Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Sierpień 2018
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31
 
Wrzesień 2018
1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30

bardzowielodzietny...

2013-07-10

DSC00760 (Custom).JPG

Mili Moi...

Pierwsze koło tych wakacji zostało zatoczone. Wróciłem do Lublina. Tu jest na razie mój dom i tak się czuję. Jakbym wrócił do domu. Wczoraj przed południem zlądowałem, więc reszta dnia poświęcona była relaksowi, zapełnianiu pustej zupełnie lodówki i uruchamianiu różnych sprzętów, które na czas wakacji zostały skutecznie wyłączone. Rzecz jasna z pralką na czele. Wieczorem zaś spotkanie z Maciejem, współstudentem, który też chwilowo wakacjuje w Lublinie. Ileż do opowiadania. Tylko ciężko miejsce znaleźć, bo Lublin latem jest absolutnie przepełniony. Zwłaszcza wieczorami....

Dziś natomiast praca od samego rana... Mam do przygotowania 14 medytacji porannych na pielgrzymkę i jak wspominałem będą one poświęcone Psalmom Pielgrzymim (od 120-135). Dziś zrobiłem dwie, a zanosi się na jeszcze jedną. Gdyby tak codziennie utrzymać takie tempo, to za kilka dni będę mógł rzeczywiście mówić o urlopie. Ale zobaczymy, bo różnie bywa. A w naszym mieszkanku na poddaszu właściwie nie wiadomo co jeszcze otworzyć, żeby zrobiło się choć odrobinę chłodniej. Czuję się jak w mikrofalówce. Co, powiem szczerze, pracy nie ułatwia....

Dziś Jezus zachęca swoich Apostołów do pójścia do owiec, które poginęły z owczarni. Najpierw do nich, nie do pogan. Przyznam szczerze, że jakoś w duszy grają mi te słowa od dawna i w tym posłaniu się bardzo odnajduję. Wydaje mi się, że moja życiowa misja jest podobna - najpierw budzić tych, którzy już nazywają siebie wierzącymi. A z nich Pan Bóg już sobie niejednego apostoła pogan wybierze. Tak to jakoś czuję, w niczym rzecz jasna nie umniejszając misji wśród pogan. Wręcz przeciwnie, podziwiam tych, którzy odpowiadają na takie Boże zaproszenie. Nie tak dawno dotarła do nas wieść, że nasz zakon otrzymał nowe miejsce w Kalkucie, w którym mamy po prostu pełnić posługę przez obecność. Ludzie byli tam dość długi czas pod wpływem komunistów, którzy się stamtąd wycofali, co biskup uznał za znakomitą okazję, żeby wprowadzić tam nasz zakon. Bez żadnej parafii, ani dzieła. Po prostu być i żyć wśród nich Ewangelią. Tak, jak zalecał Franciszek swoim braciom idącym do pogan... To niezwykłe powołanie i wymaga wielkiej wiary...

 Ja zaś nieustannie myślę o tym, co stało się moim udziałem w ostatnich tygodniach. Jak bardzo Pan upomniał się o moje kapłaństwo, posyłając mnie do tych, którzy poganami z pewnością nie są, ale żyją w pogańskim otoczeniu. Jedno słowo dziś kołacze mi się po głowie. Wziąłem do ręki amerykańską Biblię i przeczytałem z niej Magnificat, a w nim - The Mighty One has done graet things for me and holy is His name. (Wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny i święte jest imię Jego). Trudno lepiej podsumować te cuda, na które mogły patrzeć moje oczy, trudno znaleźć lepsze, bardziej zwięźle określenie tego, co się tam wydarzyło... Myślę o tych moich dzieciakach. Bardzo mocno czuję się odpowiedzialny za tych wszystkich, których przyprowadzam do Jezusa. Wszystkich nazywam moimi dziećmi, bo Pan dał mi łaskę zrodzić ich w wierze (czasem jest to odrodzenie, a czasem rzeczywiste narodzenie). Niemniej, jak to powiedział kiedyś jeden z księży patrząc na moją posługę - już na zawsze pozostaniesz dla nich ojcem ich wiary... I to chyba prawda. W jakimś sensie przenośnym rzecz jasna, bo prawdziwym i jedynym Ojcem wiary jest Pan. Ale mnie zaprasza do takiego duchowego rodzenia. A potem... Czasem musze iść dalej... I ufam, że Pan da wzrost. musi tak być. Ale ja nie przestaję się modlić za tych, których zrodziłem. Bo to wielka odpowiedzialność... mieć dzieci... także te duchowe... W Ameryce przybyło mi ich 40 🙂 Od dawna jestem "duchowo wielodzietny"... bardzowielodzietny 🙂 A wszystkie te moje dzieci mają udział w Bożej miłości, której nieustannie doznaję. Zanurzam je w niej i wiem, że Bóg niczego mi nie odmówi...

Odczuwam tę miłość ostatnimi czasy bardzo gwałtownie. Dzięki temu trochę lepiej rozumiem coś, co napisała patronka dnia dzisiejszego, św. Weronika Guliani - Pierwszym skutkiem jest (...) usilne pragnienie nawrócenia dusz, za które ofiarowałabym krew i życie... I choć chyba nie jestem jeszcze w stanie podpisać się pod tymi słowami, to jakoś ocieram się o ich zrozumienie... Jestem kochany... i kocham... bardzo!!!