Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31
 
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31

jedyny dawca szczęścia...

2013-07-20

Mili Moi...

Od kilku dni urlopuję w Sztumie, moim mieście rodzinnym. O internet tu niełatwo, więc moje możliwości są nieco ograniczone. To taki trochę urlop połączony z ostatnią prostą przygotowań do realizacji naszej pielgrzymki. Wydaje się, że już jesteśmy na etapie jej domykania. To cieszy...

Muszę przyznać, że jest to jedna z niewielu radości w tych dniach. Może też nie cierpię na jakiś szaleńczy smutek, ale rzeczywiście jestem odrobinę przygnębiony. Wynika to ze spotkań z ludźmi, którzy są... przeraźliwie smutni. Owszem, uśmiechają się zwykle, ale nie ma w nich żadnej iskry, żadnego entuzjazmu, żadnego wewnętrznego żaru. Co więcej, jest ogromnie dużo narzekania i takiej niezwykłej roszczeniowości... Ciągle wydaje im się, że szczęście jest gdzieś przed nimi, ciągle wydaje się im, że muszą je gonić, łapać, muszą go szukać... Niestety większość, zdecydowana większość upatruje tego szczęścia w rzeczach materialnych. To wydaje się być takie banalne, a przez częstotliwość powtarzania ten problem stał się nieomal mityczny. Wydaje się, że przesadzamy i na pewno tak źle nie jest. Ale po tych spotkaniach i po opowieściach również o innych moich znajomych, stwierdzam, że nie ma w tym cienia przesady - wielu ludzi doświadcza ogromnego wewnętrznego smutku, który nie jest spowodowany realnymi, poważnymi kłopotami, ale ma swoje źródło w jakimś niespełnieniu, w jakichś materialnych tęsknotach, w jakiejś szalonej zazdrości, bo i ona tam się często pojawia...

Nie ma mowy o tym, żeby ucieszyć się małymi rzeczami. Nie ma mowy o tym, żeby je w ogóle dostrzegać, widzieć. Nie ma mowy o byciu zadowolonym tu i teraz, o odnalezieniu swojego szczęścia w swoim obecnym życiu... Po prostu nie. Przyznam szczerze, że z jakimś przygnębieniem na to patrzę, bo myślę sobie - ludzie, szkoda czasu... Naprawdę tracicie go bezpowrotnie. Naprawdę tego szczęścia nie będzie więcej, kiedy zmienicie samochód, naprawdę nic się nie zmieni, kiedy upiększycie wasz dom bardziej, niż dom sąsiada... To nie jest "takie proste" - to jest znacznie prostsze...

Dziś w Ewangelii jest takie proste zdanie - a wielu poszło za Nim i uzdrowił ich wszystkich... Jak was przekonać przyjaciele - myślę sobie czasem? Jak was przekonać, że szczęście stoi obok was i jest gotowe się udzielać? Jak wam pokazać, że Pan nie będzie się spierał, ani krzyczał i nikt nie usłyszy na ulicy Jego podniesionego głosu? Nie wiem... Czasem doświadczam jakiejś wielkiej bezsilności widząc, że ludzie, których znam, naprawdę nie znajdą szczęścia na drodze, po której idą. Ale są tak przekonani, są tak pewni, są tak zdeterminowani... i tacy zgorzkniali...

Zawierzam ich Ojcu, który troszczy się o lilie na polu i o wróble na niebie... Niech chociaż tego im nie zabraknie i oby nauczyli się widzieć jak bardzo są bogaci i  jak troskliwy jest Pan... jedyny dawca szczęścia...

A dziś w sposób szczególny polecam waszej modlitwie Anię i Arka. Jadę do Lęborka wygłosić Słowo na ich ślubie. Arek od wielu lat korzysta u mnie z kierownictwa duchowego i przeżyliśmy razem niejedno. Dobry dzieciak. Noszę go w swoim sercu. Teraz przybywa mi drugi dzieciak - jego żona. Od dziś wobec Boga i świata, na zawsze - razem...