Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Listopad 2017
1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30
 
Grudzień 2017
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
 
Styczeń 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31
 
Luty 2018
1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28

Abbey of Getsemani

2013-07-04

IMG_7189 (Custom).JPG

Mili Moi...

Doświadczam niesamowitej miłości Bożej w tych dniach. Pan Bóg zdaje się spełniać wszystkie moje marzenia, nawet te, którymi się z nikim nie dzieliłem...

Jednym z moich ulubionych, chrześcijańskich pisarzy jest Thomas Merton. Podziwiam jego intelekt, umiejętność wyrażania myśli, żar obecny w jego słowach. Nie oznacza to, że ze wszystkim się zgadzam. Niemniej, naprawdę lubię go czytać i mam całą półkę jego książek. Gdybym miał pisać jakąś pracę z duchowości, to pewnie on byłby jej bohaterem. Wiedziałem, że żył i tworzył w Stanach i wiele razy po cichu marzyłem, żeby pochodzić po ścieżkach, po których on chadzał, żeby pomodlić się na jego grobie, doświadczyć atmosfery, w której Duch Święty tak obficie mu się udzielał. Ale nawet przez myśl mi nie przeszło sprawdzać jaka odległość dzieli nas od opactwa Getsemani. W poniedziałek zaś siostra Alicja rzuca pomysłem - a może pojechalibyśmy do trapistów do Getsemani, to przecież tylko pięć godzin stąd. Myślałem, że z krzesła spadnę i oczywiście entuzjastycznie pomysł przyjąłem. Wczoraj więc modliłem się na grobie Mertona i przynajmniej po niektórych ścieżkach połaziłem...

Niezwykłe to miejsce. Pięćdziesięciu dwóch braci chwali tam Boga zbierając się w prostym, bielonym kościele osiem razy dziennie. Pierwsze modlitwy o 3.15 w nocy, ostatnie o 19.30. Podczas mojego pobytu tam obejrzałem film o ich życiu. jeden z nich pięknie je podsumował - wstaję, śpiewam Psalmy, pracuję, śpiewam Psalmy, kładę się spać... Nic ponad to, czego chce ode mnie Bóg. Bo życie jest proste... I tę prostotę się rzeczywiście tam wyczuwa. Nie ma zbędnych słów. Wręcz przeciwnie - wielkie milczenie. Sporo ludzi - rejestracje samochodowe z całych Stanów. I nikt nie gada. Cisza.... Wielka... Tylko serdeczne uśmiechy. Zaduma.

Wszystko to miało jakiś metafizyczny wymiar. I ten prosty krzyż, dokładnie taki sam jak u innych, na grobie Mertona. To już niemal 50 lat od jego śmierci. Tak banalnej, że aż wierzyć się nie chce. Porażony prądem podczas kąpieli. A jego intelektualne dzieło trwa i jest kontynuowane. Wielu młodych ludzi w habitach. Przedziwne. Tam na pewno nie ma kłopotu z powołaniami. Arcyciekawe... Czyżby prostota i radykalizm pociągały? To chyba jednak retoryczne pytanie....

Za siedem godzin mam wsiąść do samolotu i odlecieć do Polski (oczywiście jeśli nas jakaś zabłąkana raca nie dosięgnie - dziś w Ameryce Dzień Niepodległości - fajerwerki strzelają od wczoraj jak u nas w Sylwestra). Wrażeń mam jeszcze więcej, niż w ubiegłym roku. Ale chyba najważniejsze z nich to doświadczenie Boga działającego z taką samą mocą wszędzie na świecie i doświadczenie ludzkiej tęsknoty za Nim, tego głodu, który przez nic innego nie może być zaspokojony. A ponadto - świadomość, że tu znacznie trudniej o księdza, czyli kogoś, kto z Bożego wezwania ma na ten głód odpowiadać.... I w takich chwilach żałuję, że mamy tylko jedno życie i że ono jest takie "niepodzielne". Czuję się znów nieco jak św. Tereska od Dzieciątka Jezus, która chciała być wszędzie i wszystkim w Kościele. Wiem, że się tak nie da. Ona też wiedziała. Ale niech Pan czyni, co Jemu się najbardziej podoba...

Na tę cała beczkę miodu przypada jak zawsze łyżka octu. na dziś nie mam gitarzysty na pielgrzymkę. Polecam tę sprawę waszej modlitwie, bo bez gitary iść... nie wyobrażam sobie. Potrzeba kogoś mocnego w tym temacie... Niech Pan łaskawie udzieli nam jeszcze tego małego cudu ze swojej szczodrej ręki...

IMG_7167 (Custom).JPG