Rozważania ojca Michała Nowaka


Rozważania ojca Michała Nowaka OFM Conv
Kwiecień 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30
 
Maj 2018
1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31
 
Czerwiec 2018
1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30
 
Lipiec 2018
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31

takiego kapłaństwa na zawsze pragnę...

2013-07-02

IMG_7001 (Custom).JPG

 

Mili Moi...

No i stało się... Dziesięć dni bez internetu. Nie wydawało mi się to możliwe w USA, ale jak się okazuje, nawet i tu można odciąć się od świata. W miejscu, w którym byłem, zasięg miała chyba tylko NASA 🙂 Ale muszę wyznać szczerze, że nie tęskniłem za komputerem ani przez chwilę. Dlaczego?

Camping był w miasteczku Lawrence, jakieś dwie godziny jazdy od Chicago. Czterdzieści dzieciaków, trzy siostry zakonne, jeden franciszkanin, dwie panie kucharki, konie, osioł, lama, kozy, drób... i mnóstwo innych rzeczy. Wakacje z Bogiem rozpoczęliśmy w miejscu, które urzeka swoim urokiem (nazywa się Marianville) jeśli chodzi o naturę i odstrasza niesłychanym kiczem, jeśli chodzi o gust właścicieli. W moim pokoju, poza dwoma obrazami Jana Pawła II było wielkie zdjęcie Justina Bibera i obraz pary w sytuacji niedwuznacznej 🙂 Ale nie o tym chcę tu pisać...

Kiedy dowiedziałem się tuż przed wyjazdem do Stanów, że mam poprowadzić rekolekcje dla młodzieży, to nie byłem tym jakoś nadmiernie przerażony. Nie pierwsze i pewnie nie ostatnie. Z chęcią się zgodziłem, choć tematy mnie nieco przerażały, bo była to teologia ciała, małżeństwa itd. W tym "nie siedzę" na co dzień. A czasu na przygotowania nie było, boć wszak sesja ma swoje prawa... Kiedy jednak stanąłem na tym campie i zobaczyłem, że ta młodzież ma od 11 (!!!) do 17 lat, to naprawdę zacząłem się nieco obawiać. Jedyna pociecha w tym, że tuż przed rekolekcjami, siostry zmieniły temat i poprosiły o... rekolekcje ewangelizacyjne (czyli moje najukochańsze). Mimo to jednak miałem obawę, że może niektóre rzeczy są za poważne... Dodatkowa bariera to język. Oczywiście większość dzieciaków mówi po polsku, wszyscy rozumieją, ale zasób słów jest znacznie mniejszy, niż u ich rówieśników w Polsce. Przekonałem się o tym już na pierwszej katechezie - ręka wzniesiona w górę i pytanie - a co to jest lęk?

Nie wiem, czy uda mi się dobrze opisać to, co przeżyłem, bo chyba sam jeszcze do końca nie wiem, nie rozumiem... Wzbudził Pan Bóg w  moim sercu tak wiele miłości do tych dzieciaków, że dawno się tak nie czułem. Przy czym mam absolutną pewność, że była to czysta, ojcowska miłość, której nowe pokłady w sobie odkryłem. Po tych rekolekcjach mam jedno, wielkie przekonanie, które kołacze mi się w głowie - jest tyle ludzi do kochania, tak wielu spragnionych miłości... A ty Michale tracisz czas... Odczułem w sobie znów tak wielkie pragnienie, żeby objawiać Jezusa miłującego, żeby czynić Go dostępnym dla wszystkich, żeby burzyć fałszywe Jego obrazy...

Czułem się bardzo szczęśliwy, kiedy widziałem jak ci młodzi wchodzą w te rekolekcyjne treści, jak się na nie otwierają, jak dzielą się tym w grupach. Prowadziłem grupę najstarszych chłopaków. I kiedy rozmawialiśmy o wyborze Jezusa jedynym Panem i Zbawicielem, to z wielkim podziwem patrzyłem na ich dojrzałość. Była większa, niż niejednego dorosłego. Wahali się, zmagali, ale nie dlatego, że nie widzieli potrzeby takiego wyznania. Wręcz przeciwnie... Ale jak to powiedział jeden z nich - ojcze, ja staram się nie rzucać słów na wiatr, staram się być im wierny... Obawiałem się trochę nabożeństwa uzdrowienia. Myślałem znów, że za młodzi, że może nie złapią o co mi chodzi w tych zranieniach i krzywdach... W kaplicy natomiast był jeden wielki płacz. I wcale nie podkręcaliśmy emocji. Wręcz przeciwnie, bardzo się starałem, żeby było ich jak najmniej, wiedząc, że wśród młodzieży one się szybko udzielają. Jedno jest pewne - ci moi młodzi przyjaciele doskonale wiedzą co to jest krzywda. Żyją w "raju na ziemi", ale w raju stworzonym przez człowieka. A taki raj krzywdy nie eliminuje. Wręcz przeciwnie. Kolejny raz potwierdza się, że żyjemy w społeczeństwie bez ojców. Pewnie dlatego ten mój prosty gest przytulenia do serca, czysty, serdeczny, ojcowski budził w nich tak ogromne emocje. Wszyscy opowiadali, że było to dla nich ogromne przeżycie.

Potem nabożeństwo wyboru Jezusa - każdy własnymi słowami. I modlitwa o odrodzenie w Duchu Świętym - odważne prośby o nadzwyczajne i zwyczajne dary, aby mogli głosić. Środowisko, w którym żyją jest niezwykle zróżnicowane. mnogość religii sprawia, że jest w nich wielkie pytanie - dlaczego nasza jest prawdziwa. Spotkałem się tu z tematami, z którymi w Polsce stykam się niezwykle rzadko. Ale to pozwoliło mi też na nowo przemyśleć niektóre rzeczy. Chłopacy byli bardzo otwarci. Mieli też wielki głód rozmów o... czystości. Jednego dnia odwiedził nas Mariusz, stały diakon, mąż i ojciec dwóch córek. Miał dla nich katechezę o seksualności, którą ja potem pociągnąłem dalej. To było cudowne. Ci chłopcy mają tak zdrowe, katolickie spojrzenie, że byłem w wielkim szoku. Oczywiście nie są naiwni, mówią o trudnościach. Ale na przykład poopowiadali mi nieco o nachalnej promocji homoseksualizmu, której są poddawani w szkołach, a przeciwko której odczuwają słuszny bunt... Piękne rozmowy...

To, czym chyba najbardziej byłem umocniony to fakt, że ta młodzież była taka niezmanierowana, niezepsuta... Nie marudzili, nie narzekali ciągle, posłusznie realizowali, co im polecaliśmy, brali chętnie każdą propozycję, cieszyli się z małych rzeczy, umieli się śmiać, tańczyć bez kropli alkoholu, zafascynowani sportem, grzeczni (nigdy nie usłyszałem tyle razy słowa "dziękuję" ile tam zostało przez nich wypowiedziane). Wczoraj, po powrocie, nie mogliśmy się rozstać. myślę, że rodzice musieli być nieco zdziwieni. Kiedy rozmawiałem z nimi w oczekiwaniu na autobus z dzieciakami, mówili - ojcze, co wyście tam z nimi zrobili? Nie pisali, nie dzwonili, twierdzili, że są zajęci i nie mają czasu... Jakby nie nasze dzieci 🙂

Dla mnie to był cudowny czas odnowy mojego kapłaństwa. Moje serce doświadczyło ogromnego przypływu łaski Bożej, którą miałem się z woli Jezusa podzielić z tymi moimi młodymi przyjaciółmi. Naprawdę żal odjeżdżać. Tak wiele można by zrobić. Pociągnąć ten temat. Formować świadomych chrześcijan... Łzy napływają do oczu, więc kończę...

Na zakończenie zamieszczam cztery "listy" spośród wszystkich, które otrzymałem od tych moich dzieciaków na zakończenie. Niech one same wam powiedzą, co przeżyli....

1."Nigdy w życiu nie czułam się tak bezpiecznie"

2. "Ojcze Misiu... Och, nawet nie wiem jak dziękować... Ojciec pomógł mi inaczej patrzeć na życie i zmieniłam się. Wszystko zawdzięczam Tobie i Bogu. moje serce nauczyło się miłować"

3."Już nie jestem sierotą. Mam Ojca w niebie i teraz bliskiego, duchowego ojca na ziemi. Dziękuję ci ojcze! Pozostaniesz w moim sercu na zawsze"

4.(i chyba najzabawniejszy) - "Dziękuję, że pachniesz bardzo dobrze i za twoją miłość. Dziękuję za wszystko".

 

IMG_7055 (Custom).JPG