi zgłoskami odnotowujemy...

Dziś Maria z Magdali... Lubie ją, bo ona wie co to wolność... Tak sobie dziś pomyślałem, że tylko ludzie wolni mogą doświadczać radości i tylko ludzie wolni mogą się nią dzielić. To tak w kontekście ostatnich moich wywodów. Maria, którą dzięki mocy Jezusa opuściło siedem złych duchów otwierała z pewnością codziennie szeroko oczy i wciąż na nowo uświadamiała sobie w jakim nieprawdopodobnym zniewoleniu żyła. Podejrzewam, że na wszystko, co dotąd wydawało jej się radością, po swoim wyzwoleniu spoglądała z niedowierzaniem. Jak to możliwe, że te rzeczy mogły mnie cieszyć? Radość nabrała nowego wymiaru, życie nabrało nowego blasku... A ostatecznym tego źródłem i przyczyną był Jezus, który z taką mocą wkroczył w jej życie... Pewnie dlatego tak bez wahania udaje się do uczniów po Zmartwychwstaniu i oznajmia im, że Pan żyje. Ta radość odrodzona dzięki uwolnieniu, choć cierpi z powodu Jego śmierci, nie kłopocze się tym, czy jej uwierzą, podobnie jak nie martwiła się tym, kto jej odsunie kamień, kiedy dotrze do grobu, podobnie jak nie martwiła się tym, w jaki sposób uniesie ciało dorosłego mężczyzny i gdzie się z nim uda, kiedy domniemany ogrodnik zechce jej je zwrócić... Nie wybiegała myślą w przyszłość, nie kłopotała się... Radość wróciła, bo On żyje... Szczęście związane z potęgą Jego Bóstwa, które po raz kolejny, tym razem tak absolutnie przekraczając ludzkie wyobrażenia, dało o sobie znać... Ona wiedziała... Ona zawsze wiedziała, że On jest wyjątkowy, że On jest Panem, że to On jest prawdziwym źródłem wolności, radości, szczęścia...

Szczęście... To kolejny krok... Trwały owoc radości, jak powiadają słowniki. Stan, charakteryzujący się ciągłością. Wolni, radośni, szczęśliwi... Cieszę się, że i takich ludzi mam wokół. Cieszę się, bo oni utwierdzają mnie w przekonaniu, że ja nie żyję w nierealnym i urojonym świecie, że mnie się nie wydaje, że ja nie zmyślam... Można żyć inaczej. Można z mocą sprzeciwiać się temu, co jest nam serwowane jako jedyny model przeżywania szczęścia. Piszę te słowa dokładnie w tej chwili, kiedy media szaleją, bo narodziło się dziecko... Ludzie otwierają szampana na ulicach. Godzinami ślęczeli pod szpitalem i jeszcze długo spać nie pójdą... Radość z następcy trony... Z marionetkowego króla, który będzie atrakcją turystyczną pozbawioną wszelkiej władzy... Dziwny świat... Przedziwny... A ja pozwolę sobie ucieszyć się wszystkimi dziećmi, które się dziś narodziły bez błysków fleszy. A nade wszystko ucieszę się jeszcze raz z Tego Dziecka, któe narodziło się swego czasu w całkowitym osamotnieniu, nierozpoznane, odrzucone... To dzięki Niemu narodziły się wszystkie inne... Również dzisiaj... Te królewskie i niekrólewskie...

Pozwolę sobie zakończyć ten wywód dzisiejszym, świeżym cytatem z mojej najlepszej przyjaciółki Katarzyny (szczęśliwej żony i matki, z którą łączy mnie podobne widzenie rzeczywistości), która zawsze najlepiej upewnia mnie, że jednak nie zwariowałem - Michał, kiedy zamykam drzwi mojego mieszkania, wydaje mi się, że wchodzę w zupełnie inny świat... Mario Magdaleno, westchnij dziś z prośbą o dar wolności dla tego świata... Wolności, radości, szczęścia... Choć odrobinę prawdziwszego, niż to, które widzimy na co dzień...