Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
 
Październik 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Listopad 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30
 
Grudzień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31

to naprawdę trudne...

2013-07-16

IMG_6559 (Custom).JPG

Mili Moi...

Zbliżam się nieuchronnie do... urlopu. Takiego prawdziwego, połączonego z nicnierobieniem 🙂 Potrwa on pewnie... jakiś tydzień. Ale dobre i to. Wczoraj intelektualne wczasy. Załatwianie spraw bankowo finansowych. Musiałem zapłacić za szkołę językową na Malcie, zaopatrzyć się w środki, które pozwolą mi tam przeżyć miesiąc. Fundacja, z której otrzymałem wsparcie na kurs językowy rozwiązuje sprawę w ten sposób, że trzeba samemu wyłożyć wszystkie środki, a po dostarczeniu rozliczenia, przyznany grant jest dopiero przelewany na konto. Podejrzewam, że wynika to z doświadczeń. Może ludzka nieuczciwość stała się skuteczną lekcją wyrażającą się dziś w zasadzie - nie ma kwitu ukończenia kursu i rachunków za pobyt, nie ma też pieniędzy...

 A dziś od rana myślę sobie, że Pan dał mi niezwykła łaskę widzenia jak mocno działa w ludziach Jego łaska. Nieustannie trwam w zachwycie nad tym. I dzieje się tak, mimo że ja sam powtarzam pewne treści (nie da się tego uniknąć całkowicie), a Pan wyposaża to słowo w swoją moc i ono dociera do ludzkich serc. Ostatnio jeden z przyjaciół powiedział mi, że przecież to, co głoszę może mi się nawet na pewnym etapie wydać nudne, bo przecież ja te treści doskonale znam, ale dla ludzi to będzie świeże i nowe, a Pan będzie w tym działał. On nawet do najprostszego słowa jest skłonny przypisać swoją łaskę, jeśli tylko to słowo jest wypowiadane z wiarą, zaangażowaniem i w jasnym celu - głoszenia wielkich dzieł Bożych...

Przeżywając ten zachwyt nad widzialnym działaniem Boga, przeżywam również prawdziwą mękę i jakąś wewnętrzną trwogę z tego powodu, że tak wielu ludzi jeszcze tej Jego łaski nie zna. I wcale nie dlatego, że mieszkają w głębokim buszu i prawda do nich nie dotarła, ale dlatego, że zajęli się tematami okołoreligijnymi, nigdy nie docierając do istoty wiary, nigdy nie spotykając się tak naprawdę z Jezusem, nie dbając o relację z Nim. To dość łatwo wychwycić, kiedy się patrzy na ludzkie inwestycje. Nie finansowe rzecz jasna. Chodzi raczej o zaangażowanie - czasu, energii, zapału, w rzeczywistości, które nie tylko wiary nie potwierdzają, ale właściwie całkowicie jej przeczą. Przy tym bardzo często ludzie mają przekonanie, że są zupełnie w porządku, że ich wiara jest bez zarzutu i nikt, absolutnie nikt nie ma prawa zwracać im żadnej uwagi, ani jakkolwiek reagować na ich zachowanie.

 

Bardzo często sumienia tak wierzących są doskonale uśpione i nie tylko nie są w stanie dostrzec Bożej łaski, ale również swojej niedoskonałości i ran zadawanych Kościołowi. Żaden autorytet nie ma znaczenia, żadne obowiązujące prawa, żadne poczucie przyzwoitości, czy moralności. Kwestionować... Redefiniować... Zmieniać... Dyskutować... Protestować... Ludzie, którzy utknęli w połowie drogi - od niewiary do wiary. Osłabli po drodze i nigdy nie dotarli tam, gdzie dojść mieli. A mimo wszystko postanowili nazywać się wierzącymi i krzyczą o tym bardzo głośno... Do takich dotrzeć najtrudniej. Łatwiej nawrócić wielkiego zbrodniarza, niż letniego katolika. Letni bowiem ma przekonanie, że już doszedł do celu, a nawrócić muszą się wszyscy dookoła...

Myślę sobie, że ogromną sztuką jest współczuć z tymi braćmi. Zwłaszcza z tymi "odpornymi". Bo łatwiej jest współczuć tym, którzy odpowiadają na Boże zaproszenie, w których tli się jeszcze jakieś pragnienie. Najtrudniej jest wobec tych twardych, których nawet cuda zdziałane na ich oczach nie motywują do jakiejkolwiek przemiany. Do takich dziś mówi Jezus - biada wam... Bo gdyby w innych, pogańskich miastach działy się takie znaki, to wzbudziłyby jakieś duchowe tęsknoty, skłoniłyby do zastanowienia, poruszyłyby serca. U was zaś... Bierność i marazm nazywane "wiarą" są tak wielkie, że nie dzieje się nic...

Ja słyszę wiele smutku w tym Jezusowym "biada". Nie ma tam mściwego tonu pogróżek w stylu "jeszcze zobaczycie"... I to jest wielka lekcja dla mnie, żeby nie być posiadaczem podwójnego oblicza. To znaczy, żeby nie stawać przed Bogiem z twarzą pełną zachwytu, a odwracając się od Niego, nie okazywać gniewu i zniecierpliwienia. Nie pohukiwać, nie grozić, nie gardzić, nikogo nie obrażać (co nie znaczy - przyjmować cudzy punkt widzenia samemu stając się letnim)... Tak, cierpliwość jest tym darem, o który muszę Boga prosić nieustannie, bo czasem chciałoby się stanąć i potrząsnąć czyimiś ramionami wołając - obudź się!!! To nie jest metoda Jezusa. Cierpliwie... Mocno czasami, ale cierpliwie i z miłością. I nie ukrywam, że to jest czasem naprawdę bardzo, ale to bardzo trudne...