Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Listopad 2017
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30
 
Grudzień 2017
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
 
Styczeń 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28

nie chcę...

2013-07-12

1003664_604307006280396_474488776_n (Custom).jpg

Mili Moi...

No siedzę "murem" i tworzę... Udaje mi się przemyśleć trzy medytacje dziennie... To jest baaaaaaardzo dużo jak na moje tempo i możliwości. Nigdy dotąd nie szło to tak szybko. Pewnie winę ponosi również nieco mój perfekcjonizm, który domaga się przemyślenia i dopieszczenia każdego słowa. Ale tym razem spróbowałem go zamknąć w sąsiednim pokoju i jakoś się udało. Nie narzuca mi się... Mam nadzieję, że mimo jego nieobecności medytacje pielgrzymkowe "dadzą się słuchać", a dodatkowo przyczynią się do duchowego wzrostu pielgrzymów...

 

Informacyjnie - dziś sprawowałem Eucharystię za wszystkich moich dobrodziejów duchowych, za moje Margaretki, za modlących się za mnie i za adoptujących mnie duchowo. Ufam, że to najlepszy sposób odwdzięczenia się za waszą dobroć. Rad byłbym, gdyby ci, którzy są bardziej obyci z internetem, przekazywali te wieści tym mniej obytym. Aby i oni mieli świadomość udziału w Przenajświętszej Ofierze...

A dzisiejsze Słowo wpisuje się w rozważania, które prowadzę właściwie od wczoraj. Myślę sobie bowiem o takiej szczerej i bezinteresownej nienawiści... wobec chrześcijan. Oczywiście toczy się dyskusja nad tym, czy jesteśmy prześladowani w Polsce, czy też nie. Nie zamierzam rozstrzygać, ani podkreślać żadnego ze stanowisk. Pewnie wszystko zależy od doświadczeń, a może również od punktu odniesienia. Bo jeśli wziąć pod uwagę prześladowania w pierwotnym Kościele, to jeszcze z pewnością wiele nam brakuje...

 

Myślę raczej o tym, co wyczytuje ostatnio w mediach. Wczoraj próbowałem uruchomić telewizor w naszym domu, ale mi się to nie udało, za co właściwie jestem Panu Bogu wdzięczny. Tak naprawdę oglądam tylko podczas prasowania, a że wczoraj był ten dzień... Niemniej jednak dojrzewam do decyzji, żeby nie oglądać wcale. Jak powiadam, jedyne medium to internet i i tak uważam, że czytam za dużo. Wydarzenia ostatnich dni, których zupełnie świadomie nie komentuję, ponieważ na rynku medialnym jest przesyt komentarzy, stały się znowu okazją do wylania wielu kubłów czystej złośliwości, a czasem wręcz nienawiści na Kościół... Boleję nad tym bardzo, bo czynią to często sami katolicy, którzy zdają się zupełnie nie rozumieć nauki Kościoła, do którego formalnie jednak należą... Niezrozumienie nie rodzi jednak pragnienia zgłębienia i pojęcia, ale rodzi agresję... I tej agresji jest nieprawdopodobnie dużo, zwłaszcza w komentarzach pod wpisami jakoś tam Kościoła dotyczącymi. Pisałem o tym już nie raz...

Obelżywe, pełne pogardy słowa, które zupełnie bezkarnie zamieszcza się w sieci, skłaniają mnie do stwierdzenia, że jednak, jeśli nie prześladowań, to z pewnością przemocy słownej doznajemy. Od słów do czynów jest bardzo krótka droga. I obawiam się, że niedługo będziemy obserwować bardzo bolesne obrazki obrazujące poziom ludzkiej frustracji skierowanej ku Kościołowi, a nade wszystko duchownym, którzy ten Kościół w umysłach wielu uosabiają...

 Ale mam też refleksję bardziej osobistą. Otóż wczoraj pomyślałem sobie, że właściwie wszystko może być "kamieniem", którym się rzuci i zada szkody. Pomyślałem sobie o moim blogu. Nabrałem wczoraj pewności, że gdyby ktoś zechciał, to z tego, co tu piszę, zamieszczam, czy obrazuję, można by uczynić niezła bombę oskarżeń i pomówień, która skutecznie wstrząsnęłaby moim życiem. W epoce manipulacji i przekłamań to nie jest takie trudne. Dziś zastanowiło mnie czy jest to wyraz mojego "braku" - wężowego sprytu, czy jest to raczej "nadmiar" gołębiej czystości... Mam absolutną pewność czystości moich intencji i klarowności sytuacji które opisuję. Zdjęcia często pokazują prawdę o moim życiu i również nie powinny stać się okazją do nadinterpretacji. A jednak odczułem pewien niepokój. Spróbowałem sobie wyobrazić hipotetyczne konsekwencje jakiejś manipulacji... I zadrżałem. Bo one naprawdę mogą zniszczyć życie. Bo one mogą pogrzebać całe zaufanie do człowieka, bo one mogą bardzo upokorzyć...

Ale z drugiej strony pomyślałem sobie, że nie chcę żyć w więzieniu, nie chcę nieustannie zastanawiać się jak zostaną zinterpretowane moje gesty, nie chcę czuwać nad każdym słowem, bo ktoś może je opacznie zrozumieć. Nie chcę się bać przytulając dziecko, że zostanę nazwany "pedofilem". Nie chcę się obawiać, że kiedy młody chłopak opiera głowę na moim ramieniu, mogą mnie nazwać "homoseksualistą". Nie chcę... Chcę być sobą, najlepszą wersją siebie, taką jaką zaplanował Bóg. Nie chcę się bać oszczerstw i złośliwych pomówień. Nie chcę żyć w lęku... Chcę za to głosić Ewangelię wszelkimi możliwymi sposobami, narażając się nawet na takie współczesne niebezpieczeństwa, na przemoc w białych rękawiczkach. Pan zna moje serce i póki co chroni mnie przed uderzeniami świata. Ale proszę Go, żeby dał mi siły przyjąć wszystko, co tylko nieprzyjaciel w swojej złośliwości jest w stanie przeciwko mnie wymyśleć. A on tak chętnie posługuje się sfrustrowanymi ludźmi, biednymi, służącymi nienawistnym celom ludźmi... Zniewalając ich i niszcząc wszelkie dobro ich rękami, słowami, gestami...

 

Będziecie w nienawiści u wszystkich, lecz kto wytrwa do końca będzie zbawiony... W nienawiści u wszystkich...